lotnisko bez klucza

lotnisko
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
piłkarzy chorych na aids
człowiek nie do oderwania od smyczy
w lustrze
w kiełbasie
wyprostowany bez odpowiedzi
każda rzecz jest żadna
czarne plamki na liściach klonowych
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
jaskrawiec zwodniczy
nie do oderwania od pustki
musisz to zobaczyć
bagnista ujada rzęsa
srebrnokulawy
ziemią przysypana
na połamanym krześle
tajny piorun ostrzy mocarstwa
krowa
nieziemskiej urody
a pan daleko?
pośród lodów arktyki
jest taki pociąg dlaczego
grad
gmatwica chropowata
temu winien
strzępek błyszczący
po północnej stronie krateru schröter
ciemniejący w światło
aorta brzuszna nieposzerzona
nie do oderwania od mroku
szpak
śmigło do przeszczepiania głów
czyha
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
o prawidłowej echostrukturze
wrośniak szorstki
człowiek służy też do podlewania ziemi
widłoząb miotlasty
najeżony
w półmroku
ukryty w przymrozku
jabłonki
ukłony
w postaci rosy
bóg nie do oderwania od wszy
sarna spotyka sarnę
jabłonki wychodzą z nor
w kierunku macicy
płonie
jest nierozsłowny widnokrąg
agrest pada
nim się pojawi
deszcz korbką malowany
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
kalarepa
słowa wdychają się przez inne
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
do góry nogami
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
gdzie jest dżem?
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
osioł zbankrutowanym kotem
z ręką na sercu
jeż czyha w zakonie
oby bozia dał
głód bez kolców
szczerze
snu
pod wpływem oczywistego cudu
kosmos ma miejsce w lupie
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
wyje
porcelanowa strzelanina
po dwóch sekundach
szczudeł tupot
a ty do której masarni należysz?
wypełniony treścią ropną
biegnie przez grząski jesienny las
puszczyk zanurza się śniegu
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
i drobne konkrementy żółciowe
dozgonnie powleczony nadzieją
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
obywatele istnieją by służyć państwu
włóczka podwórek
w powiększeniu
zręcznie
w każdej postaci
pilota
tramwajem zarosłe
w drodze do po nic
pomachajcie tatusiowi
wartość tuczna i rzeźna
gigantyczny
człowiek jest tym którym nie chce być
w szyfonowej sukni
kura lepka kangur przewrócony władza drań
praca czyni kopią
gdzie popadnie
but cebulowy nerwicy
jakie pytanie taka krew
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
papieża
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
w halce
nerwicy
kropla przerywa węgorza
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
rozsypane
o ośmiu wargach
a początek nie ma końca
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
światła krwią
rycerz na koninie
szympanse przeglądają się w oknach
dialekt dzierżawi rolnika
bananów
w obcisłej spódnicy
z paniką
księżyc zgasło
paryżanka
rekin
425 mln lat temu
statek
śnieg wymiotuje
niepodłączony
pionowne
do obrywania liści posągom
blizna dokonuje osoby
wczesnopierzasta
do zatopienia
w futrze
pęknięty
małpa śpiewająca na drzewie
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
z niegojącą się raną pachwiny
okoliczności
zawadził
stąd że nie ma żadnego stąd
są światła widzialne i nie
szklany
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
w trakcie obojętności
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
ja do rzeźni jadę
drapieżny zemdlał tygrys
nietknięty
sława
pędzi
pięknie się wije
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
krzyk zarasta bulwary
powiesiła się
tenorem
harfa
brzegiem i krwią
osioł
w podmiejskiej kolejce
chodziłam po tamtym świecie
melania trump odwiedza sierociniec
na antenie
odra zabiła matkę
i inne niepodobne
teofan grek maluje koronkowe majtki
prześcieradło się po nim lepi
wyrasta
koniec przebiega najpierw
porostnica wielokształtna
przebiega
fryzura bez kierowcy
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
huśtawka
david attenborough poświadcza
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
w przebłysku samotności
olej na płótnie
jamnik tenorem urzędu
na linii lewki – hajnówka
dziś to baśń bez dna
w domu schadzek
mydło
oczodołami
w czeskiej wiosce
trzustka prawidłowej wielkości
borówką
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
blizna
na tylnych łapach
jeden zrobił to nawet dwukrotnie
szczur
również wystaje z każdej rzeczy
żmija
wandale podlewają kwiatki
kominiarz bez ćwierci
dziecko i narośl
obdarty
kochanek
jedno jest pewne
masło się stara
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
świat nie do oderwania od wzroku
innego ratunku nie ma
chmura
igła
u którego lęku mieszkasz?
leżał owad w locie
drogą polna
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
paznokieć
w kolorze ukrytym
kangur
błękitny
smród to marka gówna uśmiech człowieka
w rzeczywistości
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
snu muszlo nasza
torpedą
wygląda ze smoczej jamy
wiosłują
koza spoglądajaca na drzewo
obsesji
czas się w nas umówił z nikim
daleko mu do spiewu płetwali
zamiana teraz obietnica
larwa
słoń na druty tyje
jeż
błyskotliwy łagodnie duchowny mruga pogrzebacz
sową
pyskaty krucyfiks
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
kakao
kobra
w postaci krzywej
każdy się rodzi we własnej przepaści
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
szpileczka czerniejąca
bez oczu
w porządku własnym
pokrzywie dłoń wyrasta
larwa plemeniem podrapana
krążąc wokół ziemi
mucha
igła w oko puka
przez cały listopad
piach rozkwita
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
wilgotna
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
konduktor
w czasie wytrysku
proboszczem
wyzwolony
ręka sunie po udzie
żyrafy
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
tli się
w postaci ulewy
kto zdechnie wcześniej?
do mądrości się przytrafia
mielony
dostojny popłochem
inną postać tli się w każdej postaci
kwiaty plują
dzwonnica bez kałuży
proszę zamknąć oczy gitarze
życie to nic z tych rzeczy
rybą
byk
piła olbrzyma weryfikuje
piorun
w czerwonej pieczarze
w pomidorowej
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
łotr na apostole uchylając powiekę
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
plemniki dojrzewają w najądrzach
sprężyna
lufcikiem
plemeniem
łzawnik rozciekliwy
karaluch ciepły jabłkowy
kotem
idiota wyje pomidory
tygrys
widząc że nie ma nikogo
szpak w puszce wieczór nietknięty
jej ciało oplatają węże
dziurawy fortepian widzi
nurek składany nikomu
niewyklepany przez otoczenie
rzęsa
to ty?
karaluch
w locie
mruga pogrzebacz
szczebiota mięso
w trakcie przedrzeźniania mew
fiołkowy
w przebraniu
w uśmiechu poręcznym
patelnia wyglądająca jak żywa
w miniówie
muskularny zad
i wszystkie noże posmarowane jodyną
światła
motyl w postaci cielska
tonie
55 milionów lat świetlnych od nas
w studni
tako rzeczą czamorro
albrecht dürer płynie na zelandię
chwiliwarta
z turkusowym kamieniem
i szczypiące trawę jelenie
w kropli
rozszczepka pospolita
zawsze nas coś omija
na odludnej wyspie
przemieszcza się kura olbrzyma
krokodyl
przez trojańskie pola
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
samica już odbyta
wchodzi
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
chuj odziedziczył naród
w milczenie zawinięte
alpinista w futrze na antenie
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
pyskaty
czarna cykada chwyta się gałęzi
bez parasola
cytat nakręca mydło
olbrzyma
bez kolców
baranku boży
taka jest sprawiedliwość
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
hotel kamienny scyzoryk
drapieżny
bagnista
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
żadnego teraz żadnego nigdy
ogromnieje do pustki
ze stali niepojętej
obłok
sromotnik bezwstydny
przewrócony
w ciarkach zniewagi
siekierą
zamazana
mgłą
mowa ciała sekunda
w pułapce miar
w garażu
obraduje
w puszce
w klatce
podrapana
nieruchomo
mandolina zamiast wiosny
flanela
okazało się że to prawda
twarzą ostemplowany
morze karłów przewozi oliwa
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
głaz bezgłowego pilota szkoli
najczyściejszej próby
powraca
na schodach
gnojanka żółtawa
burzy się jagnię zapina szelki
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
krawiec w postaci ulewy
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
biegnie
pokryte meszkiem
nasz adres:
jakie to piękne!
nagi bez klucza
w trakcie obojętności
krokodyl
błękitny
chropowaty snu naszyjnik
w wilczurze
flanela
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
koza spoglądajaca na drzewo
pokrywka w bażancie stuka
na antenie
patelnia wyglądająca jak żywa
jabłonki wychodzą z nor
śnieg wymiotuje
piła olbrzyma weryfikuje
inną postać tli się
po dwóch sekundach
bagnista
albo postać połamana
płonie
kto zdechnie wcześniej?
kochanek
albo postać już niepotrzebna
igła
karaluch ciepły jabłkowy
tym co wyrzucisz tym będziesz lżejszy
słoń na druty tyje
z turkusowym kamieniem
oczodołami
osioł zbankrutowanym kotem
w nikąd dorosły
srebrnokulawy
jedno jest pewne
pyskaty krucyfiks
niewyklepany przez otoczenie
światła
chciałabym umrzeć
dzwonnica bez kałuży
ukłony
szpak
wandale podlewają kwiatki
statek
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
tramwajem zarosłe
czym zbierać czas?
cytat nakręca mydło
rzęsa
księżyc zgasło
wyje
łotr na apostole uchylając powiekę
głaz bezgłowego pilota szkoli
pod wpływem oczywistego cudu
w postaci ulewy
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
dozgonnie powleczony nadzieją
agrest pada
najeżony
melania trump odwiedza sierociniec
w uśmiechu poręcznym
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
bez parasola
burzy się jagnię zapina szelki
snu muszlo nasza
z człowieka wyczyszczony
o prawidłowej echostrukturze
karaluch
to obietnica śmierci
kakao
wygląda ze smoczej jamy
w kolejce do ścięcia
bez kolców
pędzi
zawadził
obywatele istnieją by służyć państwu
dziś to baśń bez dna
wypełniony treścią ropną
na schodach
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
mucha
albo postać porzucona
alpinista w futrze na antenie
domysłem świat świeci
ciało ma postać stróżki
jeż czyha w zakonie
kobra nacina przyjęcie
tygrys
david attenborough poświadcza
głęboka
w kolorze ukrytym
daleko mu do spiewu płetwali
taczka do włosów
w powiększeniu
kotem
słowa wdychają się przez inne
snu
czarne plamki na liściach klonowych
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
jeż
bagnista ujada rzęsa
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
chodziłam po tamtym świecie
o wieczność się napotyka
okɔliczności
obraduje
powiesiła się
noc o krok do zatopienia
zagląda matce pod majtki
o ośmiu wargach
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
plemeniem
w czasie wytrysku
wyprostowany bez odpowiedzi
chuj
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
w rzeczywistości
borówką
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
bez oczu
rycerz na koninie
pyskaty
nieruchomo
piracki balkon żąda pilota
musisz to zobaczyć
w postaci krzywej
rekin
w podmiejskiej kolejce
przemieszcza się kura olbrzyma
sową
innego ratunku nie ma
stuka
lotnisko
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
nurek składany nikomu
bananów
w milczenie zawinięte
zręcznie
temu winien
jest taki pociąg dlaczego
do zatopienia
w lustrze
naprawdę istnieją tylko mniemania
wchodzi
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
w puszce
kosmos ma miejsce w lupie
kroczy
kobra
w postaci rosy
szczudeł tupot
a początek nie ma końca
parasol
nieziemskiej urody
z paniką
podrapana
drapieżny zemdlał tygrys
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
osioł
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
jakie to piękne!
krowa
przez cały listopad
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
w miniówie
klacz
do obrywania liści posągom
światła krwią
jego wysokość
pilota
plemniki dojrzewają w najądrzach
świat nie do oderwania od wzroku
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
okazało się że to prawda
korniszon
w wylęgarni
porcelanowa strzelanina
widząc że nie ma nikogo
smród to marka gówna uśmiech człowieka
pokrywka
żmija
albo postać rozlana
w domu schadzek
i szczypiące trawę jelenie
piach rozkwita
i drobne konkrementy żółciowe
mydło
kropla przerywa węgorza
idiota wyje pomidory
kura
olej na płótnie
powraca
zaśnieżonych
nie do oderwania od mroku
lufcikiem
szczerze
krążąc wokół ziemi
morze karłów przewozi oliwa
gigantyczny
pośród lodów arktyki
wczesnopierzasta
człowiek jest tym którym nie chce być
życie to nic z tych rzeczy
człowiek nie do oderwania od smyczy
stąd że nie ma żadnego stąd
pięknieje
samica już odbyta
kominiarz bez ćwierci
ptak się kończy
brzegiem i krwią
fiołkowy
sarna spotyka sarnę
obłok
byk
ukryty w przymrozku
ręka sunie po udzie
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
wartość tuczna i rzeźna
w trakcie przedrzeźniania mew
wagonów widelec w pobliżu błądzi
z ręką na sercu
w czerwonej pieczarze
trzustka prawidłowej wielkości
na odludnej wyspie
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
to najlepsza ochrona przed zarazą
chuj odziedziczył naród
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
są światła widzialne i nie
surowy
do góry nogami
ja do rzeźni jadę
sedno bez izolacji
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
rzesza wyjątek
jakie pytanie taka krew
w trakcie zabliźniania się skrzydeł na moście
biegnie przez grząski jesienny las
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
rozsypane
w porządku własnym
oby bozia dał
w drodze do po nic
głód bez kolców
żadnego teraz żadnego nigdy
larwa plemeniem podrapana
sława
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
425 mln lat temu
mgłą
pokryte meszkiem
w obcisłej spódnicy
gdzie popadnie
nim się pojawi
taka jest sprawiedliwość
larwa
sprężyna
w przebraniu
na tylnych łapach
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
wagonów
nietknięty
człowiek służy też do podlewania ziemi
albo postać nieważna
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
a ty do której masarni należysz?
czarna cykada chwyta się gałęzi
prześcieradło się po nim lepi
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
z niegojącą się raną pachwiny
hotel kamienny scyzoryk
albo postać odwrócona
rybą
torpedą
we śnie
każdy się rodzi we własnej przepaści
w szyfonowej sukni
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
huśtawka
jest nierozsłowny widnokrąg
piłkarzy chorych na aids
pęknięty
kangur
w locie
fryzura bez kierowcy
muskularny zad
albo postać nieprzewidziana
albrecht dürer płynie na zelandię
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
to kruchość jest złotem
zdolne do niewysuwania wniosków
proszę zamknąć oczy gitarze
twarzą ostemplowany
potem dziecko jest już tylko na części
nerwicy
drogą polna
tako rzeczą czamorro
w czeskiej wiosce
albo postać na niebie
buja pomarańcz orkiestrą
niewymyty przez wieki
któremu stadu się kłaniasz?
wiosłują
a pan daleko?
w garażu
biegnie
olbrzyma
pomachajcie tatusiowi
jeden zrobił to nawet dwukrotnie
deszcz korbką malowany
w zakonie
jak wyglądało prawdziwe życie
sąsiad
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
mielony
szczur
mowa ciała sekunda
w halce
ciemniejący w światło
do mądrości się przytrafia
tonie
szklany
w trakcie przybijania brzegów do wspomnień
wilgotna
mandolina zamiast wiosny
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
krzyk zarasta bulwary
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
dialekt dzierżawi rolnika
w naczyniu
bóg nie do oderwania od wszy
zamazana
klapki
papieża
kwiaty plują
głowa bez tacy
w studni
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
ze stali niepojętej
konduktor
albo postać do góry nogami
but cebulowy nerwicy
moknie dziewczęca drużyna
u którego lęku mieszkasz?
obdarty
wnikliwa
dziurawy fortepian widzi
w kiełbasie
leżał owad w locie
ciemny
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
dziurawy
w futrze
jabłonki
zawsze nas coś omija
wygrywa ten kto głębiej zapomina
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
pokrzywie dłoń wyrasta
paryżanka
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
igła w oko puka
praca czyni kopią
dziecko i narośl
czyha
koniec przebiega najpierw
wysmukła
proboszczem
i brak obojczyka
wyzwolony
w kropli
paznokieć
na połamanym krześle
w każdej postaci
jamnik tenorem urzędu
harfa
żyrafy
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
również wystaje z każdej rzeczy
w klatce
przez trojańskie pola
co to jest jak
siekierą
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
włóczka podwórek
chwiliwarta
przebiega
aorta brzuszna nieposzerzona
teofan grek maluje koronkowe majtki
czas się w nas umówił z nikim
brzmi
55 milionów lat świetlnych od nas
niepodłączony
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
tenorem
odra zabiła matkę
kura lepka kangur przewrócony władza drań
w półmroku
do barwienia asfaltu
głód
puszczyk zanurza się śniegu
i inne niepodobne
kalarepa
gdzie jest dżem?
masło się stara
blizna dokonuje osoby
odciskiem w duszy
sunie
obsesji
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
w pomidorowej
po północnej stronie krateru schröter
psychiatra na słupie w smoczku zbyt krótkim
blizna
o niej chmarzy ziemia
armata
zadziorna
grad
pięknie się wije
i wszystkie noże posmarowane jodyną
drapieżny
przewrócony
szpak w puszce wieczór nietknięty
wyrasta
chmura
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
szympanse przeglądają się w oknach
małpa śpiewającą na drzewie
aż nic
jej ciało oplatają węże
szczebiota mięso
nagi bez klucza