kropla bagnista

kropla przerywa węgorza
na schodach
krążąc wokół ziemi
kosmos ma miejsce w lupie
masło się stara
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
w powiększeniu
błyskotliwy łagodnie duchowny mruga pogrzebacz
kobra
szklany
pęknięty
plemniki dojrzewają w najądrzach
flanela
w każdej postaci
brzegiem i krwią
musisz to zobaczyć
pod wpływem oczywistego cudu
nie do oderwania od pustki
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
konduktor
temu winien
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
kominiarz bez ćwierci
czarna cykada chwyta się gałęzi
jabłonki wychodzą z nor
okoliczności
deszcz korbką malowany
w domu schadzek
tako rzeczą czamorro
biegnie przez grząski jesienny las
również wystaje z każdej rzeczy
chmura
w puszce
inną postać tli się w każdej postaci
nagi bez klucza
czas się w nas umówił z nikim
obywatele istnieją by służyć państwu
tli się
chuj odziedziczył naród
w rzeczywistości
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
sarna spotyka sarnę
kwiaty plują
powiesiła się
pyskaty krucyfiks
do obrywania liści posągom
drapieżny
widząc że nie ma nikogo
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
oby bozia dał
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
usterka samca
człowiek nie do oderwania od smyczy
żyrafy
bóg nie do oderwania od wszy
osioł zbankrutowanym kotem
baranku boży
dialekt dzierżawi rolnika
snu
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
do góry nogami
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
płonie
strzępek błyszczący
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
statek
igła
paznokieć
głaz bezgłowego pilota szkoli
pokryte meszkiem
widłoząb miotlasty
puszczyk zanurza się śniegu
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
krokodyl
wczesnopierzasta
o ośmiu wargach
drapieżny zemdlał tygrys
żal do czyszczenia zdrętwiałych wyobraźni
księżyc zgasło
w uśmiechu poręcznym
ze stali niepojętej
prześcieradło się po nim lepi
trzustka prawidłowej wielkości
i szczypiące trawę jelenie
każda rzecz jest żadna
taka jest sprawiedliwość
ciemniejący w światło
dzwonnica bez kałuży
david attenborough poświadcza
w kierunku macicy
rycerz na koninie
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
o prawidłowej echostrukturze
włóczka podwórek
mydło
mielony
bez oczu
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
zawsze nas coś omija
obdarty
szczudeł tupot
w locie
tenorem
pędzi
w przebłysku samotności
gdzie popadnie
wyje
z paniką
w lustrze
spadzista marianna garść pulchnych wniebowstąpień przynosi
smród to marka gówna uśmiech człowieka
gdzie jest dżem?
gnojanka żółtawa
w przebraniu
huśtawka
szpak w puszce wieczór nietknięty
człowiek jest tym którym nie chce być
alpinista w futrze na antenie
w postaci ulewy
nurek składany nikomu
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
byk
tygrys
piłkarzy chorych na aids
wandale podlewają kwiatki
aorta brzuszna nieposzerzona
na połamanym krześle
snu muszlo nasza
pomachajcie tatusiowi
światła
w czeskiej wiosce
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
przez trojańskie pola
piach rozkwita
daleko mu do spiewu płetwali
przebiega
bananów
człowiek służy też do podlewania ziemi
śmigło do przeszczepiania głów
zawadził
bez kolców
ja do rzeźni jadę
karaluch ciepły jabłkowy
jakie pytanie taka krew
kangur
sprężyna
do mądrości się przytrafia
przewrócony
mucha
obraduje
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
chwiliwarta
z turkusowym kamieniem
na antenie
jest taki pociąg dlaczego
nim się pojawi
z niegojącą się raną pachwiny
łotr na apostole uchylając powiekę
a początek nie ma końca
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
małpa śpiewająca na drzewie
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
ukryty w przymrozku
szpileczka czerniejąca
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
w podmiejskiej kolejce
motyl w postaci cielska
obłok
nietknięty
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
przez cały listopad
rozszczepka pospolita
każdy się rodzi we własnej przepaści
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
w szyfonowej sukni
jej ciało oplatają węże
nerwicy
wrośniak szorstki
olej na płótnie
albrecht dürer płynie na zelandię
zamiana teraz obietnica
pyskaty
krawiec w postaci ulewy
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
słowa wdychają się przez inne
w kiełbasie
w trakcie obojętności
wilgotna
cytat nakręca mydło
morze karłów przewozi oliwa
sową
porcelanowa strzelanina
piła olbrzyma weryfikuje
na odludnej wyspie
nieziemskiej urody
z ręką na sercu
tramwajem zarosłe
proszę zamknąć oczy gitarze
błękitny
zdyszany szpieg w istocie olejek
odra zabiła matkę
koza spoglądajaca na drzewo
karaluch
mgłą
na tylnych łapach
jedno jest pewne
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
w porządku własnym
sława
ziemią przysypana
rekin
i drobne konkrementy żółciowe
bagnista ujada rzęsa
kotem
pięknie się wije
papieża
wyprostowany bez odpowiedzi
porostnica wielokształtna
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
pilota
innego ratunku nie ma
wyrasta
w miniówie
łzawnik rozciekliwy
czarne plamki na liściach klonowych
w kropli
piorun
szczur
powraca
blizna
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
w klatce
dozgonnie powleczony nadzieją
obsesji
w postaci rosy
jabłonki
proboszczem
olbrzyma
u którego lęku mieszkasz?
nasz adres:
po północnej stronie krateru schröter
harfa
a pan daleko?
bez parasola
agrest pada
tonie
niewyklepany przez otoczenie
dziurawy fortepian widzi
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
larwa
kura lepka kangur przewrócony władza drań
borówką
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
osioł
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
szympanse przeglądają się w oknach
jeż
czeluść ma na imię oklaski
mowa ciała sekunda
teofan grek maluje koronkowe majtki
torpedą
wypełniony treścią ropną
kakao
dostojny popłochem
w milczenie zawinięte
głód bez kolców
wartość tuczna i rzeźna
czyha
praca czyni kopią
lotnisko
srebrnokulawy
pośród lodów arktyki
krzyk zarasta bulwary
zręcznie
muskularny zad
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
idiota wyje pomidory
patelnia wyglądająca jak żywa
koniec przebiega najpierw
w studni
wiosłują
mruga pogrzebacz
w współczesność zdziczała
fryzura bez kierowcy
a ty do której masarni należysz?
jeż czyha w zakonie
grad
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
lufcikiem
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
żadnego teraz żadnego nigdy
igła w oko puka
paryżanka
rybą
425 mln lat temu
w czerwonej pieczarze
stąd że nie ma żadnego stąd
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
siekierą
rozsypane
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
wchodzi
w półmroku
w kolorze ukrytym
fiołkowy
świat nie do oderwania od wzroku
wygląda ze smoczej jamy
przemieszcza się kura olbrzyma
twarzą ostemplowany
na linii lewki – hajnówka
w trakcie przedrzeźniania mew
są światła widzialne i nie
jamnik tenorem urzędu
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
żmija
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
w postaci krzywej
szczerze
światła krwią
gigantyczny
oczodołami
wyzwolony
mandolina zamiast wiosny
drogą polna
nie do oderwania od mroku
dziecko i narośl
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
do zatopienia
jakie to piękne!
55 milionów lat świetlnych od nas
kochanek
najeżony
ręka sunie po udzie
sromotnik bezwstydny
rzęsa
i inne niepodobne
niepodłączony
podrapana
najczyściejszej próby
krowa
ukłony
zamazana
po dwóch sekundach
w pomidorowej
w obcisłej spódnicy
leżał owad w locie
w futrze
melania trump odwiedza sierociniec
larwa plemeniem podrapana
blizna dokonuje osoby
szpak
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
burzy się jagnię zapina szelki
w garażu
w czasie wytrysku
hotel kamienny scyzoryk
chodziłam po tamtym świecie
ostrze obawy zlęknionym ołówkiem spotyka
but cebulowy nerwicy
w drodze do po nic
biegnie
pokrzywie dłoń wyrasta
jest nierozsłowny widnokrąg
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
jaskrawiec zwodniczy
życie to nic z tych rzeczy
kto zdechnie wcześniej?
i wszystkie noże posmarowane jodyną
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
w halce
dziś to baśń bez dna
śnieg wymiotuje
słoń na druty tyje
nieruchomo
kalarepa
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
tajny piorun ostrzy mocarstwa
rekin
w pomidorowej
i wszystkie noże posmarowane jodyną
obywatele istnieją by służyć państwu
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
rybą
plemeniem
taka jest sprawiedliwość
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
olbrzyma
zdolne do niewysuwania wniosków
ukryty w przymrozku
alpinista w futrze na antenie
mydło
bóg nie do oderwania od wszy
kto zdechnie wcześniej?
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
wrośniak szorstki
kangur
szympanse przeglądają się w oknach
niewyklepany przez otoczenie
w locie
sową
tli się
koniec przebiega najpierw
siekierą
pędzi
albo postać już niepotrzebna
z turkusowym kamieniem
u którego lęku mieszkasz?
wczesnopierzasta
na antenie
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
przebiega
ja do rzeźni jadę
w postaci rosy
dialekt dzierżawi rolnika
a początek nie ma końca
dziecko i narośl
lufcikiem
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
jest taki pociąg dlaczego
w miniówie
chodziłam po tamtym świecie
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
gmatwica chropowata
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
wypełniony treścią ropną
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
blizna
nieziemskiej urody
kosmos ma miejsce w lupie
w rzeczywistości
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
dozgonnie powleczony nadzieją
szpak w puszce wieczór nietknięty
strzępek błyszczący
okɔliczności
do zatopienia
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
55 milionów lat świetlnych od nas
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
baranku boży
w czeskiej wiosce
kura
wyje
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
w kolejce do ścięcia
zawadził
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
nie do oderwania od pustki
samica już odbyta
wygląda ze smoczej jamy
prześcieradło się po nim lepi
albo postać połamana
gigantyczny
z zadziwiającą łatwością
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
paryżanka
kropla przerywa węgorza
surowy
w postaci krzywej
proszę zamknąć oczy gitarze
albo postać rozlana
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
pod wpływem oczywistego cudu
fryzura bez kierowcy
albo postać porzucona
w drodze do po nic
gdzie jest dżem?
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
albo postać nieprzewidziana
konduktor
o prawidłowej echostrukturze
a ty do której masarni należysz?
błyskotliwy
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
borówką
osioł zbankrutowanym kotem
i szczypiące trawę jelenie
nietknięty
jakie to piękne!
blizna dokonuje osoby
dziurawy fortepian widzi
do mądrości się przytrafia
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
pięknie się wije
grad
wiosłują
podrapana
armata
słoń na druty tyje
trzustka prawidłowej wielkości
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
kominiarz bez ćwierci
sprężyna
tygrys
z niegojącą się raną pachwiny
gnojanka żółtawa
w nikąd dorosły
oby bozia dał
krawiec w postaci ulewy
z ręką na sercu
w trakcie obojętności
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
ziemią przysypana
torpedą
albo postać na niebie
w przebłysku samotności
albo postać odwrócona
biegnie przez grząski jesienny las
albo postać do góry nogami
innego ratunku nie ma
naprawdę istnieją tylko mniemania
wyzwolony
widząc że nie ma nikogo
płonie
w czasie wytrysku
wandale podlewają kwiatki
głód
i inne niepodobne
biegnie
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
agrest pada
człowiek nie do oderwania od smyczy
żmija
powiesiła się
ręka sunie po udzie
pyskaty
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
o wieczność się napotyka
musisz to zobaczyć
kotem
łotr na apostole uchylając powiekę
piłkarzy chorych na aids
zamiana teraz ɔbietnica
daleko mu do spiewu płetwali
jabłonki
łzawnik rozciekliwy
jamnik tenorem urzędu
w halce
jedno jest pewne
drapieżny zemdlał tygrys
snu muszlo nasza
bez parasola
człowiek jest tym którym nie chce być
praca czyni kopią
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
mgłą
w szyfonowej sukni
z paniką
wagonów widelec w pobliżu błądzi
księżyc zgasło
w kiełbasie
żadnego teraz żadnego nigdy
mruga pogrzebacz
jak wyglądało prawdziwe życie
pyskaty krucyfiks
sromotnik bezwstydny
paznokieć
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
w futrze
o ośmiu wargach
chuj odziedziczył naród
w lustrze
idiota wyje pomidory
lotnisko
rozwiewanany
na linii lewki – hajnówka
albo postać nieważna
życie to nic z tych rzeczy
szczudeł tupot
w przebraniu
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
jeż czyha w zakonie
głaz bezgłowego pilota szkoli
obłok
piach rozkwita
smród to marka gówna uśmiech człowieka
rozszczepka pospolita
jeż
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
larwa plemeniem podrapana
czyha
w każdej postaci
tramwajem zarosłe
motyl w postaci cielska
pomachajcie tatusiowi
są światła widzialne i nie
szczerze
w milczenie zawinięte
igła w oko puka
na połamanym krześle
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
łagodnie duchowny
brzegiem i krwią
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
rycerz na koninie
kwiaty plują
ɔbietnica
czas się w nas umówił z nikim
dzwonnica bez kałuży
nerwicy
światła krwią
porcelanowa strzelanina
nasz adres:
w porządku własnym
w kropli
osioł
chmura
burzy się jagnię zapina szelki
ptak się kończy
w postaci ulewy
jej ciało oplatają węże
piorun
byk
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
fiołkowy
kobra
w pułapce miar
odra zabiła matkę
świat nie do oderwania od wzroku
po dwóch sekundach
mandolina zamiast wiosny
najeżony
rzesza wyjątek
nurek składany nikomu
koza spoglądajaca na drzewo
jeden zrobił to nawet dwukrotnie
morze karłów przewozi oliwa
przez trojańskie pola
widłoząb miotlasty
w kolorze ukrytym
karaluch
pilota
flanela
wartość tuczna i rzeźna
włóczka podwórek
but cebulowy nerwicy
żyrafy
mucha
temu winien
czarna cykada chwyta się gałęzi
przez cały listopad
błyskotliwy łagodnie duchowny mruga pogrzebacz
masło się stara
statek
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
zagląda matce pod majtki
pokrzywie dłoń wyrasta
na schodach
tajny piorun ostrzy mocarstwa
w obcisłej spódnicy
mielony
okazało się że to prawda
szpak
mowa ciała sekunda
karaluch ciepły jabłkowy
ukłony
czarne plamki na liściach klonowych
tako rzeczą czamorro
głód bez kolców
tenorem
również wystaje z każdej rzeczy
wchodzi
olej na płótnie
bez kolców
kakao
igła
inną postać tli się w każdej postaci
światła
powraca
wilgotna
nie do oderwania od mroku
papieża
ze stali niepojętej
porostnica wielokształtna
obraduje
każda rzecz jest żadna
chwiliwarta
krokodyl
harfa
śmigło do przeszczepiania głów
deszcz korbką malowany
albrecht dürer płynie na zelandię
425 mln lat temu
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
drapieżny
w puszce
wyprostowany bez odpowiedzi
w domu schadzek
parasol
kura lepka kangur przewrócony władza drań
muskularny zad
bagnista ujada rzęsa
dziś to baśń bez dna
pęknięty
i drobne konkrementy żółciowe
hotel kamienny scyzoryk
błękitny
rzęsa
w uśmiechu poręcznym
w studni
stąd że nie ma żadnego stąd
cytat nakręca mydło
obdarty
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
śnieg wymiotuje
teofan grek maluje koronkowe majtki
psychiatra na słupie w smoczku zbyt krótkim
w trakcie przedrzeźniania mew
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
rozsypane
a pan daleko?
niechcąco powabna
kalarepa
na odludnej wyspie
niepodłączony
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
krążąc wokół ziemi
na tylnych łapach
ciemniejący w światło
gdzie popadnie
proboszczem
to najlepsza ochrona przed zarazą
melania trump odwiedza sierociniec
sława
tonie
tym co wyrzucisz tym będziesz lżejszy
twarzą ostemplowany
nim się pojawi
jest nierozsłowny widnokrąg
drogą polna
w klatce
srebrnokulawy
po północnej stronie krateru schröter
szpileczka czerniejąca
krowa
człowiek służy też do podlewania ziemi
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
zręcznie
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
leżał owad w locie
jabłonki wychodzą z nor
kochanek
snu
do góry nogami
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
w powiększeniu
małpa śpiewająca na drzewie
nieruchomo
w ciarkach zniewagi
puszczyk zanurza się śniegu
szczebiota mięso
słowa wdychają się przez inne
wyrasta
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
zawsze nas coś omija
piła olbrzyma weryfikuje
o niej chmarzy ziemia
krzyk zarasta bulwary
w kierunku macicy
szklany
obsesji
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
oczodołami
aorta brzuszna nieposzerzona
pokryte meszkiem
przewrócony
w półmroku
w garażu
patelnia wyglądająca jak żywa
do obrywania liści posągom
bananów
larwa
jakie pytanie taka krew
przemieszcza się kura olbrzyma
heroicznie niezdecydowana
z doskonałym sterem
szczur
huśtawka
nagi bez klucza
sarna spotyka sarnę
najczyściejszej próby
bez oczu
jaskrawiec zwodniczy
w podmiejskiej kolejce
w czerwonej pieczarze
pośród lodów arktyki
plemniki dojrzewają w najądrzach
zamazana
pokryta grubą warstwą bezkształtnego
david attenborough poświadcza
bagnista