leżał w futrze

leżał owad w locie
prześcieradło się po nim lepi
mgłą
rybą
kwiaty plują
paryżanka
wczesnopierzasta
krawiec w postaci ulewy
blizna
jeż czyha w zakonie
sarna spotyka sarnę
w postaci rosy
słowa wdychają się przez inne
rozsypane
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
nieruchomo
niepodłączony
olbrzyma
żmija
włóczka podwórek
piła olbrzyma weryfikuje
małpa śpiewająca na drzewie
w szyfonowej sukni
w drodze do po nic
w garażu
w trakcie przedrzeźniania mew
plemeniem
proboszczem
gnojanka żółtawa
w milczenie zawinięte
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
rzęsa
sromotnik bezwstydny
pędzi
zamiana teraz obietnica
taka jest sprawiedliwość
jakie to piękne!
w futrze
musisz to zobaczyć
mowa ciała sekunda
pośród lodów arktyki
krowa
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
rycerz na koninie
jabłonki wychodzą z nor
z ręką na sercu
smród to marka gówna uśmiech człowieka
w locie
piorun
porostnica wielokształtna
tonie
brzegiem i krwią
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
biegnie
w kiełbasie
w kropli
david attenborough poświadcza
muskularny zad
u którego lęku mieszkasz?
wygląda ze smoczej jamy
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
papieża
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
każdy się rodzi we własnej przepaści
motyl w postaci cielska
pod wpływem oczywistego cudu
oczodołami
obdarty
w porządku własnym
dziecko i narośl
larwa plemeniem podrapana
siekierą
w postaci krzywej
snu
szczur
wyprostowany bez odpowiedzi
puszczyk zanurza się śniegu
pięknie się wije
na tylnych łapach
tli się
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
alpinista w futrze na antenie
błyskotliwy łagodnie duchowny mruga pogrzebacz
każda rzecz jest żadna
obywatele istnieją by służyć państwu
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
nurek składany nikomu
koniec przebiega najpierw
chwiliwarta
plemniki dojrzewają w najądrzach
osioł
gigantyczny
tajny piorun ostrzy mocarstwa
okazało się że to prawda
w postaci ulewy
w trakcie obojętności
dziurawy fortepian widzi
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
stąd że nie ma żadnego stąd
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
śmigło do przeszczepiania głów
łotr na apostole uchylając powiekę
bez oczu
krzyk zarasta bulwary
porcelanowa strzelanina
człowiek nie do oderwania od smyczy
but cebulowy nerwicy
gdzie popadnie
w przebraniu
wchodzi
melania trump odwiedza sierociniec
do obrywania liści posągom
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
w podmiejskiej kolejce
proszę zamknąć oczy gitarze
księżyc zgasło
wartość tuczna i rzeźna
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
koza spoglądajaca na drzewo
ze stali niepojętej
kosmos ma miejsce w lupie
igła
niewyklepany przez otoczenie
mydło
szympanse przeglądają się w oknach
w miniówie
do zatopienia
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
zawadził
statek
w czerwonej pieczarze
są światła widzialne i nie
byk
krokodyl
pilota
jeden zrobił to nawet dwukrotnie
płonie
tramwajem zarosłe
widząc że nie ma nikogo
daleko mu do spiewu płetwali
po dwóch sekundach
a pan daleko?
a ty do której masarni należysz?
srebrnokulawy
człowiek jest tym którym nie chce być
wrośniak szorstki
w półmroku
w przebłysku samotności
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
żyrafy
pokryte meszkiem
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
kotem
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
czarne plamki na liściach klonowych
ogromnieje do pustki
czas się w nas umówił z nikim
igła w oko puka
jedno jest pewne
pionowne
bagnista
jest taki pociąg dlaczego
i inne niepodobne
sprężyna
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
patelnia wyglądająca jak żywa
szklany
dziś to baśń bez dna
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
kominiarz bez ćwierci
w klatce
pyskaty
nagi bez klucza
kalarepa
obsesji
gmatwica chropowata
kto zdechnie wcześniej?
na linii lewki – hajnówka
twarzą ostemplowany
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
mucha
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
drapieżny
zręcznie
bez parasola
chmura
przemieszcza się kura olbrzyma
burzy się jagnię zapina szelki
w kolorze ukrytym
425 mln lat temu
baranku boży
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
pyskaty krucyfiks
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
morze karłów przewozi oliwa
wypełniony treścią ropną
sława
kochanek
snu muszlo nasza
jej ciało oplatają węże
kangur
bez kolców
pęknięty
obraduje
cytat nakręca mydło
w czeskiej wiosce
nie do oderwania od mroku
wyzwolony
kropla przerywa węgorza
grad
w halce
ciemniejący w światło
ziemią przysypana
zawsze nas coś omija
człowiek służy też do podlewania ziemi
ja do rzeźni jadę
konduktor
w powiększeniu
teofan grek maluje koronkowe majtki
ukłony
świat nie do oderwania od wzroku
a początek nie ma końca
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
borówką
bagnista ujada rzęsa
masło się stara
piach rozkwita
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
sową
mielony
dialekt dzierżawi rolnika
na połamanym krześle
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
chuj odziedziczył naród
blizna dokonuje osoby
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
jamnik tenorem urzędu
widłoząb miotlasty
odra zabiła matkę
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
życie to nic z tych rzeczy
śnieg wymiotuje
nie do oderwania od pustki
pomachajcie tatusiowi
o ośmiu wargach
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
o prawidłowej echostrukturze
w pułapce miar
szczudeł tupot
strzępek błyszczący
agrest pada
pokrzywie dłoń wyrasta
szpak w puszce wieczór nietknięty
fiołkowy
nietknięty
w domu schadzek
inną postać tli się w każdej postaci
huśtawka
flanela
karaluch
i wszystkie noże posmarowane jodyną
gdzie jest dżem?
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
nerwicy
czarna cykada chwyta się gałęzi
szpileczka czerniejąca
w kierunku macicy
bananów
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
krążąc wokół ziemi
dostojny popłochem
albrecht dürer płynie na zelandię
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
mandolina zamiast wiosny
w rzeczywistości
rozszczepka pospolita
i szczypiące trawę jelenie
najczyściejszej próby
po północnej stronie krateru schröter
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
nim się pojawi
jaskrawiec zwodniczy
wilgotna
aorta brzuszna nieposzerzona
jeż
podrapana
do mądrości się przytrafia
w czasie wytrysku
temu winien
obłok
szczerze
z niegojącą się raną pachwiny
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
bóg nie do oderwania od wszy
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
ukryty w przymrozku
na antenie
również wystaje z każdej rzeczy
nasz adres:
praca czyni kopią
najeżony
drogą polna
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
dozgonnie powleczony nadzieją
jest nierozsłowny widnokrąg
lufcikiem
kobra
chodziłam po tamtym świecie
tako rzeczą czamorro
idiota wyje pomidory
okoliczności
osioł zbankrutowanym kotem
wyje
z paniką
szpak
trzustka prawidłowej wielkości
łzawnik rozciekliwy
piłkarzy chorych na aids
do góry nogami
kura lepka kangur przewrócony władza drań
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
na schodach
samica już odbyta
55 milionów lat świetlnych od nas
rekin
głaz bezgłowego pilota szkoli
oby bozia dał
szczebiota mięso
hotel kamienny scyzoryk
w lustrze
wiosłują
w obcisłej spódnicy
z turkusowym kamieniem
w każdej postaci
tygrys
olej na płótnie
przewrócony
larwa
jakie pytanie taka krew
w pomidorowej
przez cały listopad
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
powiesiła się
tenorem
ręka sunie po udzie
w ciarkach zniewagi
drapieżny zemdlał tygrys
fryzura bez kierowcy
torpedą
powraca
wyrasta
na odludnej wyspie
nieziemskiej urody
harfa
zamazana
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
lotnisko
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
przez trojańskie pola
błękitny
głód bez kolców
innego ratunku nie ma
dzwonnica bez kałuży
przebiega
w studni
światła
czyha
w puszce
karaluch ciepły jabłkowy
kakao
i drobne konkrementy żółciowe
deszcz korbką malowany
światła krwią
paznokieć
słoń na druty tyje
biegnie przez grząski jesienny las
wandale podlewają kwiatki
w uśmiechu poręcznym
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
żadnego teraz żadnego nigdy
mruga pogrzebacz
jabłonki
rycerz na koninie
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
człowiek służy też do podlewania ziemi
prześcieradło się po nim lepi
krążąc wokół ziemi
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
szympanse przeglądają się w oknach
rekin
chwiliwarta
nurek składany nikomu
bez parasola
jeż czyha w zakonie
szczerze
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
gmatwica chropowata
dziurawy fortepian widzi
borówką
chuj odziedziczył naród
szpileczka czerniejąca
paryżanka
mgłą
śnieg wymiotuje
do obrywania liści posągom
w halce
sową
jedno jest pewne
żadnego teraz żadnego nigdy
a początek nie ma końca
tygrys
w czasie wytrysku
fryzura bez kierowcy
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
w drodze do po nic
jeż
przemieszcza się kura olbrzyma
słoń na druty tyje
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
425 mln lat temu
tramwajem zarosłe
w kiełbasie
wypełniony treścią ropną
innego ratunku nie ma
w czerwonej pieczarze
widząc że nie ma nikogo
wartość tuczna i rzeźna
blizna dokonuje osoby
huśtawka
księżyc zgasło
cytat nakręca mydło
po dwóch sekundach
niewyklepany przez otoczenie
o prawidłowej echostrukturze
w trakcie obojętności
snu
dozgonnie powleczony nadzieją
piach rozkwita
rybą
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
gdzie jest dżem?
pilota
tli się
kwiaty plują
pionowne
jakie to piękne!
w kierunku macicy
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
jest nierozsłowny widnokrąg
na połamanym krześle
oczodołami
życie to nic z tych rzeczy
na odludnej wyspie
siekierą
krzyk zarasta bulwary
ogromnieje do pustki
proszę zamknąć oczy gitarze
w każdej postaci
ręka sunie po udzie
dzwonnica bez kałuży
przez trojańskie pola
błękitny
krowa
porostnica wielokształtna
kangur
flanela
wyprostowany bez odpowiedzi
również wystaje z każdej rzeczy
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
piła olbrzyma weryfikuje
w uśmiechu poręcznym
w studni
zawsze nas coś omija
bagnista ujada rzęsa
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
byk
piorun
żyrafy
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
błyskotliwy łagodnie duchowny mruga pogrzebacz
snu muszlo nasza
pyskaty
w kropli
u którego lęku mieszkasz?
w podmiejskiej kolejce
wygląda ze smoczej jamy
stąd że nie ma żadnego stąd
czas się w nas umówił z nikim
obsesji
daleko mu do spiewu płetwali
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
ukryty w przymrozku
czyha
torpedą
powraca
w trakcie przedrzeźniania mew
hotel kamienny scyzoryk
baranku boży
łzawnik rozciekliwy
tenorem
musisz to zobaczyć
są światła widzialne i nie
w klatce
nieziemskiej urody
bez kolców
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
55 milionów lat świetlnych od nas
kura lepka kangur przewrócony władza drań
kakao
lufcikiem
szczur
obywatele istnieją by służyć państwu
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
wrośniak szorstki
temu winien
z ręką na sercu
osioł
paznokieć
teofan grek maluje koronkowe majtki
w lustrze
w garażu
aorta brzuszna nieposzerzona
olej na płótnie
płonie
słowa wdychają się przez inne
w półmroku
chodziłam po tamtym świecie
światła krwią
człowiek nie do oderwania od smyczy
nasz adres:
nagi bez klucza
chmura
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
igła w oko puka
ukłony
jeden zrobił to nawet dwukrotnie
szczebiota mięso
ciemniejący w światło
w porządku własnym
alpinista w futrze na antenie
masło się stara
świat nie do oderwania od wzroku
twarzą ostemplowany
na linii lewki – hajnówka
kominiarz bez ćwierci
gigantyczny
papieża
żmija
leżał owad w locie
porcelanowa strzelanina
pośród lodów arktyki
koniec przebiega najpierw
motyl w postaci cielska
w pułapce miar
trzustka prawidłowej wielkości
jest taki pociąg dlaczego
krawiec w postaci ulewy
srebrnokulawy
bez oczu
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
koza spoglądajaca na drzewo
mruga pogrzebacz
tonie
czarna cykada chwyta się gałęzi
idiota wyje pomidory
wyje
obraduje
w pomidorowej
jej ciało oplatają węże
każda rzecz jest żadna
w domu schadzek
sarna spotyka sarnę
ze stali niepojętej
pokryte meszkiem
burzy się jagnię zapina szelki
wyzwolony
nieruchomo
szpak
plemeniem
inną postać tli się w każdej postaci
kalarepa
konduktor
w czeskiej wiosce
karaluch ciepły jabłkowy
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
nie do oderwania od pustki
dostojny popłochem
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
lotnisko
i wszystkie noże posmarowane jodyną
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
światła
zawadził
samica już odbyta
człowiek jest tym którym nie chce być
blizna
sromotnik bezwstydny
larwa
nerwicy
zamazana
do zatopienia
w postaci krzywej
w rzeczywistości
bananów
piłkarzy chorych na aids
do mądrości się przytrafia
w locie
szklany
bagnista
w szyfonowej sukni
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
biegnie
statek
do góry nogami
kosmos ma miejsce w lupie
najczyściejszej próby
wyrasta
w obcisłej spódnicy
włóczka podwórek
szpak w puszce wieczór nietknięty
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
dialekt dzierżawi rolnika
przez cały listopad
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
na tylnych łapach
czarne plamki na liściach klonowych
głaz bezgłowego pilota szkoli
pęknięty
olbrzyma
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
biegnie przez grząski jesienny las
i inne niepodobne
tajny piorun ostrzy mocarstwa
dziś to baśń bez dna
szczudeł tupot
jakie pytanie taka krew
obdarty
grad
but cebulowy nerwicy
w ciarkach zniewagi
w powiększeniu
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
po północnej stronie krateru schröter
z paniką
sprężyna
okoliczności
pomachajcie tatusiowi
małpa śpiewająca na drzewie
proboszczem
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
najeżony
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
a pan daleko?
wandale podlewają kwiatki
śmigło do przeszczepiania głów
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
david attenborough poświadcza
brzegiem i krwią
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
w milczenie zawinięte
wilgotna
sława
osioł zbankrutowanym kotem
przebiega
odra zabiła matkę
na antenie
gdzie popadnie
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
mydło
niepodłączony
podrapana
wczesnopierzasta
w miniówie
każdy się rodzi we własnej przepaści
dziecko i narośl
w przebłysku samotności
kto zdechnie wcześniej?
kochanek
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
a ty do której masarni należysz?
oby bozia dał
wiosłują
muskularny zad
okazało się że to prawda
jabłonki wychodzą z nor
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
obłok
praca czyni kopią
wchodzi
w kolorze ukrytym
nietknięty
pyskaty krucyfiks
pokrzywie dłoń wyrasta
z niegojącą się raną pachwiny
zręcznie
rozszczepka pospolita
nie do oderwania od mroku
pędzi
w puszce
harfa
kotem
kobra
bóg nie do oderwania od wszy
i szczypiące trawę jelenie
powiesiła się
tako rzeczą czamorro
jaskrawiec zwodniczy
deszcz korbką malowany
w postaci rosy
w postaci ulewy
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
mowa ciała sekunda
na schodach
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
drogą polna
drapieżny zemdlał tygrys
gnojanka żółtawa
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
plemniki dojrzewają w najądrzach
pięknie się wije
krokodyl
w przebraniu
albrecht dürer płynie na zelandię
nim się pojawi
kropla przerywa węgorza
widłoząb miotlasty
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
larwa plemeniem podrapana
głód bez kolców
jamnik tenorem urzędu
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
rozsypane
igła
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
pod wpływem oczywistego cudu
strzępek błyszczący
puszczyk zanurza się śniegu
fiołkowy
przewrócony
melania trump odwiedza sierociniec
drapieżny
ja do rzeźni jadę
łotr na apostole uchylając powiekę
taka jest sprawiedliwość
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
z turkusowym kamieniem
agrest pada
mucha
mielony
morze karłów przewozi oliwa
smród to marka gówna uśmiech człowieka
o ośmiu wargach
karaluch
mandolina zamiast wiosny
jabłonki
i drobne konkrementy żółciowe
ziemią przysypana
patelnia wyglądająca jak żywa
rzęsa
w futrze