odra tatusiowi

odra zabiła matkę
drogą polna
karaluch ciepły jabłkowy
szpak
blizna
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
piorun
deszcz korbką malowany
srebrnokulawy
w kierunku macicy
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
nieruchomo
i szczypiące trawę jelenie
plemniki dojrzewają w najądrzach
czarne plamki na liściach klonowych
życie to nic z tych rzeczy
i wszystkie noże posmarowane jodyną
olbrzyma
melania trump odwiedza sierociniec
widłoząb miotlasty
wyrasta
czas się w nas umówił z nikim
szczerze
ukryty w przymrozku
jeż czyha w zakonie
zręcznie
nieziemskiej urody
nie do oderwania od pustki
żal do czyszczenia zdrętwiałych wyobraźni
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
pilota
żadnego teraz żadnego nigdy
harfa
czyha
kotem
w puszce
przewrócony
taka jest sprawiedliwość
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
tramwajem zarosłe
szympanse przeglądają się w oknach
flanela
zdyszany szpieg w istocie olejek
idiota wyje pomidory
jak wrośniak szorstki
igła
stąd że nie ma żadnego stąd
krawiec w postaci ulewy
żyrafy
pędzi
motyl w postaci cielska
w lustrze
olej na płótnie
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
kakao
nietknięty
borówką
mandolina zamiast wiosny
gnojanka żółtawa
obsesji
przez cały listopad
powiesiła się
praca czyni kopią
kobra
teofan grek maluje koronkowe majtki
zawadził
oby bozia dał
jabłonki
szpileczka czerniejąca
najeżony
nerwicy
proboszczem
człowiek służy też do podlewania ziemi
do zatopienia
obraduje
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
nurek składany nikomu
wyje
w domu schadzek
pod wpływem oczywistego cudu
kangur
w uśmiechu poręcznym
rekin
każdy się rodzi we własnej przepaści
krowa
wilgotna
albrecht dürer płynie na zelandię
425 mln lat temu
muskularny zad
huśtawka
mowa ciała sekunda
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
ciemniejący w światło
gdzie popadnie
oczodołami
kominiarz bez ćwierci
osioł zbankrutowanym kotem
szczudeł tupot
w każdej postaci
w podmiejskiej kolejce
sarna spotyka sarnę
podrapana
smród to marka gówna uśmiech człowieka
również wystaje z każdej rzeczy
niewyklepany przez otoczenie
głaz bezgłowego pilota szkoli
błękitny
rycerz na koninie
szczur
gigantyczny
mydło
w trakcie zaciągania się do spowiedzi
puszczyk zanurza się śniegu
w trakcie obojętności
żmija
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
w kropli
tajny piorun ostrzy mocarstwa
jest taki pociąg dlaczego
o prawidłowej echostrukturze
jakie pytanie taka krew
na schodach
w klatce
siekierą
szpak w puszce wieczór nietknięty
najczyściejszej próby
wchodzi
koniec przebiega najpierw
oraz rozszczepka pospolita
obywatele istnieją by służyć państwu
mgłą
paryżanka
i drobne konkrementy żółciowe
hotel kamienny scyzoryk
i łzawnik rozciekliwy
igła w oko puka
torpedą
jabłonki wychodzą z nor
brzegiem i krwią
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
kwiaty plują
w półmroku
rybą
widząc że nie ma nikogo
inną postać tli się w każdej postaci
w trakcie przedrzeźniania mew
porcelanowa strzelanina
krzyk zarasta bulwary
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
krążąc wokół ziemi
okoliczności
koza spoglądajaca na drzewo
nim się pojawi
55 milionów lat świetlnych od nas
księżyc zgasło
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
wiosłują
z ręką na sercu
czarna cykada chwyta się gałęzi
po dwóch sekundach
słoń na druty tyje
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
przemieszcza się kura olbrzyma
w obcisłej spódnicy
bez parasola
na odludnej wyspie
pokaż zęby i popatrz na mnie
o ośmiu wargach
trzustka prawidłowej wielkości
w rzeczywistości
daleko mu do spiewu płetwali
temu winien
u którego lęku mieszkasz?
porostnica wielokształtna
a ty do której masarni należysz?
strzępek błyszczący
ja do rzeźni jadę
wartość tuczna i rzeźna
blizna dokonuje osoby
pokrzywie dłoń wyrasta
dialekt dzierżawi rolnika
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
pęknięty
dzwonnica bez kałuży
na połamanym krześle
paznokieć
ostatnia stroma królewna
kropla przerywa węgorza
w milczenie zawinięte
sową
słowa wdychają się przez inne
człowiek nie do oderwania od smyczy
prześcieradło się po nim lepi
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
świat nie do oderwania od wzroku
pięknie się wije
obłok
wyzwolony
pyskaty
wygląda ze smoczej jamy
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
w garażu
jeż
pośród lodów arktyki
łotr na apostole uchylając powiekę
cytat nakręca mydło
pyskaty krucyfiks
snu
mucha
sromotnik bezwstydny
głód bez kolców
w przebłysku samotności
drapieżny
i inne niepodobne
biegnie przez grząski jesienny las
patelnia wyglądająca jak żywa
a początek nie ma końca
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
dozgonnie powleczony nadzieją
innego ratunku nie ma
w trakcie zabliźniania się skrzydeł na moście
mielony
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
drapieżny zemdlał tygrys
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
statek
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
dziurawy fortepian widzi
po północnej stronie krateru schröter
włóczka podwórek
przez trojańskie pola
tygrys
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
w halce
piach rozkwita
snu muszlo nasza
mruga pogrzebacz
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
jest nierozsłowny widnokrąg
małpa śpiewająca na drzewie
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
rzęsa
piła olbrzyma weryfikuje
leżał owad w locie
konduktor
w postaci rosy
z turkusowym kamieniem
ze stali niepojętej
masło się stara
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
światła krwią
śnieg wymiotuje
papieża
w locie
twarzą ostemplowany
kosmos ma miejsce w lupie
zamazana
bez kolców
jamnik tenorem urzędu
na tylnych łapach
w szyfonowej sukni
kalarepa
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
proszę zamknąć oczy gitarze
tenorem
tli się
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
jej ciało oplatają węże
chuj odziedziczył naród
kochanek
każda rzecz jest żadna
burzy się jagnię zapina szelki
piłkarzy chorych na aids
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
w drodze do po nic
pasmem i odtąd
w przebraniu
nagi bez klucza
tako rzeczą czamorro
bagnista ujada rzęsa
chwiliwarta
aorta brzuszna nieposzerzona
w porządku własnym
nasz adres:
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
do obrywania liści posągom
david attenborough poświadcza
czeluść ma na imię oklaski
fiołkowy
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
sprężyna
w kiełbasie
płonie
w powiększeniu
w czeskiej wiosce
kura lepka kangur przewrócony władza drań
kto zdechnie wcześniej?
powraca
pokryte meszkiem
baranku boży
wypełniony treścią ropną
larwa
na linii lewki – hajnówka
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
bez oczu
w pomidorowej
w miniówie
but cebulowy nerwicy
musisz to zobaczyć
są światła widzialne i nie
lufcikiem
do mądrości się przytrafia
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
w trakcie podchodzania do lądowania w krwistym kisielu sławy
krokodyl
na antenie
szklany
jaskrawiec zwodniczy
osioł
światła
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
alpinista w futrze na antenie
w czasie wytrysku
lotnisko
w studni
zawsze nas coś omija
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
z niegojącą się raną pachwiny
w futrze
ukłony
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
chodziłam po tamtym świecie
nie do oderwania od mroku
gdzie jest dżem?
niepodłączony
teraz obietnica
tonie
dziecko i narośl
wandale podlewają kwiatki
dziś to baśń bez dna
do góry nogami
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
biegnie
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
fryzura bez kierowcy
a pan daleko?
w kolorze ukrytym
jedno jest pewne
grad
bóg nie do oderwania od wszy
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
w czerwonej pieczarze
wyprostowany bez odpowiedzi
karaluch
z paniką
jakie to piękne!
byk
ręka sunie po udzie
morze karłów przewozi oliwa
pomachajcie tatusiowi