samica pomidorowej

samica już odbyta
piła olbrzyma weryfikuje
rzęsa
piach rozkwita
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
w milczenie zawinięte
w czeskiej wiosce
jakie pytanie taka krew
brzegiem i krwią
chuj odziedziczył naród
w czasie wytrysku
deszcz korbką malowany
kominiarz bez ćwierci
wypełniony treścią ropną
kropla przerywa węgorza
ze stali niepojętej
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
ukłony
lotnisko
motyl w postaci cielska
o niej chmarzy ziemia
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
pod wpływem oczywistego cudu
trzustka prawidłowej wielkości
nietknięty
rozwiewanany
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
alpinista w futrze na antenie
po północnej stronie krateru schröter
konduktor
tonie
larwa plemeniem podrapana
jabłonki
porcelanowa strzelanina
mielony
pomachajcie tatusiowi
proszę zamknąć oczy gitarze
piorun
w porządku własnym
grad
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
cytat nakręca mydło
w lustrze
czym zbierać czas?
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
do góry nogami
srebrnokulawy
bez parasola
wiosłują
plemeniem
podrapana
wagonów widelec w pobliżu błądzi
igła
idiota wyje pomidory
wilgotna
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
świat nie do oderwania od wzroku
flanela
w kiełbasie
obywatele istnieją by służyć państwu
drogą polna
pęknięty
fiołkowy
z niegojącą się raną pachwiny
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
w pomidorowej
w kierunku macicy
igła w oko puka
w przebraniu
wyrasta
z paniką
jeż czyha w zakonie
w postaci krzywej
człowiek jest tym którym nie chce być
blizna dokonuje osoby
kobra
wandale podlewają kwiatki
głód
życie to nic z tych rzeczy
najeżony
harfa
łotr na apostole uchylając powiekę
jest nierozsłowny widnokrąg
kwiaty plują
rekin
nasz adres:
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
parasol
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
kakao
oby bozia dał
dziurawy fortepian widzi
dialekt dzierżawi rolnika
huśtawka
koza spoglądajaca na drzewo
dzwonnica bez kałuży
nie do oderwania od mroku
larwa
i drobne konkrementy żółciowe
ɔbietnica
krowa
pięknie się wije
gigantyczny
mruga pogrzebacz
paznokieć
krążąc wokół ziemi
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
w kolorze ukrytym
również wystaje z każdej rzeczy
zawsze nas coś omija
obdarty
i inne niepodobne
światła
człowiek nie do oderwania od smyczy
do zatopienia
pięknieje
tako rzeczą czamorro
szczerze
biegnie
bagnista
okɔliczności
krzyk zarasta bulwary
małpa śpiewająca na drzewie
rozsypane
teofan grek maluje koronkowe majtki
w locie
sprężyna
mowa ciała sekunda
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
bez kolców
gdzie popadnie
plemniki dojrzewają w najądrzach
albo postać rozlana
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
sarna spotyka sarnę
głaz bezgłowego pilota szkoli
śmigło do przeszczepiania głów
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
płonie
na połamanym krześle
głód bez kolców
pyskaty
wartość tuczna i rzeźna
bez oczu
snu muszlo nasza
słowa wdychają się przez inne
obsesji
w miniówie
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
papieża
kosmos ma miejsce w lupie
w obcisłej spódnicy
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
właśnie
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
rzesza wyjątek
na linii lewki – hajnówka
pyskaty krucyfiks
okazało się że to prawda
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
powiesiła się
i wszystkie noże posmarowane jodyną
w każdej postaci
sława
teraz zamiana
drapieżny
jedno jest pewne
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
oczodołami
hotel kamienny scyzoryk
z turkusowym kamieniem
kochanek
obraduje
w szyfonowej sukni
na antenie
w trakcie przedrzeźniania mew
czas się w nas umówił z nikim
jak wyglądało prawdziwe życie
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
zdolne do niewysuwania wniosków
twarzą ostemplowany
w pułapce miar
powraca
łagodnie duchowny
armata
to najlepsza ochrona przed zarazą
chodziłam po tamtym świecie
zawadził
karaluch ciepły jabłkowy
pokryte meszkiem
w podmiejskiej kolejce
a pan daleko?
muskularny zad
albrecht dürer płynie na zelandię
błękitny
w garażu
w kolejce do ścięcia
żadnego teraz żadnego nigdy
w postaci ulewy
żmija
sową
albo postać porzucona
albo postać połamana
kura lepka kangur przewrócony władza drań
z ręką na sercu
niepodłączony
but cebulowy nerwicy
stąd że nie ma żadnego stąd
krokodyl
morze karłów przewozi oliwa
tramwajem zarosłe
kotem
na odludnej wyspie
najczyściejszej próby
pokrzywie dłoń wyrasta
na schodach
zamazana
nerwicy
czarne plamki na liściach klonowych
błyskotliwy łagodnie duchowny mruga pogrzebacz
statek
prześcieradło się po nim lepi
bananów
a ty do której masarni należysz?
nurek składany nikomu
szympanse przeglądają się w oknach
w rzeczywistości
do obrywania liści posągom
mgłą
wyprostowany bez odpowiedzi
dozgonnie powleczony nadzieją
kura
aorta brzuszna nieposzerzona
byk
o ośmiu wargach
osioł zbankrutowanym kotem
albo postać na niebie
temu winien
są światła widzialne i nie
w trakcie obojętności
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
każda rzecz jest żadna
w futrze
domysłem świat świeci
a początek nie ma końca
o wieczność się napotyka
agrest pada
szczudeł tupot
psychiatra na słupie w smoczku zbyt krótkim
jakie to piękne!
pośród lodów arktyki
zagląda matce pod majtki
karaluch
ukryty w przymrozku
wyzwolony
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
taka jest sprawiedliwość
włóczka podwórek
czyha
w półmroku
mydło
w klatce
rycerz na koninie
przez cały listopad
pilota
dziecko i narośl
patelnia wyglądająca jak żywa
u którego lęku mieszkasz?
śnieg wymiotuje
praca czyni kopią
wczesnopierzasta
nagi bez klucza
ciemniejący w światło
w domu schadzek
chwiliwarta
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
na tylnych łapach
w uśmiechu poręcznym
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
albo postać odwrócona
słoń na druty tyje
w powiększeniu
jamnik tenorem urzędu
gdzie jest dżem?
olej na płótnie
nie do oderwania od pustki
szpak
kto zdechnie wcześniej?
tli się
w ciarkach zniewagi
masło się stara
snu
w nikąd dorosły
fryzura bez kierowcy
biegnie przez grząski jesienny las
szpak w puszce wieczór nietknięty
wygląda ze smoczej jamy
borówką
smród to marka gówna uśmiech człowieka
burzy się jagnię zapina szelki
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
nim się pojawi
osioł
szczebiota mięso
chmura
widząc że nie ma nikogo
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
albo postać do góry nogami
david attenborough poświadcza
kalarepa
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
obłok
światła krwią
wchodzi
pędzi
ptak się kończy
rybą
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
do mądrości się przytrafia
blizna
leżał owad w locie
proboszczem
55 milionów lat świetlnych od nas
olbrzyma
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
tym co wyrzucisz tym będziesz lżejszy
mucha
w drodze do po nic
bagnista ujada rzęsa
błyskotliwy
szczur
o prawidłowej echostrukturze
koniec przebiega najpierw
ja do rzeźni jadę
lufcikiem
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
żyrafy
tenorem
ręka sunie po udzie
mandolina zamiast wiosny
tygrys
bóg nie do oderwania od wszy
w kropli
musisz to zobaczyć
surowy
innego ratunku nie ma
torpedą
dziś to baśń bez dna
jeden zrobił to nawet dwukrotnie
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
heroicznie niezdecydowana
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
drapieżny zemdlał tygrys
szklany
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
wyje
425 mln lat temu
naprawdę istnieją tylko mniemania
przemieszcza się kura olbrzyma
piłkarzy chorych na aids
człowiek służy też do podlewania ziemi
po dwóch sekundach
w halce
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
ziemią przysypana
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
w czerwonej pieczarze
niechcąco powabna
w studni
auteor upuszcza tacę z herbatą
czarna cykada chwyta się gałęzi
albo postać nieprzewidziana
w postaci rosy
krawiec w postaci ulewy
inną postać tli się w każdej postaci
głęboka
albo postać już niepotrzebna
kangur
albo postać nieważna
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
przebiega
księżyc zgasło
jeż
puszczyk zanurza się śniegu
melania trump odwiedza sierociniec
siekierą
w przebłysku samotności
daleko mu do spiewu płetwali
niewyklepany przez otoczenie
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
jest taki pociąg dlaczego
jej ciało oplatają węże
człowiek z człowieka wyczyszczony
przez trojańskie pola
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
w puszce
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
nieruchomo
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
zamiana teraz ɔbietnica
nieziemskiej urody
odra zabiła matkę
zręcznie
paryżanka
przewrócony
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
i szczypiące trawę jelenie
tajny piorun ostrzy mocarstwa
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
jabłonki wychodzą z nor
piła olbrzyma weryfikuje
byk
najczyściejszej próby
paznokieć
wyje
co to jest jak po przejściach
człowiek służy też do podlewania ziemi
szczur
w futrze
drogą polna
chuj odziedziczył naród
grad
koniec przebiega najpierw
kangur
kobra nacina przyjęcie
gigantyczny
agrest pada
oby bozia dał
domysłem świat świeci
przez trojańskie pola
piracki balkon żąda pilota
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
dziś to baśń bez dna
tonie
mandolina zamiast wiosny
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
czarna cykada chwyta się gałęzi
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
tako rzeczą czamorro
lawina puszcza się z linią horyzontu
zawadził
w przebraniu
jak wyglądało prawdziwe życie
twarzą ostemplowany
papieża
jakie to piękne!
przewrócony
w zakonie
torpedą
proszę zamknąć oczy gitarze
piłkarzy chorych na aids
rzesza wyjątek
bez oczu
na połamanym krześle
wartość tuczna i rzeźna
zręcznie
w lustrze
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
albo postać rozlana
nieruchomo
cytat nakręca mydło
szympanse przeglądają się w oknach
blizna dokonuje osoby
wyprostowany bez odpowiedzi
motyl w postaci cielska
na odludnej wyspie
i wszystkie noże posmarowane jodyną
wiosłują
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
człowiek nie do oderwania od smyczy
głęboka
szczudeł tupot
czas się w nas umówił z nikim
zawsze nas coś omija
pyskaty
dziecko i narośl
z nigdy poczęty
rozsypane
but cebulowy nerwicy
ja do rzeźni jadę
z niedworskim zapachem
głaz bezgłowego pilota szkoli
drapieżny zemdlał tygrys
surowy
nasz adres:
tygrys
kosmos ma miejsce w lupie
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
do obrywania liści posągom
księżyc zgasło
okazało się że to prawda
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
krokodyl
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
pośród lodów arktyki
również wystaje z każdej rzeczy
włóczka podwórek
śmigło do przeszczepiania głów
kotem
kalarepa
płonie
mielony
55 milionów lat świetlnych od nas
praca czyni kopią
snu
innego ratunku nie ma
w naczyniu
w niepewnej bliskości
albo postać na niebie
flanela
w garażu
krawiec w postaci ulewy
piach rozkwita
kominiarz bez ćwierci
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
pilota
i szczypiące trawę jelenie
mucha
po dwóch sekundach
wandale podlewają kwiatki
paryżanka
brzegiem i krwią
do zatopienia
kakao
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
biegnie
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
sedno bez izolacji
sową
wypełniony treścią ropną
pędzi
musisz to zobaczyć
korniszon
david attenborough poświadcza
puszczyk zanurza się śniegu
niewyklepany przez otoczenie
tajny piorun ostrzy mocarstwa
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
masło się stara
kobra
wyrasta
pomachajcie tatusiowi
albo postać już niepotrzebna
burzy się jagnię zapina szelki
siekierą
chciałabym umrzeć
mowa ciała sekunda
z człowieka wyczyszczony
każda rzecz jest żadna
wagonów widelec w pobliżu błądzi
ukryty w przymrozku
kura
łotr na apostole uchylając powiekę
a początek nie ma końca
wczesnopierzasta
obłok
dialekt dzierżawi rolnika
człowiek jest tym którym nie chce być
taka jest sprawiedliwość
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
larwa
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
srebrnokulawy
czyha
głód bez kolców
koza spoglądajaca na drzewo
z turkusowym kamieniem
tramwajem zarosłe
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
z paniką
jakie pytanie taka krew
przebiega
rzęsa
szczebiota mięso
jest taki pociąg dlaczego
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
w czasie wytrysku
muskularny zad
śnieg wymiotuje
do góry nogami
osioł
nerwicy
melania trump odwiedza sierociniec
albo postać nieprzewidziana
chwiliwarta
zagląda matce pod majtki
nie do oderwania od mroku
plemniki dojrzewają w najądrzach
deszcz korbką malowany
borówką
w rzeczywistości
chodziłam po tamtym świecie
harfa
to najlepsza ochrona przed zarazą
o wieczność się napotyka
w postaci krzywej
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
przez cały listopad
pięknie się wije
w halce
sława
pięknieje
w miniówie
w kiełbasie
przemieszcza się kura olbrzyma
inną postać tli się w każdej postaci
w postaci rosy
ukłony
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
o prawidłowej echostrukturze
leżał owad w locie
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
pokrzywie dłoń wyrasta
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
na schodach
psychiatra na słupie w smoczku zbyt krótkim
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
na linii lewki – hajnówka
widząc że nie ma nikogo
w podmiejskiej kolejce
żadnego teraz żadnego nigdy
w studni
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
i inne niepodobne
na tylnych łapach
słowa wdychają się przez inne
dziurawy
podrapana
w półmroku
kochanek
sprężyna
morze karłów przewozi oliwa
nieziemskiej urody
i brak obojczyka
ciemny
czarne plamki na liściach klonowych
najeżony
tajny
pod wpływem oczywistego cudu
porcelanowa strzelanina
rycerz na koninie
piorun
z niegojącą się raną pachwiny
w milczenie zawinięte
nie do oderwania od pustki
oczodołami
statek
olej na płótnie
drapieżny
a ty do której masarni należysz?
pyskaty krucyfiks
w kropli
lufcikiem
albo postać porzucona
obdarty
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
obraduje
z ręką na sercu
ze stali niepojętej
głód
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
w powiększeniu
dozgonnie powleczony nadzieją
wnikliwa
o ośmiu wargach
prześcieradło się po nim lepi
w kolejce do ścięcia
w każdej postaci
rekin
w drodze do po nic
powiesiła się
i drobne konkrementy żółciowe
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
mgłą
w nikąd dorosły
wagonów
ciemniejący w światło
błękitny
karaluch
huśtawka
iobywatele istnieją by służyć państwu
bagnista
szpak
plemeniem
lotnisko
szklany
słoń na druty tyje
gdzie popadnie
w trakcie obojętności
brzmi
u którego lęku mieszkasz?
pokryte meszkiem
osioł zbankrutowanym kotem
w kolorze ukrytym
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
nagi bez klucza
jamnik tenorem urzędu
a pan daleko?
w szyfonowej sukni
zamazana
nietknięty
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
na antenie
w puszce
parasol
bananów
błyskotliwy
patelnia wyglądająca jak żywa
żmija
pęknięty
wygrywa ten kto głębiej zapomina
kto zdechnie wcześniej?
naprawdę istnieją tylko mniemania
alpinista w futrze na antenie
kwiaty plują
zaśnieżonych
albo postać odwrócona
krzyk zarasta bulwary
bez parasola
krowa
w porządku własnym
z klęską na barkach
okɔliczności
chce być pierwszym
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
życie to nic z tych rzeczy
mydło
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
bez kolców
hotel kamienny scyzoryk
łagodnie duchowny
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
smród to marka gówna uśmiech człowieka
bagnista ujada rzęsa
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
małpa śpiewająca na drzewie
tli się
idiota wyje pomidory
fiołkowy
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
konduktor
samica już odbyta
po północnej stronie krateru schröter
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
ziemią przysypana
szpak w puszce wieczór nietknięty
czym zbierać czas?
snu muszlo nasza
nie do zaokrąglenia
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
proboszczem
jej ciało oplatają węże
w czerwonej pieczarze
igła w oko puka
powraca
wygląda ze smoczej jamy
o niej chmarzy ziemia
potem dziecko jest już tylko na części
albo postać nieważna
kura lepka kangur przewrócony władza drań
adiutant w postaci rosy
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
wilgotna
jabłonki wychodzą z nor
biegnie przez grząski jesienny las
światła
szczerze
dziurawy fortepian widzi
w kierunku macicy
trzustka prawidłowej wielkości
fryzura bez kierowcy
światła krwią
jest nierozsłowny widnokrąg
niepodłączony
tym co wyrzucisz tym będziesz lżejszy
olbrzyma
klapki
gdzie jest dżem?
odra zabiła matkę
błyskotliwy łagodnie duchowny mruga pogrzebacz
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
jeż czyha w zakonie
bóg nie do oderwania od wszy
obsesji
nurek składany nikomu
igła
są światła widzialne i nie
krążąc wokół ziemi
aorta brzuszna nieposzerzona
żyrafy
wyzwolony
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
blizna
w uśmiechu poręcznym
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
albo postać połamana
w klatce
temu winien
rybą
sarna spotyka sarnę
to kruchość jest złotem
w locie
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
zdolne do niewysuwania wniosków
do mądrości się przytrafia
w trakcie przedrzeźniania mew
larwa plemeniem podrapana
425 mln lat temu
kropla przerywa węgorza
chmura
ptak się kończy
ręka sunie po udzie
wchodzi
świat nie do oderwania od wzroku
dzwonnica bez kałuży
w domu schadzek
teofan grek maluje koronkowe majtki
jeden zrobił to nawet dwukrotnie
karaluch ciepły jabłkowy
w obcisłej spódnicy
jabłonki
nim się pojawi
jeż
daleko mu do spiewu płetwali
albrecht dürer płynie na zelandię
jego wysokość
albo postać do góry nogami
mruga pogrzebacz
w czeskiej wiosce
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
jedno jest pewne
tenorem
w postaci ulewy
stąd że nie ma żadnego stąd
armata
w pomidorowej