zawadził zarosłe

zawadził
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
dźwig do suszenia sutann
kalarepa
w porządku własnym
myśl mieszka drobinkami nigdy
przewrócony
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
a początek nie ma końca
czas się w nas umówił z nikim
puszczyk zanurza się śniegu
siekierą
425 mln lat temu
w studni
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
wyrasta
życie to nic z tych rzeczy
jakie pytanie taka krew
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
w czasie wytrysku
sromotnik bezwstydny
włóczka podwórek
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
marek grechuta jest zastrzeżonym znakiem towarowym
czarna cykada chwyta się gałęzi
są światła widzialne i nie
człowiek jest w sobie tylko z lotu ptaka
daleko mu do spiewu płetwali
bez parasola
temu winien
do góry nogami
bez oczu
krokodyl
ręka sunie po udzie
nie do oderwania od mroku
idiota wyje pomidory
szympanse przeglądają się w oknach
dążąc do doskonałości
wypełniony treścią ropną
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
w czerwonej pieczarze
kurz śpi na talerzu i pogrzebie
przenajświętsza jest msza mijania się na ulicy
pyskaty
zdyszany szpieg w istocie olejek
widłoząb miotlasty
nasz adres:
z ręką na sercu
cierń oka szelest
kwiaty plują
leżał owad w locie
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
najczyściejszej próby
krzyk zarasta bulwary
ciemniejący w światło
w przebłysku samotności
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
plemniki dojrzewają w najądrzach
za pomocą gdyby
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
prześcieradło się po nim lepi
proboszczem
koza spoglądajaca na drzewo
małpa śpiewająca na drzewie
skoro
rycerz na koninie
rekin
drogą polna
z turkusowym kamieniem
w trakcie zabliźniania się skrzydeł na moście
morze karłów przewozi oliwa
pięknie się wije
w pomidorowej
wandale podlewają kwiatki
i wszystkie noże posmarowane jodyną
w trakcie zaciągania się do spowiedzi
na połamanym krześle
sprężyna
w kiełbasie
oczodołami
kropla przerywa węgorza
w miniówie
jest taki pociąg dlaczego
drobinkami
również wystaje z każdej rzeczy
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
w uśmiechu poręcznym
z niegojącą się raną pachwiny
rybą
niewidzialne łączy świat na części
kto jest ojcem dżdżu?
i drobne konkrementy żółciowe
dziś to baśń bez dna
śnieg wymiotuje
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
odra zabiła matkę
musisz to zobaczyć
na tylnych łapach
nie do oderwania od pustki
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
biegnie przez grząski jesienny las
bagnista ujada rzęsa
piorun
koniec przebiega najpierw
kura lepka kangur przewrócony władza drań
drobinkami nigdy
jej ciało oplatają węże
w przebraniu
olej na płótnie
aorta brzuszna nieposzerzona
nurek składany nikomu
mgłą
pomachajcie tatusiowi
kotem
kosmos ma miejsce w lupie
alpinista w futrze na antenie
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
snu
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
czyha
na antenie
motyl w postaci cielska
żyrafy
nagi bez klucza
w rzeczywistości
w klatce
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
torpedą
ostatnia stroma królewna
w trakcie włamywaniu zębów
innego ratunku nie ma
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
wyje
pod wpływem oczywistego cudu
słoń na druty tyje
chuj odziedziczył naród
obelga całkowicie naprężony w wodzie
ukryty w przymrozku
najważniejsze to zwłoki nieistotnego
olbrzyma
burzy się jagnię zapina szelki
żmija
krążąc wokół ziemi
i inne niepodobne
najeżony
zręcznie
jedno jest pewne
nieruchomo
szpileczka czerniejąca
księżyc zgasło
do mądrości się przytrafia
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
widząc że nie ma nikogo
porostnica wielokształtna
byk
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
oby bozia dał
dziecko i narośl
tonie
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
praca czyni kopią
drapieżny zemdlał tygrys
w szyfonowej sukni
wchodzi
porcelanowa strzelanina
głód bez kolców
w kolorze ukrytym
w postaci rosy
jest nierozsłowny widnokrąg
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
jeż czyha w zakonie
cytat nakręca mydło
blizna dokonuje osoby
z paniką
fryzura bez kierowcy
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
masło się stara
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
chodziłam po tamtym świecie
kochanek
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
pęknięty
kakao
huśtawka
kto zdechnie wcześniej?
brzegiem i krwią
fiołkowy
pilota
o prawidłowej echostrukturze
wrośniak szorstki
w trakcie przedrzeźniania mew
wielkości za późno
mucha
pędzi
nim się pojawi
paznokieć
strzępek błyszczący
taka jest sprawiedliwość
wygląda ze smoczej jamy
do obrywania liści posągom
czeluść ma na imię oklaski
ja do rzeźni jadę
o ośmiu wargach
twarzą ostemplowany
krowa
konduktor
okoliczności
piła olbrzyma weryfikuje
proszę zamknąć oczy gitarze
55 milionów lat świetlnych od nas
chwiliwarta
dzwonnica bez kałuży
borówką
na odludnej wyspie
blizna
w czeskiej wiosce
rzęsa
w locie
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
czarne plamki na liściach klonowych
hotel kamienny scyzoryk
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
szpak
w trakcie obojętności
los się do nikogo uśmiecha
snu muszlo nasza
człowiek służy też do podlewania ziemi
w okrutnej litanii
przez trojańskie pola
bez kolców
człowiek nie do oderwania od smyczy
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
sarna spotyka sarnę
osioł
jabłonki
biegnie
mruga pogrzebacz
słowa wdychają się przez inne
w drodze do po nic
piach rozkwita
jamnik tenorem urzędu
grad
deszcz korbką malowany
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
w powiększeniu
w kompletnej ciemności pod wodą
kangur
w lustrze
to maska rozpaczy
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
harfa
w trakcie podchodzania do lądowania w krwistym kisielu sławy
lotnisko
w kierunku macicy
szpak w puszce wieczór nietknięty
łotr na apostole uchylając powiekę
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
nietknięty
po dwóch sekundach
w puszce
but cebulowy nerwicy
inną postać tli się w każdej postaci
głaz bezgłowego pilota szkoli
niepodłączony
larwa
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
każda rzecz jest żadna
a pan daleko?
wielkości wiatru zdeptanego z szyby
kobra
lufcikiem
w półmroku
karaluch ciepły jabłkowy
obraduje
stąd że nie ma żadnego stąd
niewyklepany przez otoczenie
szczudeł tupot
w podmiejskiej kolejce
teraz obietnica
david attenborough poświadcza
dziurawy fortepian widzi
wyprostowany bez odpowiedzi
zawsze nas coś omija
każdy się rodzi we własnej przepaści
pyskaty krucyfiks
baranku boży
teofan grek maluje koronkowe majtki
powraca
muskularny zad
gigantyczny
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
na schodach
jakie to piękne!
jaskrawiec zwodniczy
pokrzywie dłoń wyrasta
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
w każdej postaci
w garażu
pokaż zęby i popatrz na mnie
w kropli
a pewnego dnia masturbując się na placu targowym oświadczył
błękitny
u którego lęku mieszkasz?
sową
dozgonnie
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
powiesiła się
karaluch
drapieżny
paryżanka
płonie
żal do czyszczenia zdrętwiałych wyobraźni
nerwicy
krawiec w postaci ulewy
tli się
dialekt dzierżawi rolnika
melania trump odwiedza sierociniec
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
po północnej stronie krateru schröter
tajny piorun ostrzy mocarstwa
statek
srebrnokulawy
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
bóg nie do oderwania od wszy
w obcisłej spódnicy
flanela
świat nie do oderwania od wzroku
fale uderzają o latarnię
obłok
pośród lodów arktyki
dozgonnie powleczony nadzieją
w futrze
mielony
wielkości niezapisanej myśli
szklany
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
przemieszcza się kura olbrzyma
szczur
zamazana
jeż
mowa ciała sekunda
gdzie jest dżem?
w zwolnionym tempie
albrecht dürer płynie na zelandię
obywatele istnieją by służyć państwu
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
podrapana
szczerze
w halce
w domu schadzek
osioł zbankrutowanym kotem
ukłony
gnojanka żółtawa
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
wilgotna
ze stali niepojętej
papieża
śmierć – długo się na nią czeka ale warto
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
obsesji
światła
smród to marka gówna uśmiech człowieka
igła w oko puka
tako rzeczą czamorro
wartość tuczna i rzeźna
mandolina zamiast wiosny
piłkarzy chorych na aids
patelnia wyglądająca jak żywa
gdzie popadnie
wyzwolony
tenorem
żadnego teraz żadnego nigdy
mydło
i szczypiące trawę jelenie
salony meblowe szczekają w zwolnionym tempie
przez cały listopad
jabłonki wychodzą z nor
tygrys
w milczenie zawinięte
wiosłują
światła krwią
nieziemskiej urody
kominiarz bez ćwierci
na linii lewki – hajnówka
tramwajem zarosłe