są jeszcze za późno

są jeszcze wiece do zdrapywania łez
cytat nakręca mydło
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
jest taki pociąg dlaczego
musisz to zobaczyć
szpileczka czerniejąca
w okrutnej litanii
ciemniejący w światło
pomachajcie tatusiowi
dziecko i narośl
piła olbrzyma weryfikuje
drapieżny zemdlał tygrys
obsesji
dziurawy fortepian widzi
sową
teofan grek maluje koronkowe majtki
na odludnej wyspie
kominiarz bez ćwierci
ręka sunie po udzie
twarzą ostemplowany
a pan daleko?
w szyfonowej sukni
bez kolców
o ośmiu wargach
pyskaty krucyfiks
kwiaty plują
deszcz korbką malowany
425 mln lat temu
jakie to piękne!
żmija
gnojanka żółtawa
zawadził
koza spoglądajaca na drzewo
proboszczem
pęknięty
każdy się rodzi we własnej przepaści
byk
szklany
igła w oko puka
melania trump odwiedza sierociniec
porcelanowa strzelanina
taka jest sprawiedliwość
w garażu
rybą
pyskaty
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
w kompletnej ciemności pod wodą
drobinkami nigdy
siekierą
kalarepa
niewidzialne łączy świat na części
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
sromotnik bezwstydny
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
obywatele istnieją by służyć państwu
fryzura bez kierowcy
gigantyczny
czeluść ma na imię oklaski
biegnie przez grząski jesienny las
cierń oka szelest
szympanse przeglądają się w oknach
z ręką na sercu
rekin
powraca
kropla przerywa węgorza
chuj odziedziczył naród
w kierunku macicy
nerwicy
żadnego teraz żadnego nigdy
w przebłysku samotności
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
masz imię – jesteś fikcją
kakao
włóczka podwórek
szyja inwazji krocze
tajny piorun ostrzy mocarstwa
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
w klatce
na linii lewki – hajnówka
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
krokodyl
drapieżny
i drobne konkrementy żółciowe
aorta brzuszna nieposzerzona
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
pięknie się wije
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
leżał owad w locie
w trakcie podchodzania do lądowania w krwistym kisielu sławy
hotel kamienny scyzoryk
i szczypiące trawę jelenie
jeż
blizna
nurek składany nikomu
ze stali niepojętej
człowiek jest w sobie tylko z lotu ptaka
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
nie do oderwania od pustki
kobra
przez trojańskie pola
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
inną postać tli się w każdej postaci
wandale podlewają kwiatki
kto zdechnie wcześniej?
salony meblowe szczekają w zwolnionym tempie
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
w trakcie zabliźniania się skrzydeł na moście
w locie
pokaż zęby i popatrz na mnie
jakie pytanie taka krew
albrecht dürer płynie na zelandię
życie to nic z tych rzeczy
widłoząb miotlasty
lufcikiem
pośród lodów arktyki
tramwajem zarosłe
głaz bezgłowego pilota szkoli
w rzeczywistości
olej na płótnie
płonie
potwór przysięga
stąd że nie ma żadnego stąd
przewrócony
wyprostowany bez odpowiedzi
po północnej stronie krateru schröter
błękitny
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
gdzie popadnie
pod wpływem oczywistego cudu
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
motyl w postaci cielska
światła krwią
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
mruga pogrzebacz
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
niewyklepany przez otoczenie
do mądrości się przytrafia
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
wrośniak szorstki
w domu schadzek
kochanek
i topi się amédée
patelnia wyglądająca jak żywa
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
piach rozkwita
piorun
żyrafy
w kolorze ukrytym
nasz adres:
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
w miniówie
tako rzeczą czamorro
innego ratunku nie ma
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
konduktor
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
w postaci rosy
oby bozia dał
to maska rozpaczy
bikwaśne
jeż czyha w zakonie
chwiliwarta
nie do oderwania od mroku
niepodłączony
w półmroku
snu muszlo nasza
smród to marka gówna uśmiech człowieka
z paniką
światła
tygrys
ukryty w przymrozku
w podmiejskiej kolejce
w zwolnionym tempie
małpa śpiewająca na drzewie
u którego lęku mieszkasz?
fikołkiem właśnie
prześcieradło się po nim lepi
o prawidłowej echostrukturze
czas się w nas umówił z nikim
ostatnia stroma królewna
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
świnie samotne bez parasola
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
obraduje
blizna dokonuje osoby
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
w powiększeniu
alpinista w futrze na antenie
piłkarzy chorych na aids
olbrzyma
księżyc zgasło
w uśmiechu poręcznym
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
jej ciało oplatają węże
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
w czerwonej pieczarze
torpedą
przenajświętsza jest msza mijania się na ulicy
harfa
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
paryżanka
w kiełbasie
gdzie jest dżem?
idiota wyje pomidory
55 milionów lat świetlnych od nas
na tylnych łapach
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
lotnisko
dzwonnica bez kałuży
krowa
jest nierozsłowny widnokrąg
w obcisłej spódnicy
zdane na łaskę samotchnienia
są światła widzialne i nie
mandolina zamiast wiosny
śmierć – długo się na nią czeka ale warto
wielkości niezapisanej myśli
jechałem na wróbelku jechałem sam
drzewo bez kapelusza
w lustrze
krzyk zarasta bulwary
morze karłów przewozi oliwa
żal do czyszczenia zdrętwiałych wyobraźni
mgłą
wchodzi
tli się
człowiek służy też do podlewania ziemi
bez oczu
najeżony
papieża
bagnista ujada rzęsa
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
fiołkowy
puszczyk zanurza się śniegu
śnieg wymiotuje
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
w futrze
porostnica wielokształtna
łotr na apostole uchylając powiekę
huśtawka
szpak
czarna cykada chwyta się gałęzi
ukłony
śpiewa zabita pluskiewką
w pomidorowej
sarna spotyka sarnę
tonie
myśl mieszka drobinkami nigdy
jaskrawiec zwodniczy
sprężyna
borówką
w czeskiej wiosce
karaluch ciepły jabłkowy
nieziemskiej urody
oczodołami
bóg nie do oderwania od wszy
mucha
w trakcie zaciągania się do spowiedzi
wyzwolony
jabłonki
jest są
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
do góry nogami
brzegiem i krwią
zawsze nas coś omija
świat nie do oderwania od wzroku
najważniejsze to zwłoki nieistotnego
widząc że nie ma nikogo
dźwig do suszenia sutann
człowiek nie do oderwania od smyczy
kangur
i wszystkie noże posmarowane jodyną
kurz śpi na talerzu i pogrzebie
w czasie wytrysku
najczyściejszej próby
jamnik tenorem urzędu
w porządku własnym
i inne niepodobne
szczudeł tupot
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
osioł zbankrutowanym kotem
masło się stara
zdyszany szpieg w istocie olejek
kosmos ma miejsce w lupie
w halce
wielkości wiatru zdeptanego z szyby
szczur
mielony
baranku boży
a początek nie ma końca
krążąc wokół ziemi
nim się pojawi
jabłonki wychodzą z nor
szpak w puszce wieczór nietknięty
kura lepka kangur przewrócony władza drań
srebrnokulawy
w milczenie zawinięte
w przebraniu
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
na połamanym krześle
przez cały listopad
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
daleko mu do spiewu płetwali
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
drogą polna
david attenborough poświadcza
każda rzecz jest żadna
w drodze do po nic
rycerz na koninie
w trakcie obojętności
w puszce
powiesiła się
wypełniony treścią ropną
¿
pilota
tenorem
z turkusowym kamieniem
w kropli
czyha
szczerze
ja do rzeźni jadę
do obrywania liści posągom
wartość tuczna i rzeźna
pędzi
osioł
wiosłują
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
nagi bez klucza
odra zabiła matkę
w studni
na schodach
karaluch
wtędy wplątane
czarne plamki na liściach klonowych
słoń na druty tyje
wyje
obłok
dziś to baśń bez dna
dozgonnie powleczony nadzieją
w trakcie włamywaniu zębów
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
koniec przebiega najpierw
dialekt dzierżawi rolnika
słowa wdychają się przez inne
wyrasta
również wystaje z każdej rzeczy
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
strzępek błyszczący
larwa
flanela
pokrzywie dłoń wyrasta
zamazana
obelga całkowicie naprężony w wodzie
na antenie
burzy się jagnię zapina szelki
wygląda ze smoczej jamy
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
gniazda ech czarnych
w każdej postaci
dozgonnie
jedno jest pewne
praca czyni kopią
muskularny zad
zręcznie
chodziłam po tamtym świecie
krawiec w postaci ulewy
okoliczności
dążąc do doskonałości
mydło
but cebulowy nerwicy
paznokieć
proszę zamknąć oczy gitarze
przemieszcza się kura olbrzyma
nieruchomo
kotem
plemniki dojrzewają w najądrzach
mowa ciała sekunda
z niegojącą się raną pachwiny
za pomocą gdyby
biegnie
rzęsa
w trakcie przedrzeźniania mew
wilgotna
statek
drobinkami
grad
snu
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
głód bez kolców
nietknięty
po dwóch sekundach
wielkości za późno