larwa ulewy

larwa plemeniem podrapana
paryżanka
chuj odziedziczył naród
pędzi
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
powiesiła się
zawadził
nieruchomo
pionowne
z ręką na sercu
kotem
cytat nakręca mydło
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
osioł
zamazana
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
ukryty w przymrozku
425 mln lat temu
po dwóch sekundach
okɔliczności
piła olbrzyma weryfikuje
w halce
w lustrze
na schodach
szpileczka czerniejąca
nagi bez klucza
deszcz korbką malowany
siekierą
łotr na apostole uchylając powiekę
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
szpak w puszce wieczór nietknięty
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
but cebulowy nerwicy
smród to marka gówna uśmiech człowieka
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
u którego lęku mieszkasz?
na połamanym krześle
jakie to piękne!
światła krwią
kakao
jaskrawiec zwodniczy
albrecht dürer płynie na zelandię
mgłą
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
55 milionów lat świetlnych od nas
piłkarzy chorych na aids
szpak
torpedą
fryzura bez kierowcy
człowiek jest tym którym nie chce być
widłoząb miotlasty
obłok
wilgotna
bananów
inną postać tli się w każdej postaci
jeż
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
powraca
czarna cykada chwyta się gałęzi
rozszczepka pospolita
i drobne konkrementy żółciowe
bagnista ujada rzęsa
śnieg wymiotuje
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
samica już odbyta
i szczypiące trawę jelenie
pomachajcie tatusiowi
wchodzi
po północnej stronie krateru schröter
obywatele istnieją by służyć państwu
mydło
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
jabłonki wychodzą z nor
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
twarzą ostemplowany
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
wygląda ze smoczej jamy
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
w postaci ulewy
a początek nie ma końca
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
hotel kamienny scyzoryk
podrapana
kangur
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
koniec przebiega najpierw
pyskaty krucyfiks
zamiana teraz ɔbietnica
słoń na druty tyje
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
w drodze do po nic
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
widząc że nie ma nikogo
jamnik tenorem urzędu
kropla przerywa węgorza
dzwonnica bez kałuży
odra zabiła matkę
w studni
jeż czyha w zakonie
błękitny
w pułapce miar
snu muszlo nasza
w garażu
alpinista w futrze na antenie
chmura
nie do oderwania od pustki
okazało się że to prawda
na odludnej wyspie
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
sową
trzustka prawidłowej wielkości
david attenborough poświadcza
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
musisz to zobaczyć
papieża
kwiaty plują
flanela
statek
chodziłam po tamtym świecie
niepodłączony
głaz bezgłowego pilota szkoli
sprężyna
płonie
pokryte meszkiem
czyha
gdzie popadnie
przemieszcza się kura olbrzyma
kominiarz bez ćwierci
przez trojańskie pola
w locie
bagnista
zręcznie
mandolina zamiast wiosny
igła
krążąc wokół ziemi
wyprostowany bez odpowiedzi
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
szczur
leżał owad w locie
kochanek
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
w kiełbasie
harfa
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
jej ciało oplatają węże
a ty do której masarni należysz?
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
wandale podlewają kwiatki
motyl w postaci cielska
dziecko i narośl
puszczyk zanurza się śniegu
najczyściejszej próby
w rzeczywistości
kosmos ma miejsce w lupie
porcelanowa strzelanina
na linii lewki – hajnówka
kto zdechnie wcześniej?
czas się w nas umówił z nikim
szczebiota mięso
i inne niepodobne
do obrywania liści posągom
przez cały listopad
paznokieć
srebrnokulawy
rozsypane
olej na płótnie
mucha
w czerwonej pieczarze
patelnia wyglądająca jak żywa
z turkusowym kamieniem
igła w oko puka
tajny piorun ostrzy mocarstwa
nietknięty
rekin
chwiliwarta
jabłonki
karaluch ciepły jabłkowy
konduktor
gnojanka żółtawa
krzyk zarasta bulwary
jest taki pociąg dlaczego
gigantyczny
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
teofan grek maluje koronkowe majtki
pośród lodów arktyki
w puszce
a pan daleko?
jedno jest pewne
bez oczu
w czeskiej wiosce
do góry nogami
taka jest sprawiedliwość
na tylnych łapach
ziemią przysypana
szczudeł tupot
przewrócony
ze stali niepojętej
borówką
wartość tuczna i rzeźna
plemeniem
snu
pilota
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
rycerz na koninie
ukłony
bez kolców
obraduje
w półmroku
w każdej postaci
pięknie się wije
praca czyni kopią
blizna dokonuje osoby
pyskaty
sarna spotyka sarnę
kura
jeden zrobił to nawet dwukrotnie
oczodołami
na antenie
nasz adres:
w klatce
nie do oderwania od mroku
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
krowa
są światła widzialne i nie
o prawidłowej echostrukturze
w powiększeniu
bóg nie do oderwania od wszy
również wystaje z każdej rzeczy
strzępek błyszczący
niewyklepany przez otoczenie
jest nierozsłowny widnokrąg
przebiega
kobra
dziurawy fortepian widzi
głód bez kolców
zawsze nas coś omija
każda rzecz jest żadna
w trakcie przedrzeźniania mew
dozgonnie powleczony nadzieją
wyje
melania trump odwiedza sierociniec
w domu schadzek
ręka sunie po udzie
w kropli
dostojny popłochem
pokrzywie dłoń wyrasta
innego ratunku nie ma
grad
w postaci rosy
lufcikiem
małpa śpiewająca na drzewie
żyrafy
w czasie wytrysku
nim się pojawi
w przebraniu
w szyfonowej sukni
śmigło do przeszczepiania głów
porostnica wielokształtna
koza spoglądajaca na drzewo
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
światła
żmija
karaluch
tenorem
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
świat nie do oderwania od wzroku
do mądrości się przytrafia
w milczenie zawinięte
fiołkowy
w kolorze ukrytym
w postaci krzywej
w obcisłej spódnicy
kura lepka kangur przewrócony władza drań
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
ja do rzeźni jadę
najeżony
sława
obsesji
sromotnik bezwstydny
krawiec w postaci ulewy
wrośniak szorstki
łzawnik rozciekliwy
byk
mowa ciała sekunda
burzy się jagnię zapina szelki
w ciarkach zniewagi
nerwicy
mielony
huśtawka
daleko mu do spiewu płetwali
łagodnie duchowny
temu winien
aorta brzuszna nieposzerzona
w porządku własnym
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
w kierunku macicy
włóczka podwórek
w trakcie obojętności
idiota wyje pomidory
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
życie to nic z tych rzeczy
wyrasta
baranku boży
człowiek służy też do podlewania ziemi
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
błyskotliwy łagodnie duchowny mruga pogrzebacz
biegnie przez grząski jesienny las
i wszystkie noże posmarowane jodyną
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
szczerze
w pomidorowej
z niegojącą się raną pachwiny
szympanse przeglądają się w oknach
lotnisko
porcjopadłe
obdarty
proboszczem
jakie pytanie taka krew
księżyc zgasło
piach rozkwita
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
brzegiem i krwią
człowiek nie do oderwania od smyczy
wypełniony treścią ropną
z paniką
tli się
mruga pogrzebacz
w przebłysku samotności
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
parasol
stąd że nie ma żadnego stąd
tygrys
nieziemskiej urody
krokodyl
plemniki dojrzewają w najądrzach
w podmiejskiej kolejce
słowa wdychają się przez inne
drapieżny
proszę zamknąć oczy gitarze
ciemniejący w światło
bez parasola
tako rzeczą czamorro
rybą
larwa
do zatopienia
muskularny zad
wiosłują
żadnego teraz żadnego nigdy
wczesnopierzasta
pęknięty
tramwajem zarosłe
piorun
masło się stara
szklany
pod wpływem oczywistego cudu
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
agrest pada
dialekt dzierżawi rolnika
oby bozia dał
olbrzyma
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
nurek składany nikomu
w uśmiechu poręcznym
drogą polna
gmatwica chropowata
kalarepa
biegnie
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
w futrze
rozwiewanany
prześcieradło się po nim lepi
czarne plamki na liściach klonowych
blizna
drapieżny zemdlał tygrys
tonie
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
gdzie jest dżem?
o ośmiu wargach
wyzwolony
osioł zbankrutowanym kotem
morze karłów przewozi oliwa
w miniówie
rzęsa
dziś to baśń bez dna
na linii lewki – hajnówka
na tylnych łapach
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
mandolina zamiast wiosny
ze stali niepojętej
u którego lęku mieszkasz?
łzawnik rozciekliwy
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
tenorem
do góry nogami
po dwóch sekundach
żyrafy
plemniki dojrzewają w najądrzach
krokodyl
huśtawka
trzustka prawidłowej wielkości
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
sromotnik bezwstydny
w kierunku macicy
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
puszczyk zanurza się śniegu
kto zdechnie wcześniej?
grad
żmija
przemieszcza się kura olbrzyma
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
alpinista w futrze na antenie
w halce
obłok
tajny piorun ostrzy mocarstwa
rycerz na koninie
w ciarkach zniewagi
bez parasola
igła w oko puka
głód bez kolców
w domu schadzek
a początek nie ma końca
jest nierozsłowny widnokrąg
pokrzywie dłoń wyrasta
zręcznie
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
pilota
włóczka podwórek
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
dialekt dzierżawi rolnika
przebiega
bananów
konduktor
w przebraniu
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
plemeniem
praca czyni kopią
olbrzyma
wrośniak szorstki
powraca
w klatce
nie do oderwania od mroku
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
wyje
kakao
szklany
mielony
sława
blizna dokonuje osoby
mucha
bagnista ujada rzęsa
szczerze
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
człowiek jest tym którym nie chce być
srebrnokulawy
kangur
i drobne konkrementy żółciowe
a pan daleko?
melania trump odwiedza sierociniec
aorta brzuszna nieposzerzona
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
pięknie się wije
fiołkowy
o ośmiu wargach
gnojanka żółtawa
nie do oderwania od pustki
w podmiejskiej kolejce
oczodołami
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
w postaci rosy
biegnie przez grząski jesienny las
mruga pogrzebacz
gmatwica chropowata
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
wczesnopierzasta
pomachajcie tatusiowi
jeż
oby bozia dał
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
szpak w puszce wieczór nietknięty
do zatopienia
powiesiła się
nieziemskiej urody
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
chmura
najeżony
albrecht dürer płynie na zelandię
teofan grek maluje koronkowe majtki
strzępek błyszczący
daleko mu do spiewu płetwali
prześcieradło się po nim lepi
z ręką na sercu
ja do rzeźni jadę
widłoząb miotlasty
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
burzy się jagnię zapina szelki
obraduje
niepodłączony
księżyc zgasło
zamiana teraz ɔbietnica
fryzura bez kierowcy
wyrasta
sprężyna
szczudeł tupot
nagi bez klucza
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
koza spoglądajaca na drzewo
w obcisłej spódnicy
pośród lodów arktyki
człowiek nie do oderwania od smyczy
proboszczem
chodziłam po tamtym świecie
piach rozkwita
i wszystkie noże posmarowane jodyną
jamnik tenorem urzędu
paryżanka
osioł
biegnie
czarna cykada chwyta się gałęzi
w lustrze
zamazana
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
karaluch ciepły jabłkowy
jest taki pociąg dlaczego
drapieżny
bóg nie do oderwania od wszy
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
niewyklepany przez otoczenie
torpedą
drapieżny zemdlał tygrys
porcjopadłe
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
wiosłują
morze karłów przewozi oliwa
wyzwolony
w trakcie przedrzeźniania mew
z niegojącą się raną pachwiny
jej ciało oplatają węże
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
lufcikiem
również wystaje z każdej rzeczy
okazało się że to prawda
jeden zrobił to nawet dwukrotnie
piorun
wypełniony treścią ropną
z paniką
twarzą ostemplowany
tako rzeczą czamorro
pyskaty
gigantyczny
obsesji
tramwajem zarosłe
w pułapce miar
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
na schodach
kwiaty plują
bagnista
słoń na druty tyje
chuj odziedziczył naród
czarne plamki na liściach klonowych
nim się pojawi
w czasie wytrysku
kalarepa
przez trojańskie pola
krążąc wokół ziemi
koniec przebiega najpierw
samica już odbyta
kobra
lotnisko
dzwonnica bez kałuży
wartość tuczna i rzeźna
jedno jest pewne
w przebłysku samotności
sarna spotyka sarnę
a ty do której masarni należysz?
larwa
przewrócony
śnieg wymiotuje
szpak
motyl w postaci cielska
żadnego teraz żadnego nigdy
błyskotliwy łagodnie duchowny mruga pogrzebacz
życie to nic z tych rzeczy
ciemniejący w światło
taka jest sprawiedliwość
w każdej postaci
brzegiem i krwią
agrest pada
but cebulowy nerwicy
jabłonki wychodzą z nor
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
podrapana
osioł zbankrutowanym kotem
rekin
łotr na apostole uchylając powiekę
inną postać tli się w każdej postaci
okɔliczności
mydło
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
zawsze nas coś omija
czyha
nasz adres:
w postaci ulewy
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
cytat nakręca mydło
w czerwonej pieczarze
w postaci krzywej
jakie to piękne!
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
jeż czyha w zakonie
dziecko i narośl
musisz to zobaczyć
pędzi
olej na płótnie
kotem
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
kominiarz bez ćwierci
statek
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
patelnia wyglądająca jak żywa
głaz bezgłowego pilota szkoli
słowa wdychają się przez inne
kura
muskularny zad
małpa śpiewająca na drzewie
55 milionów lat świetlnych od nas
ręka sunie po udzie
w szyfonowej sukni
rozwiewanany
dostojny popłochem
w powiększeniu
parasol
wchodzi
w milczenie zawinięte
i szczypiące trawę jelenie
o prawidłowej echostrukturze
w porządku własnym
każda rzecz jest żadna
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
po północnej stronie krateru schröter
flanela
rybą
bez kolców
z turkusowym kamieniem
innego ratunku nie ma
ukryty w przymrozku
rozsypane
mgłą
nieruchomo
w trakcie obojętności
blizna
piła olbrzyma weryfikuje
obywatele istnieją by służyć państwu
w czeskiej wiosce
tli się
kura lepka kangur przewrócony władza drań
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
porcelanowa strzelanina
w pomidorowej
dziś to baśń bez dna
szympanse przeglądają się w oknach
siekierą
wyprostowany bez odpowiedzi
wilgotna
papieża
bez oczu
mowa ciała sekunda
najczyściejszej próby
jabłonki
gdzie jest dżem?
rozszczepka pospolita
w locie
smród to marka gówna uśmiech człowieka
są światła widzialne i nie
na odludnej wyspie
harfa
nietknięty
do obrywania liści posągom
wandale podlewają kwiatki
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
chwiliwarta
światła krwią
pyskaty krucyfiks
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
pęknięty
obdarty
idiota wyje pomidory
byk
w puszce
światła
dozgonnie powleczony nadzieją
jakie pytanie taka krew
kochanek
w rzeczywistości
człowiek służy też do podlewania ziemi
śmigło do przeszczepiania głów
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
dziurawy fortepian widzi
sową
425 mln lat temu
w kolorze ukrytym
nurek składany nikomu
snu muszlo nasza
zawadził
wygląda ze smoczej jamy
david attenborough poświadcza
proszę zamknąć oczy gitarze
igła
nerwicy
porostnica wielokształtna
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
pionowne
gdzie popadnie
tonie
rzęsa
ukłony
piłkarzy chorych na aids
do mądrości się przytrafia
temu winien
szczebiota mięso
płonie
szpileczka czerniejąca
baranku boży
larwa plemeniem podrapana
szczur
snu
w miniówie
borówką
drogą polna
w studni
ziemią przysypana
leżał owad w locie
przez cały listopad
w półmroku
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
pod wpływem oczywistego cudu
hotel kamienny scyzoryk
w uśmiechu poręcznym
kropla przerywa węgorza
czas się w nas umówił z nikim
kosmos ma miejsce w lupie
i inne niepodobne
stąd że nie ma żadnego stąd
karaluch
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
na połamanym krześle
w kropli
krzyk zarasta bulwary
jaskrawiec zwodniczy
w futrze
świat nie do oderwania od wzroku
błękitny
widząc że nie ma nikogo
w kiełbasie
odra zabiła matkę
deszcz korbką malowany
masło się stara
paznokieć
na antenie
tygrys
krowa
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
pokryte meszkiem
w garażu
w drodze do po nic
łagodnie duchowny
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
krawiec w postaci ulewy