tenorem pomidory

tenorem
brzegiem i krwią
w postaci ulewy
w lustrze
porostnica wielokształtna
but cebulowy nerwicy
żadnego teraz żadnego nigdy
szczudeł tupot
w obcisłej spódnicy
pilota
tygrys
powraca
taka jest sprawiedliwość
strzępek błyszczący
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
idiota wyje pomidory
jakie to piękne!
tajny piorun ostrzy mocarstwa
ukryty w przymrozku
motyl w postaci cielska
czas się w nas umówił z nikim
obłok
w czeskiej wiosce
krzyk zarasta bulwary
flanela
gnojanka żółtawa
w garażu
dziś to baśń bez dna
david attenborough poświadcza
muskularny zad
mielony
kalarepa
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
wrośniak szorstki
blizna
wartość tuczna i rzeźna
każdy się rodzi we własnej przepaści
sława
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
szpak
wypełniony treścią ropną
pośród lodów arktyki
drogą polna
koniec przebiega najpierw
jakie pytanie taka krew
śmigło do przeszczepiania głów
błękitny
odra zabiła matkę
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
kwiaty plują
obraduje
i wszystkie noże posmarowane jodyną
a pan daleko?
krokodyl
osioł
obsesji
piła olbrzyma weryfikuje
jej ciało oplatają węże
dziecko i narośl
światła krwią
pięknie się wije
papieża
piach rozkwita
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
łotr na apostole uchylając powiekę
porcelanowa strzelanina
masło się stara
krowa
inną postać tli się w każdej postaci
snu muszlo nasza
nurek składany nikomu
życie to nic z tych rzeczy
wiosłują
obywatele istnieją by służyć państwu
jaskrawiec zwodniczy
agrest pada
szczur
w czasie wytrysku
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
teofan grek maluje koronkowe majtki
biegnie
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
z niegojącą się raną pachwiny
prześcieradło się po nim lepi
mowa ciała sekunda
do obrywania liści posągom
szpak w puszce wieczór nietknięty
pędzi
ja do rzeźni jadę
rycerz na koninie
w każdej postaci
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
żmija
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
głaz bezgłowego pilota szkoli
z turkusowym kamieniem
małpa śpiewająca na drzewie
sprężyna
tako rzeczą czamorro
w milczenie zawinięte
nim się pojawi
kura lepka kangur przewrócony władza drań
nagi bez klucza
borówką
niepodłączony
ziemią przysypana
żyrafy
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
melania trump odwiedza sierociniec
okoliczności
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
proszę zamknąć oczy gitarze
niewyklepany przez otoczenie
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
lotnisko
jest nierozsłowny widnokrąg
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
larwa
po północnej stronie krateru schröter
nieziemskiej urody
najczyściejszej próby
krążąc wokół ziemi
piłkarzy chorych na aids
nerwicy
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
w ciarkach zniewagi
czarne plamki na liściach klonowych
proboszczem
człowiek służy też do podlewania ziemi
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
są światła widzialne i nie
jabłonki wychodzą z nor
snu
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
piorun
nietknięty
zręcznie
o ośmiu wargach
w futrze
bez oczu
głód bez kolców
tonie
wygląda ze smoczej jamy
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
szczerze
osioł zbankrutowanym kotem
temu winien
kakao
tli się
sową
w postaci krzywej
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
samica już odbyta
do góry nogami
twarzą ostemplowany
bagnista ujada rzęsa
czyha
wchodzi
słowa wdychają się przez inne
w miniówie
igła
na połamanym krześle
kotem
w puszce
huśtawka
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
szympanse przeglądają się w oknach
rozszczepka pospolita
w postaci rosy
gmatwica chropowata
deszcz korbką malowany
w domu schadzek
.smród to marka gówna uśmiech człowieka
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
oby bozia dał
chuj odziedziczył naród
dozgonnie powleczony nadzieją
olbrzyma
w kiełbasie
bez kolców
oczodołami
rybą
olej na płótnie
harfa
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
jamnik tenorem urzędu
na tylnych łapach
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
włóczka podwórek
425 mln lat temu
zamiana teraz obietnica
karaluch
w powiększeniu
burzy się jagnię zapina szelki
nie do oderwania od pustki
z paniką
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
krawiec w postaci ulewy
koza spoglądajaca na drzewo
o prawidłowej echostrukturze
w porządku własnym
w drodze do po nic
powiesiła się
w czerwonej pieczarze
szpileczka czerniejąca
puszczyk zanurza się śniegu
ręka sunie po udzie
dzwonnica bez kałuży
rozsypane
czarna cykada chwyta się gałęzi
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
kobra
konduktor
z ręką na sercu
i drobne konkrementy żółciowe
pionowne
gigantyczny
i szczypiące trawę jelenie
na linii lewki – hajnówka
jest taki pociąg dlaczego
larwa plemeniem podrapana
wyrasta
pod wpływem oczywistego cudu
torpedą
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
obdarty
a ty do której masarni należysz?
bóg nie do oderwania od wszy
jeden zrobił to nawet dwukrotnie
w szyfonowej sukni
świat nie do oderwania od wzroku
jeż czyha w zakonie
ukłony
kochanek
paryżanka
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
sarna spotyka sarnę
fiołkowy
trzustka prawidłowej wielkości
w kierunku macicy
w trakcie obojętności
w przebłysku samotności
w uśmiechu poręcznym
hotel kamienny scyzoryk
każda rzecz jest żadna
przewrócony
wczesnopierzasta
stąd że nie ma żadnego stąd
mgłą
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
drapieżny
gdzie popadnie
mucha
plemniki dojrzewają w najądrzach
człowiek jest tym którym nie chce być
wyje
w kolorze ukrytym
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
mydło
pokryte meszkiem
okazało się że to prawda
nasz adres:
kosmos ma miejsce w lupie
w studni
lufcikiem
księżyc zgasło
ze stali niepojętej
do zatopienia
podrapana
słoń na druty tyje
po dwóch sekundach
łzawnik rozciekliwy
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
zamazana
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
przemieszcza się kura olbrzyma
tramwajem zarosłe
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
błyskotliwy łagodnie duchowny mruga pogrzebacz
w podmiejskiej kolejce
drapieżny zemdlał tygrys
w locie
pomachajcie tatusiowi
człowiek nie do oderwania od smyczy
w trakcie przedrzeźniania mew
plemeniem
nieruchomo
w przebraniu
zawadził
wyzwolony
praca czyni kopią
bananów
bez parasola
przez trojańskie pola
dziurawy fortepian widzi
kto zdechnie wcześniej?
do mądrości się przytrafia
aorta brzuszna nieposzerzona
kangur
chwiliwarta
płonie
i inne niepodobne
wyprostowany bez odpowiedzi
widłoząb miotlasty
szklany
widząc że nie ma nikogo
przebiega
chodziłam po tamtym świecie
grad
pokrzywie dłoń wyrasta
wandale podlewają kwiatki
na schodach
cytat nakręca mydło
śnieg wymiotuje
rekin
patelnia wyglądająca jak żywa
albrecht dürer płynie na zelandię
innego ratunku nie ma
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
w pomidorowej
ciemniejący w światło
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
biegnie przez grząski jesienny las
kominiarz bez ćwierci
rzęsa
fryzura bez kierowcy
pyskaty krucyfiks
blizna dokonuje osoby
pęknięty
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
leżał owad w locie
w rzeczywistości
karaluch ciepły jabłkowy
szczebiota mięso
a początek nie ma końca
jabłonki
dialekt dzierżawi rolnika
byk
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
55 milionów lat świetlnych od nas
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
chmura
statek
w półmroku
na antenie
pyskaty
w halce
mruga pogrzebacz
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
srebrnokulawy
morze karłów przewozi oliwa
światła
igła w oko puka
sromotnik bezwstydny
gdzie jest dżem?
daleko mu do spiewu płetwali
siekierą
na odludnej wyspie
alpinista w futrze na antenie
przez cały listopad
zawsze nas coś omija
bagnista
kropla przerywa węgorza
również wystaje z każdej rzeczy
dostojny popłochem
musisz to zobaczyć
baranku boży
ogromnieje do pustki
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
mandolina zamiast wiosny
jedno jest pewne
nie do oderwania od mroku
najeżony
wilgotna
u którego lęku mieszkasz?
paznokieć
w pułapce miar
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
w klatce
jeż
w kropli
w trakcie przedrzeźniania mew
chwiliwarta
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
w półmroku
z paniką
widząc że nie ma nikogo
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
szpak
lufcikiem
w postaci ulewy
tako rzeczą czamorro
słoń na druty tyje
srebrnokulawy
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
a początek nie ma końca
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
drapieżny zemdlał tygrys
szczudeł tupot
powraca
śmigło do przeszczepiania głów
na tylnych łapach
statek
twarzą ostemplowany
kto zdechnie wcześniej?
plemniki dojrzewają w najądrzach
w rzeczywistości
jabłonki
fiołkowy
wartość tuczna i rzeźna
stąd że nie ma żadnego stąd
w powiększeniu
w garażu
w uśmiechu poręcznym
w przebraniu
zamazana
w kierunku macicy
kura
rekin
wyje
alpinista w futrze na antenie
jeż
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
425 mln lat temu
przebiega
żadnego teraz żadnego nigdy
pomachajcie tatusiowi
jeż czyha w zakonie
w futrze
daleko mu do spiewu płetwali
czarne plamki na liściach klonowych
chmura
gdzie popadnie
jeden zrobił to nawet dwukrotnie
słowa wdychają się przez inne
kalarepa
dziś to baśń bez dna
niepodłączony
drapieżny
torpedą
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
rycerz na koninie
jamnik tenorem urzędu
po północnej stronie krateru schröter
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
w każdej postaci
koza spoglądajaca na drzewo
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
podrapana
w domu schadzek
dozgonnie powleczony nadzieją
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
rzęsa
nie do oderwania od mroku
szczerze
wilgotna
pyskaty
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
blizna dokonuje osoby
w lustrze
jedno jest pewne
wchodzi
nim się pojawi
z niegojącą się raną pachwiny
są światła widzialne i nie
oby bozia dał
sława
szpak w puszce wieczór nietknięty
patelnia wyglądająca jak żywa
pęknięty
łagodnie duchowny
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
zręcznie
i drobne konkrementy żółciowe
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
mielony
głód bez kolców
nagi bez klucza
w puszce
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
albrecht dürer płynie na zelandię
a ty do której masarni należysz?
smród to marka gówna uśmiech człowieka
konduktor
niewyklepany przez otoczenie
jest nierozsłowny widnokrąg
chodziłam po tamtym świecie
z turkusowym kamieniem
w pułapce miar
siekierą
bananów
błękitny
krążąc wokół ziemi
tajny piorun ostrzy mocarstwa
w porządku własnym
bez oczu
człowiek nie do oderwania od smyczy
najczyściejszej próby
gigantyczny
mgłą
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
mruga pogrzebacz
szczur
pokryte meszkiem
jej ciało oplatają węże
inną postać tli się w każdej postaci
człowiek jest tym którym nie chce być
wyzwolony
tramwajem zarosłe
ze stali niepojętej
w postaci krzywej
w czeskiej wiosce
odra zabiła matkę
zamiana teraz ɔbietnica
plemeniem
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
w klatce
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
proboszczem
porcelanowa strzelanina
ręka sunie po udzie
proszę zamknąć oczy gitarze
gdzie jest dżem?
musisz to zobaczyć
obywatele istnieją by służyć państwu
w pomidorowej
wrośniak szorstki
o prawidłowej echostrukturze
prześcieradło się po nim lepi
włóczka podwórek
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
tonie
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
i inne niepodobne
obłok
rybą
ukłony
na linii lewki – hajnówka
księżyc zgasło
agrest pada
na odludnej wyspie
harfa
krawiec w postaci ulewy
deszcz korbką malowany
koniec przebiega najpierw
drogą polna
czarna cykada chwyta się gałęzi
na antenie
żyrafy
w studni
pyskaty krucyfiks
biegnie przez grząski jesienny las
karaluch
but cebulowy nerwicy
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
szczebiota mięso
strzępek błyszczący
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
byk
nasz adres:
w przebłysku samotności
przewrócony
dzwonnica bez kałuży
w kropli
aorta brzuszna nieposzerzona
bagnista
śnieg wymiotuje
przemieszcza się kura olbrzyma
blizna
widłoząb miotlasty
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
sprężyna
biegnie
obsesji
w obcisłej spódnicy
ukryty w przymrozku
tenorem
zawadził
powiesiła się
muskularny zad
teofan grek maluje koronkowe majtki
w kolorze ukrytym
przez trojańskie pola
okazało się że to prawda
do obrywania liści posągom
kakao
dialekt dzierżawi rolnika
paznokieć
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
snu muszlo nasza
innego ratunku nie ma
samica już odbyta
na połamanym krześle
w ciarkach zniewagi
puszczyk zanurza się śniegu
człowiek służy też do podlewania ziemi
obdarty
burzy się jagnię zapina szelki
kwiaty plują
nieziemskiej urody
larwa
jest taki pociąg dlaczego
nurek składany nikomu
olbrzyma
ciemniejący w światło
błyskotliwy łagodnie duchowny mruga pogrzebacz
światła krwią
kura lepka kangur przewrócony władza drań
w trakcie obojętności
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
pięknie się wije
praca czyni kopią
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
w locie
nieruchomo
wypełniony treścią ropną
jaskrawiec zwodniczy
w milczenie zawinięte
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
55 milionów lat świetlnych od nas
mandolina zamiast wiosny
borówką
mucha
po dwóch sekundach
do mądrości się przytrafia
o ośmiu wargach
kotem
papieża
czyha
płonie
jabłonki wychodzą z nor
pędzi
grad
a pan daleko?
sarna spotyka sarnę
na schodach
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
szympanse przeglądają się w oknach
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
piłkarzy chorych na aids
kochanek
sową
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
i szczypiące trawę jelenie
larwa plemeniem podrapana
fryzura bez kierowcy
szpileczka czerniejąca
łotr na apostole uchylając powiekę
snu
piorun
najeżony
wczesnopierzasta
mydło
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
rozszczepka pospolita
leżał owad w locie
przez cały listopad
małpa śpiewająca na drzewie
w czerwonej pieczarze
czas się w nas umówił z nikim
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
w drodze do po nic
szklany
osioł zbankrutowanym kotem
nietknięty
melania trump odwiedza sierociniec
dziurawy fortepian widzi
bagnista ujada rzęsa
w miniówie
morze karłów przewozi oliwa
gmatwica chropowata
wygląda ze smoczej jamy
w podmiejskiej kolejce
pod wpływem oczywistego cudu
w czasie wytrysku
kominiarz bez ćwierci
motyl w postaci cielska
parasol
temu winien
wiosłują
chuj odziedziczył naród
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
kropla przerywa węgorza
jakie pytanie taka krew
kosmos ma miejsce w lupie
nerwicy
pokrzywie dłoń wyrasta
kobra
kangur
i wszystkie noże posmarowane jodyną
piach rozkwita
do zatopienia
okɔliczności
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
świat nie do oderwania od wzroku
paryżanka
olej na płótnie
nie do oderwania od pustki
krokodyl
trzustka prawidłowej wielkości
bez parasola
tli się
bóg nie do oderwania od wszy
huśtawka
brzegiem i krwią
życie to nic z tych rzeczy
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
łzawnik rozciekliwy
pośród lodów arktyki
wandale podlewają kwiatki
każda rzecz jest żadna
baranku boży
głaz bezgłowego pilota szkoli
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
wyprostowany bez odpowiedzi
david attenborough poświadcza
zawsze nas coś omija
rozwiewanany
mowa ciała sekunda
oczodołami
piła olbrzyma weryfikuje
w postaci rosy
u którego lęku mieszkasz?
gnojanka żółtawa
flanela
krowa
ziemią przysypana
z ręką na sercu
rozsypane
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
w szyfonowej sukni
jakie to piękne!
krzyk zarasta bulwary
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
taka jest sprawiedliwość
w kiełbasie
ja do rzeźni jadę
do góry nogami
igła
karaluch ciepły jabłkowy
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
porostnica wielokształtna
masło się stara
osioł
tygrys
również wystaje z każdej rzeczy
żmija
igła w oko puka
dziecko i narośl
światła
obraduje
pilota
w halce
sromotnik bezwstydny
hotel kamienny scyzoryk
cytat nakręca mydło
wyrasta
lotnisko
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
bez kolców
idiota wyje pomidory