w okrutnej biegnie

w okrutnej litanii
z paniką
nim się pojawi
wygląda ze smoczej jamy
na połamanym krześle
konduktor
widząc że nie ma nikogo
tonie
o prawidłowej echostrukturze
dziurawy fortepian widzi
stąd że nie ma żadnego stąd
wartość tuczna i rzeźna
siekierą
hotel kamienny scyzoryk
idiota wyje pomidory
zawsze nas coś omija
oczodołami
w futrze
olbrzyma
mydło
powiesiła się
kto zdechnie wcześniej?
tramwajem zarosłe
masło się stara
temu winien
obelga całkowicie naprężony w wodzie
porcelanowa strzelanina
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
w halce
i szczypiące trawę jelenie
olej na płótnie
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
w przebraniu
tenorem
taka jest sprawiedliwość
mgłą
na odludnej wyspie
podrapana
nieruchomo
żmija
w studni
piach rozkwita
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
nasz adres:
ukryty w przymrozku
niewidzialne łączy świat na części
koza spoglądajaca na drzewo
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
teraz obietnica
w powiększeniu
krowa
ukłony
a pan daleko?
w rzeczywistości
pyskaty
gdzie popadnie
czarna cykada chwyta się gałęzi
w czerwonej pieczarze
wchodzi
wielkości wiatru zdeptanego z szyby
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
niewyklepany przez otoczenie
marek grechuta jest zastrzeżonym znakiem towarowym
kangur
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
sarna spotyka sarnę
lotnisko
kobra
cytat nakręca mydło
na tylnych łapach
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
gdzie jest dżem?
słoń na druty tyje
ciemniejący w światło
drobinkami
powraca
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
obraduje
do mądrości się przytrafia
mielony
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
świat nie do oderwania od wzroku
bez kolców
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
snu
inną postać tli się w każdej postaci
drogą polna
a pewnego dnia masturbując się na placu targowym oświadczył
światła
dziś to baśń bez dna
drobinkami nigdy
do góry nogami
tajny piorun ostrzy mocarstwa
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
również wystaje z każdej rzeczy
w trakcie obojętności
nagi bez klucza
w drodze do po nic
każdy się rodzi we własnej przepaści
krawiec w postaci ulewy
w trakcie zaciągania się do spowiedzi
kurz śpi na talerzu i pogrzebie
fiołkowy
pilota
głód bez kolców
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
zawadził
zdyszany szpieg w istocie olejek
w trakcie przedrzeźniania mew
są światła widzialne i nie
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
to maska rozpaczy
skoro
mruga pogrzebacz
w obcisłej spódnicy
i wszystkie noże posmarowane jodyną
piłkarzy chorych na aids
osioł
dialekt dzierżawi rolnika
na schodach
kropla przerywa węgorza
praca czyni kopią
w szyfonowej sukni
strzępek błyszczący
byk
lufcikiem
niepodłączony
daleko mu do spiewu płetwali
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
dążąc do doskonałości
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
do obrywania liści posągom
przemieszcza się kura olbrzyma
kotem
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
w garażu
sprężyna
i inne niepodobne
nieziemskiej urody
papieża
czas się w nas umówił z nikim
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
drapieżny zemdlał tygrys
albrecht dürer płynie na zelandię
sową
jedno jest pewne
szczur
czarne plamki na liściach klonowych
david attenborough poświadcza
karaluch
u którego lęku mieszkasz?
najczyściejszej próby
szczudeł tupot
fryzura bez kierowcy
flanela
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
igła w oko puka
sromotnik bezwstydny
patelnia wyglądająca jak żywa
drapieżny
w puszce
w półmroku
pomachajcie tatusiowi
kwiaty plują
jabłonki
krzyk zarasta bulwary
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
pęknięty
obłok
dźwig do suszenia sutann
a początek nie ma końca
pędzi
przez trojańskie pola
jaskrawiec zwodniczy
obsesji
bóg nie do oderwania od wszy
w klatce
zamazana
kosmos ma miejsce w lupie
szympanse przeglądają się w oknach
widłoząb miotlasty
dozgonnie powleczony nadzieją
puszczyk zanurza się śniegu
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
nurek składany nikomu
brzegiem i krwią
i drobne konkrementy żółciowe
głaz bezgłowego pilota szkoli
w milczenie zawinięte
w kompletnej ciemności pod wodą
człowiek służy też do podlewania ziemi
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
krokodyl
musisz to zobaczyć
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
w przebłysku samotności
morze karłów przewozi oliwa
wielkości za późno
rzęsa
larwa
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
na antenie
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
pyskaty krucyfiks
słowa wdychają się przez inne
w kierunku macicy
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
piła olbrzyma weryfikuje
w trakcie zabliźniania się skrzydeł na moście
kto jest ojcem dżdżu?
wyprostowany bez odpowiedzi
chodziłam po tamtym świecie
pokaż zęby i popatrz na mnie
wielkości niezapisanej myśli
pokrzywie dłoń wyrasta
w uśmiechu poręcznym
ja do rzeźni jadę
55 milionów lat świetlnych od nas
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
przez cały listopad
fale uderzają o latarnię
w miniówie
proszę zamknąć oczy gitarze
kakao
pięknie się wije
człowiek jest w sobie tylko z lotu ptaka
jeż czyha w zakonie
wyje
w locie
jakie to piękne!
jeż
w porządku własnym
śmierć – długo się na nią czeka ale warto
oby bozia dał
biegnie przez grząski jesienny las
zręcznie
światła krwią
kominiarz bez ćwierci
włóczka podwórek
alpinista w futrze na antenie
burzy się jagnię zapina szelki
bagnista ujada rzęsa
ręka sunie po udzie
innego ratunku nie ma
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
jest nierozsłowny widnokrąg
salony meblowe szczekają w zwolnionym tempie
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
nie do oderwania od mroku
po północnej stronie krateru schröter
człowiek nie do oderwania od smyczy
w trakcie podchodzania do lądowania w krwistym kisielu sławy
w pomidorowej
pośród lodów arktyki
proboszczem
koniec przebiega najpierw
huśtawka
osioł zbankrutowanym kotem
muskularny zad
nietknięty
kochanek
mandolina zamiast wiosny
gigantyczny
szpileczka czerniejąca
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
łotr na apostole uchylając powiekę
jakie pytanie taka krew
tli się
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
księżyc zgasło
szczerze
nerwicy
przewrócony
płonie
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
deszcz korbką malowany
żyrafy
wandale podlewają kwiatki
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
każda rzecz jest żadna
mowa ciała sekunda
jest taki pociąg dlaczego
grad
baranku boży
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
gnojanka żółtawa
ostatnia stroma królewna
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
motyl w postaci cielska
smród to marka gówna uśmiech człowieka
kura lepka kangur przewrócony władza drań
przenajświętsza jest msza mijania się na ulicy
rycerz na koninie
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
najważniejsze to zwłoki nieistotnego
czyha
jamnik tenorem urzędu
w masarni za sławę można kupić siebie
okoliczności
czeluść ma na imię oklaski
odra zabiła matkę
dziecko i narośl
blizna dokonuje osoby
bez oczu
statek
tygrys
nie do oderwania od pustki
srebrnokulawy
żal do czyszczenia zdrętwiałych wyobraźni
w postaci rosy
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
torpedą
mucha
dzwonnica bez kałuży
małpa śpiewająca na drzewie
wyrasta
chwiliwarta
snu muszlo nasza
leżał owad w locie
wiosłują
po dwóch sekundach
wyzwolony
harfa
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
plemniki dojrzewają w najądrzach
chuj odziedziczył naród
teofan grek maluje koronkowe majtki
żadnego teraz żadnego nigdy
piorun
bez parasola
w każdej postaci
pod wpływem oczywistego cudu
o ośmiu wargach
rekin
myśl mieszka drobinkami nigdy
szpak
w kiełbasie
krążąc wokół ziemi
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
wilgotna
425 mln lat temu
za pomocą gdyby
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
z turkusowym kamieniem
błękitny
szklany
najeżony
paznokieć
z ręką na sercu
wypełniony treścią ropną
na linii lewki – hajnówka
obywatele istnieją by służyć państwu
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
melania trump odwiedza sierociniec
borówką
paryżanka
w podmiejskiej kolejce
w lustrze
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
z niegojącą się raną pachwiny
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
w kolorze ukrytym
w czeskiej wiosce
jabłonki wychodzą z nor
w czasie wytrysku
wrośniak szorstki
jej ciało oplatają węże
porostnica wielokształtna
but cebulowy nerwicy
w kropli
szpak w puszce wieczór nietknięty
rybą
w trakcie włamywaniu zębów
życie to nic z tych rzeczy
blizna
kalarepa
śnieg wymiotuje
karaluch ciepły jabłkowy
w domu schadzek
los się do nikogo uśmiecha
prześcieradło się po nim lepi
twarzą ostemplowany
ze stali niepojętej
aorta brzuszna nieposzerzona
w zwolnionym tempie
tako rzeczą czamorro
biegnie