tocząc frytki

tocząc rzeki źródłom na pożarcie
krzyk zarasta bulwary
w czerwonej pieczarze
jabłonki
dzwonnica bez kałuży
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
larwa plemeniem podrapana
nurek składany nikomu
flanela
również wystaje z każdej rzeczy
gigantyczny
mandolina zamiast wiosny
jedno jest pewne
torpedą
świat nie do oderwania od wzroku
motyl w postaci cielska
55 milionów lat świetlnych od nas
w lustrze
jaskrawiec zwodniczy
w drodze do po nic
stąd że nie ma żadnego stąd
ukłony
patelnia wyglądająca jak żywa
w puszce
bagnista ujada rzęsa
są światła widzialne i nie
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
gnojanka żółtawa
powraca
brzegiem i krwią
życie to nic z tych rzeczy
muskularny zad
snu
jabłonki wychodzą z nor
do obrywania liści posągom
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
piach rozkwita
w miniówie
nie do oderwania od pustki
konduktor
krążąc wokół ziemi
porostnica wielokształtna
zawadził
czarne plamki na liściach klonowych
obywatele istnieją by służyć państwu
szczerze
musisz to zobaczyć
w porządku własnym
człowiek służy też do podlewania ziemi
i wszystkie noże posmarowane jodyną
u którego lęku mieszkasz?
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
pędzi
burzy się jagnię zapina szelki
w studni
widłoząb miotlasty
pięknie się wije
gdzie popadnie
kura lepka kangur przewrócony władza drań
biegnie
słowa wdychają się przez inne
powiesiła się
albrecht dürer płynie na zelandię
w trakcie obojętności
rozszczepka pospolita
a ty do której masarni należysz?
z paniką
drapieżny
a początek nie ma końca
wchodzi
blizna
plemniki dojrzewają w najądrzach
o prawidłowej echostrukturze
światła
w czeskiej wiosce
oby bozia dał
pokryte meszkiem
rybą
idiota wyje pomidory
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
wypełniony treścią ropną
w każdej postaci
nasz adres:
chwiliwarta
szczudeł tupot
igła w oko puka
głód bez kolców
w czasie wytrysku
karaluch ciepły jabłkowy
porcelanowa strzelanina
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
wrośniak szorstki
huśtawka
z niegojącą się raną pachwiny
czeluść ma na imię oklaski
szklany
żal do czyszczenia zdrętwiałych wyobraźni
w kolorze ukrytym
rekin
w rzeczywistości
bez oczu
fryzura bez kierowcy
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
po dwóch sekundach
z ręką na sercu
do góry nogami
kotem
tramwajem zarosłe
grad
wyprostowany bez odpowiedzi
na tylnych łapach
szympanse przeglądają się w oknach
szczur
jeż czyha w zakonie
w kierunku macicy
smród to marka gówna uśmiech człowieka
wygląda ze smoczej jamy
o ośmiu wargach
szpak
w kiełbasie
na antenie
baranku boży
kominiarz bez ćwierci
teraz obietnica
teofan grek maluje koronkowe majtki
pod wpływem oczywistego cudu
olbrzyma
w pomidorowej
pyskaty
tenorem
niewyklepany przez otoczenie
zawsze nas coś omija
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
w uśmiechu poręcznym
śnieg wymiotuje
leżał owad w locie
czas się w nas umówił z nikim
jamnik tenorem urzędu
nieruchomo
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
piorun
mruga pogrzebacz
na połamanym krześle
innego ratunku nie ma
kakao
krowa
nietknięty
w podmiejskiej kolejce
czarna cykada chwyta się gałęzi
kochanek
dziurawy fortepian widzi
księżyc zgasło
twarzą ostemplowany
ciemniejący w światło
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
obraduje
w milczenie zawinięte
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
najczyściejszej próby
proboszczem
agrest pada
na schodach
człowiek nie do oderwania od smyczy
wyje
szpileczka czerniejąca
paznokieć
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
tygrys
masło się stara
sromotnik bezwstydny
wiosłują
przez cały listopad
oczodołami
osioł
włóczka podwórek
piła olbrzyma weryfikuje
w domu schadzek
światła krwią
bez parasola
tako rzeczą czamorro
kobra
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
rycerz na koninie
tli się
w locie
srebrnokulawy
w trakcie przedrzeźniania mew
łzawnik rozciekliwy
płonie
w obcisłej spódnicy
karaluch
jakie to piękne!
widząc że nie ma nikogo
sława
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
sarna spotyka sarnę
puszczyk zanurza się śniegu
kangur
proszę zamknąć oczy gitarze
olej na płótnie
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
czyha
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
pęknięty
i inne niepodobne
ze stali niepojętej
taka jest sprawiedliwość
dialekt dzierżawi rolnika
krokodyl
inną postać tli się w każdej postaci
wyrasta
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
jeż
kosmos ma miejsce w lupie
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
w halce
rzęsa
zręcznie
jest taki pociąg dlaczego
dozgonnie powleczony nadzieją
blizna dokonuje osoby
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
głaz bezgłowego pilota szkoli
szpak w puszce wieczór nietknięty
mielony
hotel kamienny scyzoryk
kto zdechnie wcześniej?
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
koza spoglądajaca na drzewo
prześcieradło się po nim lepi
snu muszlo nasza
drogą polna
a pan daleko?
w przebraniu
na odludnej wyspie
krawiec w postaci ulewy
każdy się rodzi we własnej przepaści
obłok
pośród lodów arktyki
w klatce
w garażu
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
dziś to baśń bez dna
praca czyni kopią
w kropli
chuj odziedziczył naród
statek
ręka sunie po udzie
obsesji
w futrze
trzustka prawidłowej wielkości
lufcikiem
bez kolców
jakie pytanie taka krew
żyrafy
daleko mu do spiewu płetwali
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
wyzwolony
ukryty w przymrozku
alpinista w futrze na antenie
zamazana
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
mgłą
koniec przebiega najpierw
kropla przerywa węgorza
jest nierozsłowny widnokrąg
w powiększeniu
morze karłów przewozi oliwa
przemieszcza się kura olbrzyma
zdyszany szpieg w istocie olejek
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
na linii lewki – hajnówka
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
w przebłysku samotności
łotr na apostole uchylając powiekę
sową
przez trojańskie pola
do mądrości się przytrafia
i szczypiące trawę jelenie
chodziłam po tamtym świecie
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
tonie
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
słoń na druty tyje
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
pokrzywie dłoń wyrasta
nieziemskiej urody
ja do rzeźni jadę
aorta brzuszna nieposzerzona
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
podrapana
cytat nakręca mydło
harfa
do zatopienia
w szyfonowej sukni
małpa śpiewająca na drzewie
425 mln lat temu
fiołkowy
strzępek błyszczący
borówką
nerwicy
mucha
byk
okoliczności
tajny piorun ostrzy mocarstwa
mydło
melania trump odwiedza sierociniec
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
kwiaty plują
wandale podlewają kwiatki
w półmroku
jej ciało oplatają węże
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
po północnej stronie krateru schröter
błękitny
spadzista marianna garść pulchnych wniebowstąpień przynosi
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
papieża
w postaci rosy
temu winien
w postaci ulewy
kalarepa
najeżony
chmura
but cebulowy nerwicy
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
i drobne konkrementy żółciowe
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
lotnisko
nim się pojawi
żadnego teraz żadnego nigdy
bóg nie do oderwania od wszy
david attenborough poświadcza
z turkusowym kamieniem
deszcz korbką malowany
każda rzecz jest żadna
drapieżny zemdlał tygrys
pilota
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
igła
osioł zbankrutowanym kotem
pyskaty krucyfiks
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
dziecko i narośl
przewrócony
piłkarzy chorych na aids
nie do oderwania od mroku
żmija
mowa ciała sekunda
wartość tuczna i rzeźna
niepodłączony
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
odra zabiła matkę
pomachajcie tatusiowi
sprężyna
nagi bez klucza
biegnie przez grząski jesienny las
gdzie jest dżem?
paryżanka
wilgotna
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
larwa
siekierą
w przebłysku samotności
powiesiła się
świat nie do oderwania od wzroku
kobra
prześcieradło się po nim lepi
spadzista marianna garść pulchnych wniebowstąpień przynosi
tako rzeczą czamorro
teofan grek maluje koronkowe majtki
biegnie
tygrys
jamnik tenorem urzędu
sromotnik bezwstydny
trzustka prawidłowej wielkości
david attenborough poświadcza
inną postać tli się w każdej postaci
wyprostowany bez odpowiedzi
deszcz korbką malowany
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
nie do oderwania od mroku
sarna spotyka sarnę
albrecht dürer płynie na zelandię
dziś to baśń bez dna
w uśmiechu poręcznym
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
muskularny zad
szpak w puszce wieczór nietknięty
w klatce
jabłonki
papieża
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
bananów
osioł zbankrutowanym kotem
fiołkowy
przez trojańskie pola
w lustrze
szczudeł tupot
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
wartość tuczna i rzeźna
na schodach
jest nierozsłowny widnokrąg
sława
żmija
koniec przebiega najpierw
ukłony
karaluch
pokrzywie dłoń wyrasta
tli się
dostojny popłochem
dialekt dzierżawi rolnika
w futrze
ja do rzeźni jadę
nieziemskiej urody
piach rozkwita
proboszczem
kto zdechnie wcześniej?
z ręką na sercu
jakie pytanie taka krew
na odludnej wyspie
aorta brzuszna nieposzerzona
a początek nie ma końca
w miniówie
w postaci rosy
ukryty w przymrozku
szpileczka czerniejąca
bez parasola
paryżanka
o prawidłowej echostrukturze
szczerze
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
małpa śpiewająca na drzewie
widząc że nie ma nikogo
szklany
pyskaty krucyfiks
na antenie
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
harfa
śmigło do przeszczepiania głów
na połamanym krześle
morze karłów przewozi oliwa
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
mandolina zamiast wiosny
huśtawka
olej na płótnie
55 milionów lat świetlnych od nas
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
mowa ciała sekunda
krowa
torpedą
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
kochanek
z paniką
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
łzawnik rozciekliwy
podrapana
nasz adres:
łotr na apostole uchylając powiekę
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
pięknie się wije
w rzeczywistości
jeż
grad
szpak
praca czyni kopią
nie do oderwania od pustki
przez cały listopad
w porządku własnym
czyha
głód bez kolców
tenorem
światła krwią
twarzą ostemplowany
do obrywania liści posągom
larwa
rybą
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
kwiaty plują
ze stali niepojętej
425 mln lat temu
porcelanowa strzelanina
larwa plemeniem podrapana
pęknięty
wygląda ze smoczej jamy
porostnica wielokształtna
człowiek służy też do podlewania ziemi
do mądrości się przytrafia
pilota
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
przemieszcza się kura olbrzyma
kalarepa
olbrzyma
burzy się jagnię zapina szelki
w drodze do po nic
żyrafy
jej ciało oplatają węże
w kierunku macicy
obraduje
fryzura bez kierowcy
w locie
tonie
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
blizna
obywatele istnieją by służyć państwu
zręcznie
w kropli
innego ratunku nie ma
agrest pada
rozsypane
w pomidorowej
na linii lewki – hajnówka
jeż czyha w zakonie
lufcikiem
w milczenie zawinięte
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
w postaci krzywej
mgłą
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
w trakcie przedrzeźniania mew
nagi bez klucza
szympanse przeglądają się w oknach
obłok
w podmiejskiej kolejce
po dwóch sekundach
chwiliwarta
dziurawy fortepian widzi
wandale podlewają kwiatki
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
wyrasta
paznokieć
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
odra zabiła matkę
dziecko i narośl
zawsze nas coś omija
gdzie popadnie
nim się pojawi
chuj odziedziczył naród
ręka sunie po udzie
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
u którego lęku mieszkasz?
kosmos ma miejsce w lupie
flanela
ciemniejący w światło
przewrócony
w kolorze ukrytym
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
błyskotliwy łagodnie duchowny mruga pogrzebacz
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
nieruchomo
w domu schadzek
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
leżał owad w locie
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
proszę zamknąć oczy gitarze
hotel kamienny scyzoryk
borówką
w kiełbasie
nietknięty
życie to nic z tych rzeczy
baranku boży
gigantyczny
pomachajcie tatusiowi
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
w czeskiej wiosce
jest taki pociąg dlaczego
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
oczodołami
blizna dokonuje osoby
dozgonnie powleczony nadzieją
nerwicy
wyje
kangur
zamazana
osioł
koza spoglądajaca na drzewo
chodziłam po tamtym świecie
strzępek błyszczący
okoliczności
daleko mu do spiewu płetwali
i szczypiące trawę jelenie
smród to marka gówna uśmiech człowieka
w garażu
w postaci ulewy
pod wpływem oczywistego cudu
bagnista ujada rzęsa
wilgotna
melania trump odwiedza sierociniec
włóczka podwórek
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
krokodyl
idiota wyje pomidory
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
byk
powraca
plemniki dojrzewają w najądrzach
siekierą
dzwonnica bez kałuży
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
krążąc wokół ziemi
ziemią przysypana
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
czas się w nas umówił z nikim
wypełniony treścią ropną
również wystaje z każdej rzeczy
płonie
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
mydło
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
żadnego teraz żadnego nigdy
pośród lodów arktyki
patelnia wyglądająca jak żywa
but cebulowy nerwicy
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
masło się stara
mucha
temu winien
usterka samca
w powiększeniu
brzegiem i krwią
sową
drogą polna
do góry nogami
śnieg wymiotuje
żal do czyszczenia zdrętwiałych wyobraźni
srebrnokulawy
rekin
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
tajny piorun ostrzy mocarstwa
chmura
drapieżny
w przebraniu
oby bozia dał
musisz to zobaczyć
teraz obietnica
słoń na druty tyje
i inne niepodobne
w obcisłej spódnicy
zawadził
niepodłączony
konduktor
światła
każdy się rodzi we własnej przepaści
taka jest sprawiedliwość
snu muszlo nasza
krawiec w postaci ulewy
jaskrawiec zwodniczy
wyzwolony
karaluch ciepły jabłkowy
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
w studni
każda rzecz jest żadna
jabłonki wychodzą z nor
wrośniak szorstki
po północnej stronie krateru schröter
kominiarz bez ćwierci
motyl w postaci cielska
zdyszany szpieg w istocie olejek
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
w szyfonowej sukni
obdarty
obsesji
statek
w każdej postaci
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
słowa wdychają się przez inne
piłkarzy chorych na aids
tramwajem zarosłe
z turkusowym kamieniem
i drobne konkrementy żółciowe
drapieżny zemdlał tygrys
wczesnopierzasta
kura lepka kangur przewrócony władza drań
mruga pogrzebacz
niewyklepany przez otoczenie
wchodzi
najczyściejszej próby
snu
stąd że nie ma żadnego stąd
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
błękitny
pyskaty
widłoząb miotlasty
czeluść ma na imię oklaski
człowiek nie do oderwania od smyczy
mielony
pokryte meszkiem
z niegojącą się raną pachwiny
są światła widzialne i nie
najeżony
igła
i wszystkie noże posmarowane jodyną
a ty do której masarni należysz?
głaz bezgłowego pilota szkoli
bez kolców
o ośmiu wargach
czarne plamki na liściach klonowych
na tylnych łapach
sprężyna
kropla przerywa węgorza
a pan daleko?
w czerwonej pieczarze
piorun
w półmroku
cytat nakręca mydło
szczur
gdzie jest dżem?
lotnisko
rycerz na koninie
alpinista w futrze na antenie
księżyc zgasło
do zatopienia
w czasie wytrysku
jakie to piękne!
bóg nie do oderwania od wszy
jedno jest pewne
biegnie przez grząski jesienny las
kakao
kotem
w puszce
bez oczu
gnojanka żółtawa
nurek składany nikomu
igła w oko puka
rozszczepka pospolita
krzyk zarasta bulwary
wiosłują
puszczyk zanurza się śniegu
przebiega
w trakcie obojętności
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
pędzi
rzęsa
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
czarna cykada chwyta się gałęzi
piła olbrzyma weryfikuje
w halce
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki