piła zamazana

piła olbrzyma weryfikuje
sową
cytat nakręca mydło
kura lepka kangur przewrócony władza drań
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
szpak
obłok
w studni
kangur
świat nie do oderwania od wzroku
a pewnego dnia masturbując się na placu targowym oświadczył
jaskrawiec zwodniczy
przez trojańskie pola
żal do czyszczenia zdrętwiałych wyobraźni
salony meblowe szczekają w zwolnionym tempie
w milczenie zawinięte
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
sprężyna
kto zdechnie wcześniej?
krzyk zarasta bulwary
chuj odziedziczył naród
tygrys
w drodze do po nic
i drobne konkrementy żółciowe
w czeskiej wiosce
fale uderzają o latarnię
kochanek
karaluch ciepły jabłkowy
w przebraniu
lotnisko
burzy się jagnię zapina szelki
przemieszcza się kura olbrzyma
i wszystkie noże posmarowane jodyną
zręcznie
nieruchomo
człowiek nie do oderwania od smyczy
słoń na druty tyje
kalarepa
na linii lewki – hajnówka
po dwóch sekundach
wilgotna
w locie
pokrzywie dłoń wyrasta
lufcikiem
albrecht dürer płynie na zelandię
jej ciało oplatają węże
rekin
w zwolnionym tempie
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
w puszce
w trakcie obojętności
włóczka podwórek
nerwicy
srebrnokulawy
księżyc zgasło
w trakcie podchodzania do lądowania w krwistym kisielu sławy
żmija
powiesiła się
patelnia wyglądająca jak żywa
inną postać tli się w każdej postaci
ja do rzeźni jadę
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
podrapana
jedno jest pewne
leżał owad w locie
dążąc do doskonałości
snu
chodziłam po tamtym świecie
przenajświętsza jest msza mijania się na ulicy
człowiek jest w sobie tylko z lotu ptaka
szpileczka czerniejąca
w podmiejskiej kolejce
musisz to zobaczyć
widłoząb miotlasty
bagnista ujada rzęsa
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
jest nierozsłowny widnokrąg
snu muszlo nasza
oby bozia dał
w garażu
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
w powiększeniu
wrośniak szorstki
motyl w postaci cielska
w klatce
statek
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
jakie pytanie taka krew
słowa wdychają się przez inne
łotr na apostole uchylając powiekę
przewrócony
do mądrości się przytrafia
do obrywania liści posągom
strzępek błyszczący
koniec przebiega najpierw
w rzeczywistości
wchodzi
dziś to baśń bez dna
pilota
bóg nie do oderwania od wszy
siekierą
rzęsa
nim się pojawi
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
krowa
mruga pogrzebacz
tli się
drobinkami nigdy
borówką
piach rozkwita
jeż
czeluść ma na imię oklaski
chwiliwarta
pod wpływem oczywistego cudu
drobinkami
olbrzyma
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
but cebulowy nerwicy
szczerze
pokaż zęby i popatrz na mnie
nagi bez klucza
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
mgłą
david attenborough poświadcza
nurek składany nikomu
wyrasta
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
u którego lęku mieszkasz?
los się do nikogo uśmiecha
biegnie
widząc że nie ma nikogo
wielkości niezapisanej myśli
proboszczem
wyje
tenorem
na odludnej wyspie
bez kolców
zdyszany szpieg w istocie olejek
olej na płótnie
i inne niepodobne
krążąc wokół ziemi
pyskaty
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
na połamanym krześle
niepodłączony
ostatnia stroma królewna
marek grechuta jest zastrzeżonym znakiem towarowym
pędzi
jest taki pociąg dlaczego
teofan grek maluje koronkowe majtki
teraz obietnica
byk
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
jabłonki
wielkości za późno
kropla przerywa węgorza
stąd że nie ma żadnego stąd
krawiec w postaci ulewy
niewidzialne łączy świat na części
drapieżny zemdlał tygrys
w czerwonej pieczarze
w czasie wytrysku
dziecko i narośl
baranku boży
mielony
obsesji
tramwajem zarosłe
tajny piorun ostrzy mocarstwa
larwa
morze karłów przewozi oliwa
w przebłysku samotności
dozgonnie powleczony nadzieją
głód bez kolców
drogą polna
myśl mieszka drobinkami nigdy
porcelanowa strzelanina
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
kto jest ojcem dżdżu?
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
paryżanka
na antenie
małpa śpiewająca na drzewie
obywatele istnieją by służyć państwu
sromotnik bezwstydny
idiota wyje pomidory
dzwonnica bez kałuży
daleko mu do spiewu płetwali
oczodołami
na tylnych łapach
rycerz na koninie
aorta brzuszna nieposzerzona
plemniki dojrzewają w najądrzach
za pomocą gdyby
szczudeł tupot
fiołkowy
dziurawy fortepian widzi
w każdej postaci
kosmos ma miejsce w lupie
papieża
piorun
brzegiem i krwią
jamnik tenorem urzędu
biegnie przez grząski jesienny las
z paniką
w trakcie włamywaniu zębów
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
blizna
ukłony
mucha
ze stali niepojętej
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
szympanse przeglądają się w oknach
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
w szyfonowej sukni
obraduje
najeżony
zawsze nas coś omija
z ręką na sercu
harfa
w miniówie
i szczypiące trawę jelenie
kakao
w uśmiechu poręcznym
w okrutnej litanii
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
okoliczności
masło się stara
czarne plamki na liściach klonowych
kurz śpi na talerzu i pogrzebie
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
gdzie popadnie
najważniejsze to zwłoki nieistotnego
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
wiosłują
karaluch
w porządku własnym
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
ciemniejący w światło
szpak w puszce wieczór nietknięty
osioł
a początek nie ma końca
obelga całkowicie naprężony w wodzie
w domu schadzek
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
jabłonki wychodzą z nor
żyrafy
do góry nogami
huśtawka
w halce
wartość tuczna i rzeźna
każda rzecz jest żadna
żadnego teraz żadnego nigdy
425 mln lat temu
w postaci rosy
dźwig do suszenia sutann
w masarni za sławę można kupić siebie
krokodyl
tonie
o ośmiu wargach
szklany
grad
torpedą
każdy się rodzi we własnej przepaści
innego ratunku nie ma
pomachajcie tatusiowi
niewyklepany przez otoczenie
wyprostowany bez odpowiedzi
światła krwią
gdzie jest dżem?
mandolina zamiast wiosny
w kompletnej ciemności pod wodą
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
płonie
szczur
jeż czyha w zakonie
prześcieradło się po nim lepi
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
w pomidorowej
głaz bezgłowego pilota szkoli
kominiarz bez ćwierci
rybą
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
mydło
muskularny zad
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
w trakcie zaciągania się do spowiedzi
ukryty w przymrozku
przez cały listopad
melania trump odwiedza sierociniec
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
tako rzeczą czamorro
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
śnieg wymiotuje
nasz adres:
w trakcie przedrzeźniania mew
życie to nic z tych rzeczy
to maska rozpaczy
w półmroku
a pan daleko?
osioł zbankrutowanym kotem
puszczyk zanurza się śniegu
55 milionów lat świetlnych od nas
drapieżny
pęknięty
nie do oderwania od pustki
flanela
bez oczu
wielkości wiatru zdeptanego z szyby
w kierunku macicy
proszę zamknąć oczy gitarze
paznokieć
pięknie się wije
najczyściejszej próby
po północnej stronie krateru schröter
jakie to piękne!
konduktor
światła
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
gnojanka żółtawa
koza spoglądajaca na drzewo
czas się w nas umówił z nikim
z turkusowym kamieniem
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
igła w oko puka
na schodach
kobra
nietknięty
z niegojącą się raną pachwiny
taka jest sprawiedliwość
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
bez parasola
sarna spotyka sarnę
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
są światła widzialne i nie
człowiek służy też do podlewania ziemi
skoro
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
dialekt dzierżawi rolnika
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
odra zabiła matkę
o prawidłowej echostrukturze
blizna dokonuje osoby
nie do oderwania od mroku
alpinista w futrze na antenie
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
praca czyni kopią
w kolorze ukrytym
porostnica wielokształtna
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
w kropli
wypełniony treścią ropną
zawadził
twarzą ostemplowany
powraca
błękitny
w kiełbasie
również wystaje z każdej rzeczy
pyskaty krucyfiks
czyha
czarna cykada chwyta się gałęzi
smród to marka gówna uśmiech człowieka
pośród lodów arktyki
fryzura bez kierowcy
ręka sunie po udzie
w lustrze
w trakcie zabliźniania się skrzydeł na moście
deszcz korbką malowany
kwiaty plują
wyzwolony
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
w obcisłej spódnicy
hotel kamienny scyzoryk
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
temu winien
wandale podlewają kwiatki
śmierć – długo się na nią czeka ale warto
gigantyczny
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
kotem
piłkarzy chorych na aids
nieziemskiej urody
mowa ciała sekunda
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
wygląda ze smoczej jamy
w futrze
zamazana