przewrócony wyrasta

przewrócony
baranku boży
w puszce
niepodłączony
czarne plamki na liściach klonowych
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
w milczenie zawinięte
w kierunku macicy
głaz bezgłowego pilota szkoli
sromotnik bezwstydny
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
rzesza wyjątek
w drodze do po nic
gdzie jest dżem?
żadnego teraz żadnego nigdy
w kolejce do ścięcia
jest taki pociąg dlaczego
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
sława
grad
świat nie do oderwania od wzroku
piach rozkwita
jabłonki
rozsypane
w postaci rosy
hotel kamienny scyzoryk
bóg nie do oderwania od wszy
pyskaty
na tylnych łapach
osioł zbankrutowanym kotem
proboszczem
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
tako rzeczą czamorro
rekin
w trakcie przedrzeźniania mew
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
okazało się że to prawda
krokodyl
po północnej stronie krateru schröter
w halce
z turkusowym kamieniem
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
z ręką na sercu
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
rozszczepka pospolita
zamazana
ukłony
zawsze nas coś omija
dziurawy fortepian widzi
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
życie to nic z tych rzeczy
tajny piorun ostrzy mocarstwa
prześcieradło się po nim lepi
w przebłysku samotności
puszczyk zanurza się śniegu
czyha
rycerz na koninie
światła krwią
pokryte meszkiem
w czerwonej pieczarze
kwiaty plują
na antenie
dziecko i narośl
obłok
i inne niepodobne
w obcisłej spódnicy
nasz adres:
przez cały listopad
z zadziwiającą łatwością
brzegiem i krwią
ziemią przysypana
czarna cykada chwyta się gałęzi
harfa
wyrasta
blizna dokonuje osoby
krążąc wokół ziemi
również wystaje z każdej rzeczy
w kolorze ukrytym
melania trump odwiedza sierociniec
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
głód bez kolców
do zatopienia
nim się pojawi
małpa śpiewająca na drzewie
każda rzecz jest żadna
flanela
są światła widzialne i nie
krawiec w postaci ulewy
naprawdę istnieją tylko mniemania
kalarepa
oby bozia dał
tenorem
jabłonki wychodzą z nor
ja do rzeźni jadę
alpinista w futrze na antenie
widząc że nie ma nikogo
byk
karaluch ciepły jabłkowy
proszę zamknąć oczy gitarze
przez trojańskie pola
55 milionów lat świetlnych od nas
najeżony
daleko mu do spiewu płetwali
o niej chmarzy ziemia
plemeniem
w miniówie
w pułapce miar
strzępek błyszczący
fiołkowy
mandolina zamiast wiosny
do mądrości się przytrafia
kura
stąd że nie ma żadnego stąd
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
porcelanowa strzelanina
mydło
ptak się kończy
błękitny
u którego lęku mieszkasz?
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
jedno jest pewne
o ośmiu wargach
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
człowiek nie do oderwania od smyczy
wilgotna
powraca
z niegojącą się raną pachwiny
ze stali niepojętej
w czeskiej wiosce
jeden zrobił to nawet dwukrotnie
mucha
snu
drapieżny zemdlał tygrys
jak wyglądało prawdziwe życie
albo postać na niebie
przemieszcza się kura olbrzyma
jamnik tenorem urzędu
słoń na druty tyje
jej ciało oplatają węże
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
trzustka prawidłowej wielkości
musisz to zobaczyć
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
na schodach
szklany
olbrzyma
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
wiosłują
rybą
w lustrze
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
fryzura bez kierowcy
z doskonałym sterem
dziś to baśń bez dna
wartość tuczna i rzeźna
niewyklepany przez otoczenie
jaskrawiec zwodniczy
powiesiła się
chodziłam po tamtym świecie
nerwicy
425 mln lat temu
biegnie przez grząski jesienny las
księżyc zgasło
agrest pada
gigantyczny
drogą polna
twarzą ostemplowany
pilota
obraduje
borówką
tym co wyrzucisz tym będziesz lżejszy
pędzi
paryżanka
mgłą
patelnia wyglądająca jak żywa
błyskotliwy
kosmos ma miejsce w lupie
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
w kropli
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
w uśmiechu poręcznym
kura lepka kangur przewrócony władza drań
rozwiewanany
śmigło do przeszczepiania głów
wyzwolony
wrośniak szorstki
burzy się jagnię zapina szelki
but cebulowy nerwicy
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
wyje
krowa
dozgonnie powleczony nadzieją
zawadził
odra zabiła matkę
albo postać rozlana
surowy
dialekt dzierżawi rolnika
aorta brzuszna nieposzerzona
nieruchomo
w nikąd dorosły
w każdej postaci
jeż
szpak w puszce wieczór nietknięty
i wszystkie noże posmarowane jodyną
w pomidorowej
wyprostowany bez odpowiedzi
wchodzi
tramwajem zarosłe
przebiega
plemniki dojrzewają w najądrzach
piła olbrzyma weryfikuje
żmija
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
morze karłów przewozi oliwa
albo postać nieprzewidziana
muskularny zad
kobra
w półmroku
snu muszlo nasza
pokrzywie dłoń wyrasta
innego ratunku nie ma
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
bez oczu
lufcikiem
siekierą
w domu schadzek
chwiliwarta
igła
david attenborough poświadcza
blizna
torpedą
krzyk zarasta bulwary
albo postać do góry nogami
błyskotliwy łagodnie duchowny mruga pogrzebacz
wandale podlewają kwiatki
albrecht dürer płynie na zelandię
albo postać połamana
dzwonnica bez kałuży
kominiarz bez ćwierci
o wieczność się napotyka
podrapana
nietknięty
szympanse przeglądają się w oknach
w rzeczywistości
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
na odludnej wyspie
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
szczebiota mięso
idiota wyje pomidory
łotr na apostole uchylając powiekę
oczodołami
inną postać tli się w każdej postaci
albo postać nieważna
motyl w postaci cielska
zręcznie
koza spoglądajaca na drzewo
pyskaty krucyfiks
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
w ciarkach zniewagi
szczerze
włóczka podwórek
szczudeł tupot
konduktor
samica już odbyta
obdarty
deszcz korbką malowany
łagodnie duchowny
szpileczka czerniejąca
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
sową
cytat nakręca mydło
teofan grek maluje koronkowe majtki
albo postać odwrócona
gdzie popadnie
psychiatra na słupie w smoczku zbyt krótkim
pod wpływem oczywistego cudu
i drobne konkrementy żółciowe
masło się stara
w futrze
praca czyni kopią
światła
w locie
bagnista ujada rzęsa
temu winien
wagonów widelec w pobliżu błądzi
w postaci krzywej
pomachajcie tatusiowi
sprężyna
w czasie wytrysku
karaluch
srebrnokulawy
kto zdechnie wcześniej?
jakie pytanie taka krew
a pan daleko?
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
kropla przerywa węgorza
po dwóch sekundach
na połamanym krześle
obywatele istnieją by służyć państwu
w studni
okɔliczności
w trakcie obojętności
albo postać już niepotrzebna
wygląda ze smoczej jamy
kotem
niechcąco powabna
gnojanka żółtawa
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
paznokieć
nagi bez klucza
ciemniejący w światło
w szyfonowej sukni
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
szczur
głód
słowa wdychają się przez inne
człowiek jest tym którym nie chce być
chmura
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
w kiełbasie
leżał owad w locie
sarna spotyka sarnę
wypełniony treścią ropną
ukryty w przymrozku
na linii lewki – hajnówka
w powiększeniu
w klatce
do góry nogami
najczyściejszej próby
łzawnik rozciekliwy
to najlepsza ochrona przed zarazą
pokryta grubą warstwą bezkształtnego
bez kolców
chuj odziedziczył naród
jakie to piękne!
o prawidłowej echostrukturze
mielony
tonie
biegnie
żyrafy
zagląda matce pod majtki
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
albo postać porzucona
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
koniec przebiega najpierw
kangur
pośród lodów arktyki
szpak
a początek nie ma końca
mowa ciała sekunda
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
w garażu
jest nierozsłowny widnokrąg
bez parasola
porostnica wielokształtna
w postaci ulewy
ɔbietnica
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
w podmiejskiej kolejce
widłoząb miotlasty
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
smród to marka gówna uśmiech człowieka
bananów
śnieg wymiotuje
kakao
w porządku własnym
olej na płótnie
a ty do której masarni należysz?
czas się w nas umówił z nikim
nie do oderwania od mroku
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
wczesnopierzasta
z paniką
osioł
ręka sunie po udzie
pęknięty
heroicznie niezdecydowana
gmatwica chropowata
piorun
statek
i szczypiące trawę jelenie
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
do obrywania liści posągom
zdolne do niewysuwania wniosków
nieziemskiej urody
nie do oderwania od pustki
bagnista
zamiana teraz ɔbietnica
taka jest sprawiedliwość
w przebraniu
larwa
człowiek służy też do podlewania ziemi
igła w oko puka
piłkarzy chorych na aids
drapieżny
huśtawka
lotnisko
papieża
tygrys
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
nurek składany nikomu
parasol
pięknie się wije
rzęsa
jeż czyha w zakonie
mruga pogrzebacz
obsesji
płonie
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
tli się
larwa plemeniem podrapana
kochanek
jest taki pociąg dlaczego
rzęsa
do obrywania liści posągom
śnieg wymiotuje
paznokieć
kura
czarne plamki na liściach klonowych
najeżony
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
bananów
trzustka prawidłowej wielkości
sową
zaśnieżonych
z paniką
statek
mgłą
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
leżał owad w locie
wilgotna
muskularny zad
kangur
szczur
z człowieka wyczyszczony
rycerz na koninie
w lustrze
potem dziecko jest już tylko na części
nieruchomo
o wieczność się napotyka
smród to marka gówna uśmiech człowieka
wyprostowany bez odpowiedzi
szczebiota mięso
na tylnych łapach
przewrócony
larwa
chce być pierwszym
w uśmiechu poręcznym
wagonów
melania trump odwiedza sierociniec
czas się w nas umówił z nikim
słoń na druty tyje
pokrzywie dłoń wyrasta
pokryte meszkiem
nie do zaokrąglenia
w drodze do po nic
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
okɔliczności
również wystaje z każdej rzeczy
wiosłują
agrest pada
mowa ciała sekunda
naprawdę istnieją tylko mniemania
pięknie się wije
z niegojącą się raną pachwiny
samica już odbyta
w kiełbasie
w obcisłej spódnicy
człowiek służy też do podlewania ziemi
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
w każdej postaci
grad
w domu schadzek
z niedworskim zapachem
puszczyk zanurza się śniegu
adiutant w postaci rosy
krążąc wokół ziemi
z klęską na barkach
słowa wdychają się przez inne
temu winien
pilota
snu
drogą polna
jakie pytanie taka krew
głód bez kolców
z ręką na sercu
po północnej stronie krateru schröter
pęknięty
daleko mu do spiewu płetwali
gdzie popadnie
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
człowiek nie do oderwania od smyczy
światła
deszcz korbką malowany
koniec przebiega najpierw
domysłem świat świeci
błyskotliwy łagodnie duchowny mruga pogrzebacz
wczesnopierzasta
a ty do której masarni należysz?
idiota wyje pomidory
przemieszcza się kura olbrzyma
torpedą
wnikliwa
nietknięty
w nikąd dorosły
kochanek
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
albo postać do góry nogami
głód
pyskaty krucyfiks
głęboka
innego ratunku nie ma
a początek nie ma końca
zawsze nas coś omija
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
konduktor
teofan grek maluje koronkowe majtki
motyl w postaci cielska
dziurawy fortepian widzi
dzwonnica bez kałuży
wyzwolony
mandolina zamiast wiosny
wartość tuczna i rzeźna
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
wchodzi
włóczka podwórek
kosmos ma miejsce w lupie
psychiatra na słupie w smoczku zbyt krótkim
brzegiem i krwią
rozsypane
albo postać połamana
i brak obojczyka
w kolejce do ścięcia
wyje
pyskaty
szklany
krawiec w postaci ulewy
zręcznie
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
pędzi
osioł zbankrutowanym kotem
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
oczodołami
byk
paryżanka
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
do zatopienia
korniszon
gigantyczny
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
w kropli
w naczyniu
świat nie do oderwania od wzroku
łotr na apostole uchylając powiekę
w postaci rosy
bez kolców
niewyklepany przez otoczenie
piorun
nieziemskiej urody
albo postać porzucona
światła krwią
but cebulowy nerwicy
ukryty w przymrozku
na linii lewki – hajnówka
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
krokodyl
obywatele istnieją by służyć państwu
obdarty
w garażu
hotel kamienny scyzoryk
zawadził
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
w czerwonej pieczarze
przebiega
szczerze
głaz bezgłowego pilota szkoli
chwiliwarta
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
sedno bez izolacji
mucha
są światła widzialne i nie
siekierą
w niepewnej bliskości
larwa plemeniem podrapana
zamazana
sprężyna
karaluch ciepły jabłkowy
albo postać nieprzewidziana
ciemniejący w światło
papieża
porcelanowa strzelanina
rybą
w rzeczywistości
plemniki dojrzewają w najądrzach
snu muszlo nasza
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
jej ciało oplatają węże
igła w oko puka
bóg nie do oderwania od wszy
o prawidłowej echostrukturze
czym zbierać czas?
inną postać tli się w każdej postaci
i drobne konkrementy żółciowe
brzmi
jeż
bez parasola
rekin
w czasie wytrysku
nasz adres:
nurek składany nikomu
jabłonki
przez cały listopad
w futrze
pośród lodów arktyki
na schodach
patelnia wyglądająca jak żywa
kura lepka kangur przewrócony władza drań
w podmiejskiej kolejce
jedno jest pewne
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
i wszystkie noże posmarowane jodyną
nagi bez klucza
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
obłok
ręka sunie po udzie
armata
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
tenorem
kalarepa
borówką
srebrnokulawy
na antenie
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
a pan daleko?
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
chmura
tonie
w puszce
jabłonki wychodzą z nor
olej na płótnie
na odludnej wyspie
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
w milczenie zawinięte
błękitny
obraduje
pod wpływem oczywistego cudu
nie do oderwania od mroku
w trakcie obojętności
flanela
proboszczem
wandale podlewają kwiatki
w przebraniu
olbrzyma
lawina puszcza się z linią horyzontu
kwiaty plują
zdolne do niewysuwania wniosków
tramwajem zarosłe
w czeskiej wiosce
jakie to piękne!
albo postać już niepotrzebna
tym co wyrzucisz tym będziesz lżejszy
to najlepsza ochrona przed zarazą
bagnista ujada rzęsa
człowiek jest tym którym nie chce być
niepodłączony
blizna
425 mln lat temu
podrapana
czyha
david attenborough poświadcza
lufcikiem
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
jego wysokość
dziecko i narośl
bagnista
alpinista w futrze na antenie
albo postać odwrócona
szczudeł tupot
tako rzeczą czamorro
powraca
osioł
ukłony
najczyściejszej próby
55 milionów lat świetlnych od nas
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
z turkusowym kamieniem
pomachajcie tatusiowi
w studni
kotem
drapieżny zemdlał tygrys
małpa śpiewająca na drzewie
wagonów widelec w pobliżu błądzi
biegnie
nie do oderwania od pustki
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
parasol
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
czarna cykada chwyta się gałęzi
śmigło do przeszczepiania głów
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
kobra nacina przyjęcie
praca czyni kopią
błyskotliwy
kobra
wypełniony treścią ropną
w półmroku
dziś to baśń bez dna
i szczypiące trawę jelenie
kakao
cytat nakręca mydło
w postaci
wygrywa ten kto głębiej zapomina
w postaci ulewy
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
ptak się kończy
ziemią przysypana
surowy
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
pięknieje
w postaci krzywej
nim się pojawi
igła
w halce
prześcieradło się po nim lepi
piracki balkon żąda pilota
do góry nogami
mielony
tajny piorun ostrzy mocarstwa
burzy się jagnię zapina szelki
powiesiła się
oby bozia dał
szpak w puszce wieczór nietknięty
stąd że nie ma żadnego stąd
lotnisko
wygląda ze smoczej jamy
karaluch
to kruchość jest złotem
kropla przerywa węgorza
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
ze stali niepojętej
sarna spotyka sarnę
bez oczu
odra zabiła matkę
do mądrości się przytrafia
szympanse przeglądają się w oknach
w szyfonowej sukni
kominiarz bez ćwierci
krzyk zarasta bulwary
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
albo postać rozlana
w klatce
okazało się że to prawda
huśtawka
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
z nigdy poczęty
piłkarzy chorych na aids
jeż czyha w zakonie
żmija
chodziłam po tamtym świecie
księżyc zgasło
w kierunku macicy
albo postać nieważna
w locie
tli się
widząc że nie ma nikogo
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
w trakcie przedrzeźniania mew
w miniówie
życie to nic z tych rzeczy
w porządku własnym
dozgonnie powleczony nadzieją
chuj odziedziczył naród
w powiększeniu
biegnie przez grząski jesienny las
i inne niepodobne
jest nierozsłowny widnokrąg
tygrys
krowa
taka jest sprawiedliwość
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
kto zdechnie wcześniej?
łagodnie duchowny
plemeniem
albo postać na niebie
jak wyglądało prawdziwe życie
fiołkowy
płonie
piach rozkwita
nerwicy
drapieżny
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
klapki
albrecht dürer płynie na zelandię
morze karłów przewozi oliwa
szpak
każda rzecz jest żadna
w zakonie
żyrafy
fryzura bez kierowcy
o ośmiu wargach
musisz to zobaczyć
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
jeden zrobił to nawet dwukrotnie
rzesza wyjątek
aorta brzuszna nieposzerzona
o niej chmarzy ziemia
proszę zamknąć oczy gitarze
koza spoglądajaca na drzewo
przez trojańskie pola
piła olbrzyma weryfikuje
masło się stara
po dwóch sekundach
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
zagląda matce pod majtki
obsesji
żadnego teraz żadnego nigdy
sława
na połamanym krześle
tajny
chciałabym umrzeć
u którego lęku mieszkasz?
co to jest jak po przejściach
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
dziurawy
blizna dokonuje osoby
harfa
twarzą ostemplowany
mruga pogrzebacz
w pomidorowej
ciemny
ja do rzeźni jadę
mydło
gdzie jest dżem?
jamnik tenorem urzędu
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
w kolorze ukrytym
dialekt dzierżawi rolnika
wyrasta