pęcherz morza

pęcherz moczowy o gładkich zarysach
but cebulowy nerwicy
a początek nie ma końca
to maska rozpaczy
w locie
olej na płótnie
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
przewrócony
na odludnej wyspie
dźwig do suszenia sutann
kotem
obywatele istnieją by służyć państwu
gdzie popadnie
czyha
nie do oderwania od pustki
cytat nakręca mydło
drobinkami
żadnego teraz żadnego nigdy
bagnista ujada rzęsa
skoro
krokodyl
dozgonnie powleczony nadzieją
na połamanym krześle
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
huśtawka
w szyfonowej sukni
wartość tuczna i rzeźna
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
odra zabiła matkę
łotr na apostole uchylając powiekę
powiesiła się
koza spoglądajaca na drzewo
bez oczu
pyskaty
żal do czyszczenia zdrętwiałych wyobraźni
w futrze
życie to nic z tych rzeczy
w kierunku macicy
zręcznie
nie do oderwania od mroku
jest taki pociąg dlaczego
głód bez kolców
daleko mu do spiewu płetwali
śpiewa zabita pluskiewką
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
dialekt dzierżawi rolnika
szpak w puszce wieczór nietknięty
każda rzecz jest żadna
nurek składany nikomu
zawadził
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
o ośmiu wargach
w postaci rosy
obsesji
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
kalarepa
każdy się rodzi we własnej przepaści
w kompletnej ciemności pod wodą
burzy się jagnię zapina szelki
powraca
425 mln lat temu
srebrnokulawy
pokaż zęby i popatrz na mnie
koniec przebiega najpierw
jej ciało oplatają węże
w studni
człowiek jest w sobie tylko z lotu ptaka
w okrutnej litanii
blizna dokonuje osoby
pośród lodów arktyki
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
okoliczności
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
mielony
na linii lewki – hajnówka
na tylnych łapach
świat nie do oderwania od wzroku
kto zdechnie wcześniej?
bóg nie do oderwania od wszy
krążąc wokół ziemi
puszczyk zanurza się śniegu
alpinista w futrze na antenie
karaluch ciepły jabłkowy
piach rozkwita
drogą polna
dozgonnie
melania trump odwiedza sierociniec
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
deszcz korbką malowany
w przebłysku samotności
czarna cykada chwyta się gałęzi
nagi bez klucza
dzwonnica bez kałuży
ze stali niepojętej
wyje
jakie pytanie taka krew
sową
temu winien
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
potwór przysięga
szpileczka czerniejąca
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
oczodołami
człowiek służy też do podlewania ziemi
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
w rzeczywistości
a pan daleko?
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
przenajświętsza jest msza mijania się na ulicy
igła w oko puka
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
rzęsa
małpa śpiewająca na drzewie
kwiaty plują
z niegojącą się raną pachwiny
o prawidłowej echostrukturze
po północnej stronie krateru schröter
nieziemskiej urody
masz imię – jesteś fikcją
innego ratunku nie ma
błękitny
drobinkami nigdy
słoń na druty tyje
dziś to baśń bez dna
motyl w postaci cielska
najeżony
z turkusowym kamieniem
porcelanowa strzelanina
mucha
praca czyni kopią
jedno jest pewne
zawsze nas coś omija
gnojanka żółtawa
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
w halce
wiosłują
płonie
szczudeł tupot
u którego lęku mieszkasz?
światła
jabłonki
grad
wyzwolony
wyprostowany bez odpowiedzi
kura lepka kangur przewrócony władza drań
zdyszany szpieg w istocie olejek
przemieszcza się kura olbrzyma
sprężyna
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
głaz bezgłowego pilota szkoli
obraduje
w czerwonej pieczarze
tenorem
biegnie przez grząski jesienny las
statek
ukryty w przymrozku
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
pilota
pędzi
wchodzi
niewyklepany przez otoczenie
pęknięty
jest nierozsłowny widnokrąg
są światła widzialne i nie
w milczenie zawinięte
tramwajem zarosłe
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
pyskaty krucyfiks
proboszczem
jaskrawiec zwodniczy
wypełniony treścią ropną
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
jeż
w trakcie obojętności
słowa wdychają się przez inne
oby bozia dał
w kolorze ukrytym
teofan grek maluje koronkowe majtki
chwiliwarta
plemniki dojrzewają w najądrzach
w trakcie zaciągania się do spowiedzi
widząc że nie ma nikogo
w półmroku
pod wpływem oczywistego cudu
jechałem na wróbelku jechałem sam
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
na antenie
szklany
dążąc do doskonałości
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
pokrzywie dłoń wyrasta
wygląda ze smoczej jamy
w czasie wytrysku
wandale podlewają kwiatki
jeż czyha w zakonie
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
tako rzeczą czamorro
piła olbrzyma weryfikuje
w domu schadzek
kosmos ma miejsce w lupie
musisz to zobaczyć
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
mandolina zamiast wiosny
tygrys
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
david attenborough poświadcza
niewidzialne łączy świat na części
najczyściejszej próby
w trakcie zabliźniania się skrzydeł na moście
niepodłączony
chodziłam po tamtym świecie
ciemniejący w światło
rycerz na koninie
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
rybą
lotnisko
mydło
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
lufcikiem
stąd że nie ma żadnego stąd
obłok
flanela
żmija
brzegiem i krwią
w miniówie
wrośniak szorstki
w podmiejskiej kolejce
baranku boży
olbrzyma
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
kobra
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
kochanek
do mądrości się przytrafia
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
śmierć – długo się na nią czeka ale warto
w porządku własnym
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
myśl mieszka drobinkami nigdy
sromotnik bezwstydny
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
szczerze
kropla przerywa węgorza
w zwolnionym tempie
również wystaje z każdej rzeczy
snu
na schodach
przez cały listopad
do góry nogami
śnieg wymiotuje
nietknięty
dziurawy fortepian widzi
z paniką
piłkarzy chorych na aids
tli się
morze karłów przewozi oliwa
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
wielkości za późno
siekierą
karaluch
chuj odziedziczył naród
larwa
wyrasta
wielkości niezapisanej myśli
najważniejsze to zwłoki nieistotnego
paryżanka
szympanse przeglądają się w oknach
smród to marka gówna uśmiech człowieka
sarna spotyka sarnę
biegnie
mowa ciała sekunda
aorta brzuszna nieposzerzona
leżał owad w locie
fryzura bez kierowcy
patelnia wyglądająca jak żywa
cierń oka szelest
kominiarz bez ćwierci
snu muszlo nasza
strzępek błyszczący
i drobne konkrementy żółciowe
rekin
szpak
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
ja do rzeźni jadę
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
jakie to piękne!
albrecht dürer płynie na zelandię
drapieżny zemdlał tygrys
nim się pojawi
w kiełbasie
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
w trakcie podchodzania do lądowania w krwistym kisielu sławy
gniazda ech czarnych
włóczka podwórek
tonie
ostatnia stroma królewna
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
nerwicy
drapieżny
w każdej postaci
z ręką na sercu
podrapana
muskularny zad
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
kangur
po dwóch sekundach
i inne niepodobne
krzyk zarasta bulwary
w trakcie włamywaniu zębów
nieruchomo
w puszce
salony meblowe szczekają w zwolnionym tempie
idiota wyje pomidory
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
w garażu
bez kolców
księżyc zgasło
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
porostnica wielokształtna
jabłonki wychodzą z nor
wilgotna
w obcisłej spódnicy
w trakcie przedrzeźniania mew
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
osioł
czarne plamki na liściach klonowych
pomachajcie tatusiowi
taka jest sprawiedliwość
harfa
masło się stara
i szczypiące trawę jelenie
dziecko i narośl
widłoząb miotlasty
człowiek nie do oderwania od smyczy
mruga pogrzebacz
przez trojańskie pola
krawiec w postaci ulewy
fiołkowy
piorun
czeluść ma na imię oklaski
do obrywania liści posągom
i wszystkie noże posmarowane jodyną
mgłą
żyrafy
bez parasola
nasz adres:
prześcieradło się po nim lepi
osioł zbankrutowanym kotem
w lustrze
obelga całkowicie naprężony w wodzie
55 milionów lat świetlnych od nas
pięknie się wije
krowa
konduktor
zamazana
w drodze do po nic
gdzie jest dżem?
szczur
kurz śpi na talerzu i pogrzebie
w uśmiechu poręcznym
światła krwią
ręka sunie po udzie
ukłony
paznokieć
gigantyczny
inną postać tli się w każdej postaci
byk
twarzą ostemplowany
borówką
torpedą
blizna
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
jamnik tenorem urzędu
w klatce
w kropli
w powiększeniu
szyja inwazji krocze
w przebraniu
hotel kamienny scyzoryk
kakao
papieża
wielkości wiatru zdeptanego z szyby
czas się w nas umówił z nikim
proszę zamknąć oczy gitarze
w pomidorowej
w czeskiej wiosce
tajny piorun ostrzy mocarstwa
za pomocą gdyby
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza