nie ma nigdy

nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
kangur
dozgonnie powleczony nadzieją
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
dzwonnica bez kałuży
chuj odziedziczył naród
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
z niegojącą się raną pachwiny
gdzie jest dżem?
wypełniony treścią ropną
w garażu
odra zabiła matkę
hotel kamienny scyzoryk
sową
rekin
cytat nakręca mydło
w klatce
fiołkowy
szczur
jeż
w szyfonowej sukni
życie to nic z tych rzeczy
koniec przebiega najpierw
motyl w postaci cielska
z ręką na sercu
również wystaje z każdej rzeczy
wrośniak szorstki
bez oczu
dziecko i narośl
przez trojańskie pola
niepodłączony
każda rzecz jest żadna
innego ratunku nie ma
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
srebrnokulawy
brzegiem i krwią
dążąc do doskonałości
tonie
szpak w puszce wieczór nietknięty
kosmos ma miejsce w lupie
pokrzywie dłoń wyrasta
każdy się rodzi we własnej przepaści
proboszczem
ukryty w przymrozku
na schodach
za pomocą gdyby
po północnej stronie krateru schröter
obsesji
z turkusowym kamieniem
strzępek błyszczący
nurek składany nikomu
kakao
osioł
czarna cykada chwyta się gałęzi
na tylnych łapach
w miniówie
w czerwonej pieczarze
szpileczka czerniejąca
wyzwolony
zdyszany szpieg w istocie olejek
taka jest sprawiedliwość
szyja inwazji krocze
księżyc zgasło
nieziemskiej urody
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
nasz adres:
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
śnieg wymiotuje
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
pyskaty krucyfiks
o ośmiu wargach
przemieszcza się kura olbrzyma
larwa
porostnica wielokształtna
do obrywania liści posągom
pyskaty
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
snu muszlo nasza
piła olbrzyma weryfikuje
nerwicy
chwiliwarta
dziś to baśń bez dna
dozgonnie
śmierć – długo się na nią czeka ale warto
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
nietknięty
do góry nogami
chodziłam po tamtym świecie
i inne niepodobne
łotr na apostole uchylając powiekę
w okrutnej litanii
oczodołami
borówką
przenajświętsza jest msza mijania się na ulicy
karaluch ciepły jabłkowy
rycerz na koninie
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
w futrze
tajny piorun ostrzy mocarstwa
porcelanowa strzelanina
zręcznie
kochanek
melania trump odwiedza sierociniec
jamnik tenorem urzędu
pięknie się wije
widząc że nie ma nikogo
błękitny
piorun
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
po dwóch sekundach
statek
w kierunku macicy
wielkości za późno
skoro
na antenie
śpiewa zabita pluskiewką
praca czyni kopią
wyje
w półmroku
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
mgłą
pilota
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
dziurawy fortepian widzi
żal do czyszczenia zdrętwiałych wyobraźni
blizna dokonuje osoby
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
morze karłów przewozi oliwa
na odludnej wyspie
szczerze
słoń na druty tyje
inną postać tli się w każdej postaci
plemniki dojrzewają w najądrzach
deszcz korbką malowany
ostatnia stroma królewna
w domu schadzek
ciemniejący w światło
papieża
gniazda ech czarnych
burzy się jagnię zapina szelki
ręka sunie po udzie
okoliczności
bez parasola
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
jest nierozsłowny widnokrąg
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
david attenborough poświadcza
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
obelga całkowicie naprężony w wodzie
masło się stara
pomachajcie tatusiowi
krowa
wilgotna
w milczenie zawinięte
słowa wdychają się przez inne
w kompletnej ciemności pod wodą
w uśmiechu poręcznym
ze stali niepojętej
szczudeł tupot
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
paznokieć
pędzi
głód bez kolców
kotem
mucha
flanela
jaskrawiec zwodniczy
drobinkami
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
wyrasta
but cebulowy nerwicy
jakie to piękne!
płonie
w przebłysku samotności
światła krwią
pod wpływem oczywistego cudu
kominiarz bez ćwierci
aorta brzuszna nieposzerzona
wyprostowany bez odpowiedzi
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
czyha
człowiek jest w sobie tylko z lotu ptaka
pośród lodów arktyki
fryzura bez kierowcy
425 mln lat temu
pokaż zęby i popatrz na mnie
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
w trakcie zabliźniania się skrzydeł na moście
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
igła w oko puka
żadnego teraz żadnego nigdy
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
powiesiła się
w kropli
nim się pojawi
powraca
tli się
w kolorze ukrytym
najeżony
tygrys
ukłony
w lustrze
baranku boży
w drodze do po nic
o prawidłowej echostrukturze
temu winien
w obcisłej spódnicy
szympanse przeglądają się w oknach
biegnie
kropla przerywa węgorza
są światła widzialne i nie
wielkości wiatru zdeptanego z szyby
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
karaluch
tako rzeczą czamorro
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
czas się w nas umówił z nikim
gdzie popadnie
do mądrości się przytrafia
grad
małpa śpiewająca na drzewie
kalarepa
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
u którego lęku mieszkasz?
potwór przysięga
w pomidorowej
jedno jest pewne
w czeskiej wiosce
krawiec w postaci ulewy
idiota wyje pomidory
piłkarzy chorych na aids
prześcieradło się po nim lepi
najważniejsze to zwłoki nieistotnego
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
olbrzyma
nieruchomo
biegnie przez grząski jesienny las
kurz śpi na talerzu i pogrzebie
szpak
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
jest taki pociąg dlaczego
w studni
leżał owad w locie
sromotnik bezwstydny
zawadził
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
krokodyl
dialekt dzierżawi rolnika
w postaci rosy
gigantyczny
lotnisko
proszę zamknąć oczy gitarze
oby bozia dał
snu
alpinista w futrze na antenie
w czasie wytrysku
wandale podlewają kwiatki
wartość tuczna i rzeźna
człowiek nie do oderwania od smyczy
piach rozkwita
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
puszczyk zanurza się śniegu
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
jej ciało oplatają węże
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
obraduje
daleko mu do spiewu płetwali
niewidzialne łączy świat na części
wchodzi
nie do oderwania od pustki
lufcikiem
i wszystkie noże posmarowane jodyną
patelnia wyglądająca jak żywa
włóczka podwórek
widłoząb miotlasty
tramwajem zarosłe
przewrócony
mandolina zamiast wiosny
na połamanym krześle
osioł zbankrutowanym kotem
w przebraniu
żyrafy
pęknięty
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
kobra
sprężyna
jakie pytanie taka krew
kwiaty plują
w trakcie przedrzeźniania mew
w trakcie zaciągania się do spowiedzi
najczyściejszej próby
wielkości niezapisanej myśli
nie do oderwania od mroku
i drobne konkrementy żółciowe
ja do rzeźni jadę
teofan grek maluje koronkowe majtki
rybą
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
w rzeczywistości
w podmiejskiej kolejce
światła
w trakcie obojętności
obywatele istnieją by służyć państwu
z paniką
a początek nie ma końca
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
drapieżny zemdlał tygrys
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
konduktor
wygląda ze smoczej jamy
bagnista ujada rzęsa
55 milionów lat świetlnych od nas
dźwig do suszenia sutann
zawsze nas coś omija
w trakcie włamywaniu zębów
cierń oka szelest
żmija
mruga pogrzebacz
huśtawka
niewyklepany przez otoczenie
rzęsa
salony meblowe szczekają w zwolnionym tempie
kto zdechnie wcześniej?
w każdej postaci
człowiek służy też do podlewania ziemi
na linii lewki – hajnówka
obłok
jeż czyha w zakonie
jabłonki wychodzą z nor
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
stąd że nie ma żadnego stąd
i szczypiące trawę jelenie
harfa
albrecht dürer płynie na zelandię
w porządku własnym
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
smród to marka gówna uśmiech człowieka
mydło
krzyk zarasta bulwary
bez kolców
przez cały listopad
krążąc wokół ziemi
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
koza spoglądajaca na drzewo
drogą polna
tenorem
w locie
w kiełbasie
to maska rozpaczy
paryżanka
w puszce
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
sarna spotyka sarnę
w halce
wiosłują
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
blizna
byk
w zwolnionym tempie
zamazana
czarne plamki na liściach klonowych
świat nie do oderwania od wzroku
gnojanka żółtawa
w trakcie podchodzania do lądowania w krwistym kisielu sławy
drapieżny
twarzą ostemplowany
w powiększeniu
czeluść ma na imię oklaski
szklany
głaz bezgłowego pilota szkoli
mielony
masz imię – jesteś fikcją
olej na płótnie
jabłonki
siekierą
myśl mieszka drobinkami nigdy
jechałem na wróbelku jechałem sam
bóg nie do oderwania od wszy
kura lepka kangur przewrócony władza drań
mowa ciała sekunda
torpedą
nagi bez klucza
musisz to zobaczyć
podrapana
a pan daleko?
muskularny zad
drobinkami nigdy