przewrócony samotności

przewrócony
za pomocą gdyby
ręka sunie po udzie
innego ratunku nie ma
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
leżał owad w locie
igła w oko puka
smród to marka gówna uśmiech człowieka
kura lepka kangur przewrócony władza drań
tonie
jamnik tenorem urzędu
przez trojańskie pola
księżyc zgasło
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
życie to nic z tych rzeczy
masło się stara
drapieżny zemdlał tygrys
pomachajcie tatusiowi
o ośmiu wargach
snu
łotr na apostole uchylając powiekę
aorta brzuszna nieposzerzona
twarzą ostemplowany
prześcieradło się po nim lepi
i wszystkie noże posmarowane jodyną
tli się
karaluch
pęknięty
a pewnego dnia masturbując się na placu targowym oświadczył
nie do oderwania od pustki
w porządku własnym
szczudeł tupot
porostnica wielokształtna
koza spoglądajaca na drzewo
na linii lewki – hajnówka
krowa
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
fiołkowy
teraz obietnica
wyje
larwa
i szczypiące trawę jelenie
wilgotna
rycerz na koninie
tako rzeczą czamorro
musisz to zobaczyć
jedno jest pewne
flanela
zręcznie
kotem
gdzie jest dżem?
wyrasta
powraca
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
morze karłów przewozi oliwa
dzwonnica bez kałuży
świat nie do oderwania od wzroku
lotnisko
w trakcie włamywaniu zębów
byk
głód bez kolców
nim się pojawi
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
w czasie wytrysku
w postaci rosy
drogą polna
chwiliwarta
w kierunku macicy
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
wrośniak szorstki
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
do góry nogami
zamazana
zdyszany szpieg w istocie olejek
w szyfonowej sukni
a pan daleko?
również wystaje z każdej rzeczy
daleko mu do spiewu płetwali
na antenie
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
w drodze do po nic
kurz śpi na talerzu i pogrzebie
człowiek nie do oderwania od smyczy
olej na płótnie
do mądrości się przytrafia
kakao
olbrzyma
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
rzęsa
śnieg wymiotuje
los się do nikogo uśmiecha
czyha
hotel kamienny scyzoryk
jaskrawiec zwodniczy
wielkości niezapisanej myśli
idiota wyje pomidory
śmierć – długo się na nią czeka ale warto
huśtawka
widłoząb miotlasty
w lustrze
siekierą
niewyklepany przez otoczenie
paznokieć
na tylnych łapach
mielony
wiosłują
paryżanka
wandale podlewają kwiatki
jej ciało oplatają węże
ciemniejący w światło
karaluch ciepły jabłkowy
baranku boży
słoń na druty tyje
kobra
wielkości za późno
dźwig do suszenia sutann
w czerwonej pieczarze
srebrnokulawy
w locie
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
słowa wdychają się przez inne
w trakcie przedrzeźniania mew
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
strzępek błyszczący
człowiek jest w sobie tylko z lotu ptaka
david attenborough poświadcza
światła
obywatele istnieją by służyć państwu
pędzi
gigantyczny
grad
gdzie popadnie
ja do rzeźni jadę
pilota
albrecht dürer płynie na zelandię
bez parasola
55 milionów lat świetlnych od nas
drobinkami nigdy
w milczenie zawinięte
alpinista w futrze na antenie
inną postać tli się w każdej postaci
sową
mowa ciała sekunda
tajny piorun ostrzy mocarstwa
biegnie przez grząski jesienny las
głaz bezgłowego pilota szkoli
nie do oderwania od mroku
bez kolców
obsesji
sarna spotyka sarnę
wielkości wiatru zdeptanego z szyby
obłok
w podmiejskiej kolejce
pyskaty krucyfiks
drapieżny
marek grechuta jest zastrzeżonym znakiem towarowym
małpa śpiewająca na drzewie
kalarepa
oczodołami
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
są światła widzialne i nie
w klatce
w czeskiej wiosce
salony meblowe szczekają w zwolnionym tempie
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
wyzwolony
jest nierozsłowny widnokrąg
motyl w postaci cielska
koniec przebiega najpierw
tenorem
kosmos ma miejsce w lupie
żyrafy
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
w trakcie zaciągania się do spowiedzi
żmija
w uśmiechu poręcznym
pokaż zęby i popatrz na mnie
w kiełbasie
a początek nie ma końca
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
piłkarzy chorych na aids
sromotnik bezwstydny
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
w masarni za sławę można kupić siebie
do obrywania liści posągom
szczur
burzy się jagnię zapina szelki
w obcisłej spódnicy
w garażu
w futrze
każda rzecz jest żadna
patelnia wyglądająca jak żywa
wyprostowany bez odpowiedzi
czas się w nas umówił z nikim
konduktor
dziurawy fortepian widzi
wartość tuczna i rzeźna
szpak
krokodyl
jeż czyha w zakonie
borówką
z turkusowym kamieniem
drobinkami
na połamanym krześle
harfa
nasz adres:
szpileczka czerniejąca
krążąc wokół ziemi
cytat nakręca mydło
w pomidorowej
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
czeluść ma na imię oklaski
podrapana
czarna cykada chwyta się gałęzi
rybą
pośród lodów arktyki
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
dozgonnie powleczony nadzieją
krzyk zarasta bulwary
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
nurek składany nikomu
i inne niepodobne
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
w puszce
dialekt dzierżawi rolnika
po dwóch sekundach
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
muskularny zad
w przebraniu
nagi bez klucza
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
żadnego teraz żadnego nigdy
kropla przerywa węgorza
osioł
w półmroku
najeżony
plemniki dojrzewają w najądrzach
najważniejsze to zwłoki nieistotnego
w trakcie zabliźniania się skrzydeł na moście
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
kto zdechnie wcześniej?
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
światła krwią
but cebulowy nerwicy
praca czyni kopią
blizna
mruga pogrzebacz
jabłonki wychodzą z nor
kwiaty plują
szczerze
przemieszcza się kura olbrzyma
piach rozkwita
przenajświętsza jest msza mijania się na ulicy
obraduje
w domu schadzek
fryzura bez kierowcy
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
temu winien
jeż
pod wpływem oczywistego cudu
nieruchomo
papieża
proboszczem
przez cały listopad
teofan grek maluje koronkowe majtki
wypełniony treścią ropną
fale uderzają o latarnię
lufcikiem
z niegojącą się raną pachwiny
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
nietknięty
kangur
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
pyskaty
kochanek
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
tramwajem zarosłe
na odludnej wyspie
wchodzi
czarne plamki na liściach klonowych
w okrutnej litanii
jakie to piękne!
obelga całkowicie naprężony w wodzie
rekin
z paniką
jakie pytanie taka krew
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
ze stali niepojętej
zawadził
skoro
krawiec w postaci ulewy
odra zabiła matkę
to maska rozpaczy
szympanse przeglądają się w oknach
włóczka podwórek
najczyściejszej próby
szpak w puszce wieczór nietknięty
bez oczu
blizna dokonuje osoby
z ręką na sercu
ukryty w przymrozku
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
płonie
w kompletnej ciemności pod wodą
bóg nie do oderwania od wszy
snu muszlo nasza
w kolorze ukrytym
osioł zbankrutowanym kotem
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
ukłony
melania trump odwiedza sierociniec
w halce
kto jest ojcem dżdżu?
porcelanowa strzelanina
szklany
po północnej stronie krateru schröter
puszczyk zanurza się śniegu
w trakcie obojętności
gnojanka żółtawa
w studni
zawsze nas coś omija
deszcz korbką malowany
okoliczności
oby bozia dał
wygląda ze smoczej jamy
kominiarz bez ćwierci
stąd że nie ma żadnego stąd
bagnista ujada rzęsa
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
ostatnia stroma królewna
425 mln lat temu
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
w miniówie
u którego lęku mieszkasz?
taka jest sprawiedliwość
w rzeczywistości
piła olbrzyma weryfikuje
chodziłam po tamtym świecie
mgłą
dziecko i narośl
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
nieziemskiej urody
chuj odziedziczył naród
w zwolnionym tempie
w każdej postaci
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
mucha
i drobne konkrementy żółciowe
biegnie
człowiek służy też do podlewania ziemi
torpedą
dążąc do doskonałości
dziś to baśń bez dna
nerwicy
o prawidłowej echostrukturze
błękitny
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
żal do czyszczenia zdrętwiałych wyobraźni
mandolina zamiast wiosny
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
na schodach
mydło
niepodłączony
statek
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
powiesiła się
tygrys
brzegiem i krwią
niewidzialne łączy świat na części
jabłonki
każdy się rodzi we własnej przepaści
myśl mieszka drobinkami nigdy
piorun
pokrzywie dłoń wyrasta
jest taki pociąg dlaczego
sprężyna
w powiększeniu
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
w kropli
proszę zamknąć oczy gitarze
widząc że nie ma nikogo
pięknie się wije
w trakcie podchodzania do lądowania w krwistym kisielu sławy
w przebłysku samotności