wandale o gładkich zarysach

wandale podlewają kwiatki
chwiliwarta
blizna dokonuje osoby
w zwolnionym tempie
słoń na druty tyje
inną postać tli się w każdej postaci
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
konduktor
flanela
śpiewa zabita pluskiewką
drzewo bez kapelusza
śnieg wymiotuje
w przebraniu
biegnie przez grząski jesienny las
nim się pojawi
przez cały listopad
szpak w puszce wieczór nietknięty
wielkości za późno
a początek nie ma końca
zdane na łaskę samotchnienia
w trakcie podchodzania do lądowania w krwistym kisielu sławy
bóg nie do oderwania od wszy
drobinkami
szklany
niepodłączony
w każdej postaci
chuj odziedziczył naród
niewidzialne łączy świat na części
papieża
i drobne konkrementy żółciowe
odra zabiła matkę
krokodyl
obłok
innego ratunku nie ma
w kompletnej ciemności pod wodą
masz imię – jesteś fikcją
gdzie popadnie
do góry nogami
wartość tuczna i rzeźna
gigantyczny
bagnista ujada rzęsa
wyprostowany bez odpowiedzi
przez trojańskie pola
pyskaty
jabłonki wychodzą z nor
widząc że nie ma nikogo
snu
kakao
ciemniejący w światło
i wszystkie noże posmarowane jodyną
oczodołami
jabłonki
pokrzywie dłoń wyrasta
cytat nakręca mydło
mydło
szczudeł tupot
ręka sunie po udzie
musisz to zobaczyć
tako rzeczą czamorro
w kierunku macicy
przez o otwarte
fikołkiem właśnie
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
nieziemskiej urody
jaskrawiec zwodniczy
na połamanym krześle
w studni
kura lepka kangur przewrócony władza drań
teofan grek maluje koronkowe majtki
włóczka podwórek
pod wpływem oczywistego cudu
salony meblowe szczekają w zwolnionym tempie
jest nierozsłowny widnokrąg
pędzi
na tylnych łapach
nie do oderwania od mroku
gnojanka żółtawa
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
daleko mu do spiewu płetwali
borówką
do mądrości się przytrafia
piorun
dziś to baśń bez dna
tenorem
jest są
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
świat nie do oderwania od wzroku
a pan daleko?
stąd że nie ma żadnego stąd
igła w oko puka
gdzie jest dżem?
z paniką
po północnej stronie krateru schröter
karaluch ciepły jabłkowy
mgłą
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
olej na płótnie
przemieszcza się kura olbrzyma
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
błękitny
szympanse przeglądają się w oknach
zawadził
w trakcie przedrzeźniania mew
snu muszlo nasza
zamazana
przewrócony
w futrze
krzyk zarasta bulwary
księżyc zgasło
w kropli
nasz adres:
głód bez kolców
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
myśl mieszka drobinkami nigdy
jedno jest pewne
wrośniak szorstki
i szczypiące trawę jelenie
taka jest sprawiedliwość
wielkości niezapisanej myśli
bez kolców
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
szyja inwazji krocze
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
pośród lodów arktyki
o ośmiu wargach
kalarepa
paryżanka
w klatce
kurz śpi na talerzu i pogrzebie
w uśmiechu poręcznym
rekin
szczur
w obcisłej spódnicy
wyrasta
alpinista w futrze na antenie
olbrzyma
byk
świnie samotne bez parasola
z niegojącą się raną pachwiny
kosmos ma miejsce w lupie
koza spoglądajaca na drzewo
siekierą
zawsze nas coś omija
najważniejsze to zwłoki nieistotnego
czas się w nas umówił z nikim
z turkusowym kamieniem
motyl w postaci cielska
w czasie wytrysku
nurek składany nikomu
szczerze
plemniki dojrzewają w najądrzach
obraduje
w czeskiej wiosce
czarna cykada chwyta się gałęzi
kto zdechnie wcześniej?
ostatnia stroma królewna
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
żal do czyszczenia zdrętwiałych wyobraźni
w puszce
pomachajcie tatusiowi
żyrafy
w trakcie włamywaniu zębów
jechałem na wróbelku jechałem sam
pęknięty
dążąc do doskonałości
w kiełbasie
porcelanowa strzelanina
człowiek nie do oderwania od smyczy
karaluch
drapieżny
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
pięknie się wije
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
praca czyni kopią
w garażu
dozgonnie powleczony nadzieją
krawiec w postaci ulewy
morze karłów przewozi oliwa
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
zręcznie
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
hotel kamienny scyzoryk
sromotnik bezwstydny
na linii lewki – hajnówka
rycerz na koninie
idiota wyje pomidory
ja do rzeźni jadę
czyha
światła krwią
osioł zbankrutowanym kotem
jeż czyha w zakonie
ukryty w przymrozku
wielkości wiatru zdeptanego z szyby
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
mowa ciała sekunda
powraca
każdy się rodzi we własnej przepaści
oby bozia dał
na antenie
za pomocą gdyby
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
kwiaty plują
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
płonie
drogą polna
smród to marka gówna uśmiech człowieka
sową
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
są światła widzialne i nie
grad
szpak
puszczyk zanurza się śniegu
w przebłysku samotności
sens przebywa zdala od gramatyki
łotr na apostole uchylając powiekę
mandolina zamiast wiosny
okoliczności
każda rzecz jest żadna
obsesji
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
burzy się jagnię zapina szelki
koniec przebiega najpierw
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
patelnia wyglądająca jak żywa
porostnica wielokształtna
dziecko i narośl
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
najczyściejszej próby
ukłony
baranku boży
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
ze stali niepojętej
pyskaty krucyfiks
biegnie
szpileczka czerniejąca
człowiek jest w sobie tylko z lotu ptaka
albrecht dürer płynie na zelandię
nietknięty
śmierć – długo się na nią czeka ale warto
w półmroku
pilota
o prawidłowej echostrukturze
gniazda ech czarnych
w podmiejskiej kolejce
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
rybą
bez oczu
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
wygląda ze smoczej jamy
tonie
po dwóch sekundach
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
na odludnej wyspie
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
55 milionów lat świetlnych od nas
paznokieć
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
mruga pogrzebacz
sprężyna
kotem
chodziłam po tamtym świecie
z ręką na sercu
lotnisko
również wystaje z każdej rzeczy
w halce
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
jej ciało oplatają węże
w milczenie zawinięte
krążąc wokół ziemi
proboszczem
jeż
kangur
brzegiem i krwią
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
mielony
fryzura bez kierowcy
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
fiołkowy
wyje
piach rozkwita
w porządku własnym
żadnego teraz żadnego nigdy
lufcikiem
blizna
jamnik tenorem urzędu
małpa śpiewająca na drzewie
sarna spotyka sarnę
huśtawka
kropla przerywa węgorza
torpedą
światła
w domu schadzek
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
wypełniony treścią ropną
w postaci rosy
wyzwolony
wilgotna
dozgonnie
w trakcie obojętności
dźwig do suszenia sutann
statek
w trakcie zabliźniania się skrzydeł na moście
osioł
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
słowa wdychają się przez inne
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
w locie
obelga całkowicie naprężony w wodzie
człowiek służy też do podlewania ziemi
do obrywania liści posągom
w szyfonowej sukni
niewyklepany przez otoczenie
niechcący
nie do oderwania od pustki
piła olbrzyma weryfikuje
dzwonnica bez kałuży
piłkarzy chorych na aids
w kolorze ukrytym
zdyszany szpieg w istocie olejek
but cebulowy nerwicy
srebrnokulawy
muskularny zad
przenajświętsza jest msza mijania się na ulicy
najeżony
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
dziurawy fortepian widzi
jakie pytanie taka krew
drobinkami nigdy
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
w trakcie zaciągania się do spowiedzi
mucha
nagi bez klucza
w lustrze
życie to nic z tych rzeczy
tajny piorun ostrzy mocarstwa
żmija
tli się
prześcieradło się po nim lepi
głaz bezgłowego pilota szkoli
powiesiła się
strzępek błyszczący
rzęsa
i inne niepodobne
425 mln lat temu
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
w pomidorowej
w okrutnej litanii
na schodach
nieruchomo
deszcz korbką malowany
to maska rozpaczy
wiosłują
leżał owad w locie
u którego lęku mieszkasz?
kobra
cierń oka szelest
widłoząb miotlasty
jest taki pociąg dlaczego
w drodze do po nic
proszę zamknąć oczy gitarze
czeluść ma na imię oklaski
dialekt dzierżawi rolnika
tramwajem zarosłe
melania trump odwiedza sierociniec
krowa
drapieżny zemdlał tygrys
tygrys
kominiarz bez ćwierci
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
w czerwonej pieczarze
nerwicy
w powiększeniu
david attenborough poświadcza
pokaż zęby i popatrz na mnie
w rzeczywistości
aorta brzuszna nieposzerzona
w miniówie
obywatele istnieją by służyć państwu
harfa
masło się stara
larwa
jakie to piękne!
twarzą ostemplowany
pęcherz moczowy o gładkich zarysach