przemieszcza się mucha

przemieszcza się kura olbrzyma
głaz bezgłowego pilota szkoli
wielkości wiatru zdeptanego z szyby
mielony
kanclerz cichy gumowy
żmija
w puszce
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
dziś to baśń bez dna
zdane na łaskę samotchnienia
gdzie jest dżem?
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
fikołkiem właśnie
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
srebrnokulawy
widząc że nie ma nikogo
z wyjątkiem mąki
kalarepa
czyha
krawiec w postaci ulewy
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
ręka sunie po udzie
i inne niepodobne
rybą
kosmos ma miejsce w lupie
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
nieziemskiej urody
koniec przebiega najpierw
porcelanowa strzelanina
i wszystkie noże posmarowane jodyną
dźwig do suszenia sutann
o ośmiu wargach
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
ukryty w przymrozku
widłoząb miotlasty
tort dotyczy lepkości
alpinista w futrze na antenie
brzegiem i krwią
szpak
na połamanym krześle
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
na linii lewki – hajnówka
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
chodziłam po tamtym świecie
patelnia wyglądająca jak żywa
wrośniak szorstki
twarzą ostemplowany
krzyk zarasta bulwary
niewyklepany przez otoczenie
piła olbrzyma weryfikuje
są światła widzialne i nie
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
prawda nie jest taka
najważniejsze to zwłoki nieistotnego
człowiek nie do oderwania od smyczy
w porządku własnym
w trakcie włamywaniu zębów
tenorem
sens przebywa zdala od gramatyki
igła w oko puka
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
425 mln lat temu
bez oczu
również wystaje z każdej rzeczy
w trakcie zabliźniania się skrzydeł na moście
karaluch ciepły jabłkowy
but cebulowy nerwicy
w trakcie przedrzeźniania mew
zawsze nas coś omija
mruga pogrzebacz
biegnie przez grząski jesienny las
kotem
fiołkowy
człowiek jest w sobie tylko z lotu ptaka
śmierć – długo się na nią czeka ale warto
55 milionów lat świetlnych od nas
w klatce
kwiaty plują
po dwóch sekundach
bez kolców
prześcieradło się po nim lepi
siekierą
sprężyna
musisz to zobaczyć
w postaci rosy
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
w lustrze
koza spoglądajaca na drzewo
każdy się rodzi we własnej przepaści
nietknięty
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
w podmiejskiej kolejce
piach rozkwita
fryzura bez kierowcy
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
człowiek służy też do podlewania ziemi
tako rzeczą czamorro
w obcisłej spódnicy
pyskaty
na odludnej wyspie
krokodyl
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
i szczypiące trawę jelenie
żyrafy
melania trump odwiedza sierociniec
łotr na apostole uchylając powiekę
ze stali niepojętej
w kiełbasie
tramwajem zarosłe
przez trojańskie pola
snu
szlagierem biegnie udręka
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
dozgonnie powleczony nadzieją
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
jakie to piękne!
innego ratunku nie ma
kurz śpi na talerzu i pogrzebie
wandale podlewają kwiatki
a początek nie ma końca
pomachajcie tatusiowi
jedno jest pewne
w domu schadzek
plemniki dojrzewają w najądrzach
hotel kamienny scyzoryk
oczodołami
pięknie się wije
proszę zamknąć oczy gitarze
żadnego teraz żadnego nigdy
porostnica wielokształtna
leżał owad w locie
w czeskiej wiosce
czarna cykada chwyta się gałęzi
w locie
jej ciało oplatają węże
biegnie
do góry nogami
drzewo bez kapelusza
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
kominiarz bez ćwierci
puszczyk zanurza się śniegu
olbrzyma
lawa ostrzy sobie język
w przebłysku samotności
smród to marka gówna uśmiech człowieka
paznokieć
księżyc zgasło
chuj odziedziczył naród
jest taki pociąg dlaczego
nieruchomo
w uśmiechu poręcznym
larwa
mowa ciała sekunda
śpiewa zabita pluskiewką
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
stąd że nie ma żadnego stąd
borówką
gigantyczny
światła krwią
wyprostowany bez odpowiedzi
w kierunku macicy
w kropli
huśtawka
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
dziecko i narośl
szpak w puszce wieczór nietknięty
inną postać tli się w każdej postaci
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
jest nierozsłowny widnokrąg
byk
lufcikiem
za pomocą gdyby
burzy się jagnię zapina szelki
jeż
w miniówie
a pan daleko?
david attenborough poświadcza
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
zamazana
każda rzecz jest żadna
kangur
daleko mu do spiewu płetwali
w czerwonej pieczarze
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
w powiększeniu
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
w studni
szympanse przeglądają się w oknach
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
nim się pojawi
bóg nie do oderwania od wszy
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
szpileczka czerniejąca
słowa wdychają się przez inne
paryżanka
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
sową
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
tli się
deszcz korbką malowany
gdzie popadnie
tonie
żal do czyszczenia zdrętwiałych wyobraźni
gniazda ech czarnych
motyl w postaci cielska
czas się w nas umówił z nikim
snu muszlo nasza
płonie
szklany
cierń oka szelest
jaskrawiec zwodniczy
z turkusowym kamieniem
torpedą
rycerz na koninie
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
wilgotna
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
masz imię – jesteś fikcją
zdyszany szpieg w istocie olejek
rekin
wartość tuczna i rzeźna
ukłony
w halce
pokrzywie dłoń wyrasta
mgłą
śnieg wymiotuje
muskularny zad
w pomidorowej
z paniką
odra zabiła matkę
jechałem na wróbelku jechałem sam
nurek składany nikomu
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
małpa śpiewająca na drzewie
w nikąd dorosły
świat nie do oderwania od wzroku
jamnik tenorem urzędu
gnojanka żółtawa
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
morze karłów przewozi oliwa
obłok
kakao
przez cały listopad
taka jest sprawiedliwość
w trakcie podchodzania do lądowania w krwistym kisielu sławy
jabłonki wychodzą z nor
czeluść ma na imię oklaski
sromotnik bezwstydny
o prawidłowej echostrukturze
nie do oderwania od mroku
grad
w futrze
tygrys
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
w szyfonowej sukni
kropla przerywa węgorza
drobinkami nigdy
piorun
piłkarzy chorych na aids
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
w drodze do po nic
baranku boży
chwiliwarta
do obrywania liści posągom
praca czyni kopią
wygląda ze smoczej jamy
zręcznie
obraduje
dialekt dzierżawi rolnika
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
wiosłują
wypełniony treścią ropną
podasz mi wolną wolę?
strzępek błyszczący
jakie pytanie taka krew
wielkości niezapisanej myśli
karaluch
słoń na druty tyje
w kompletnej ciemności pod wodą
aorta brzuszna nieposzerzona
w każdej postaci
sarna spotyka sarnę
kura lepka kangur przewrócony władza drań
pilota
dziurawy fortepian widzi
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
z ręką na sercu
oby bozia dał
niechcący
u którego lęku mieszkasz?
ja do rzeźni jadę
powraca
i drobne konkrementy żółciowe
krążąc wokół ziemi
powiesiła się
drapieżny
w czasie wytrysku
świnie samotne bez parasola
w trakcie zaciągania się do spowiedzi
myśl mieszka drobinkami nigdy
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
kto zdechnie wcześniej?
po północnej stronie krateru schröter
statek
bagnista ujada rzęsa
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
jeż czyha w zakonie
wyrasta
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
szczudeł tupot
dzwonnica bez kałuży
na tylnych łapach
włóczka podwórek
niepodłączony
niewidzialne łączy świat na części
pośród lodów arktyki
drobinkami
życie to nic z tych rzeczy
nie do oderwania od pustki
melanoma malignum
pod wpływem oczywistego cudu
przewrócony
albrecht dürer płynie na zelandię
najeżony
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
ostatnia stroma królewna
pieśń bez rękawa
w trakcie obojętności
w półmroku
masło się stara
mandolina zamiast wiosny
noc o krok do zatopienia
wyzwolony
drogą polna
konduktor
obywatele istnieją by służyć państwu
teofan grek maluje koronkowe majtki
błękitny
obelga całkowicie naprężony w wodzie
nasz adres:
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
idiota wyje pomidory
krowa z wyjątkiem mąki
wielkości za późno
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
pędzi
ciemniejący w światło
proboszczem
pęknięty
pyskaty krucyfiks
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
tajny piorun ostrzy mocarstwa
to maska rozpaczy
muł w wiekach średnich
grzyb procą rośnie
osioł zbankrutowanym kotem
w milczenie zawinięte
do mądrości się przytrafia
blizną oka
nagi bez klucza
z niegojącą się raną pachwiny
drapieżny zemdlał tygrys
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
przenajświętsza jest msza mijania się na ulicy
mucha