kotem wodzie

kotem
bóg nie do oderwania od wszy
karaluch
muskularny zad
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
mowa ciała sekunda
sprężyna
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
głód bez kolców
mucha
w przebłysku samotności
masz imię – jesteś fikcją
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
ciemniejący w światło
rybą
w studni
praca czyni kopią
szyja inwazji krocze
i wszystkie noże posmarowane jodyną
piach rozkwita
prześcieradło się po nim lepi
nietknięty
plemniki dojrzewają w najądrzach
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
wielkości niezapisanej myśli
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
w trakcie włamywaniu zębów
w porządku własnym
salony meblowe szczekają w zwolnionym tempie
z paniką
chwiliwarta
w kolorze ukrytym
za pomocą gdyby
nieruchomo
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
dziurawy fortepian widzi
w trakcie przedrzeźniania mew
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
krowa
morze karłów przewozi oliwa
łotr na apostole uchylając powiekę
dążąc do doskonałości
czeluść ma na imię oklaski
taka jest sprawiedliwość
o prawidłowej echostrukturze
drapieżny
olbrzyma
obsesji
sromotnik bezwstydny
odra zabiła matkę
grad
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
w trakcie podchodzania do lądowania w krwistym kisielu sławy
sarna spotyka sarnę
kakao
smród to marka gówna uśmiech człowieka
jabłonki wychodzą z nor
hotel kamienny scyzoryk
jest taki pociąg dlaczego
osioł
biegnie
paryżanka
fiołkowy
rekin
dozgonnie powleczony nadzieją
wandale podlewają kwiatki
koza spoglądajaca na drzewo
jej ciało oplatają węże
błękitny
jest nierozsłowny widnokrąg
czarne plamki na liściach klonowych
i szczypiące trawę jelenie
z niegojącą się raną pachwiny
na odludnej wyspie
baranku boży
krzyk zarasta bulwary
o ośmiu wargach
torpedą
proboszczem
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
do góry nogami
burzy się jagnię zapina szelki
igła w oko puka
inną postać tli się w każdej postaci
krokodyl
kobra
ze stali niepojętej
włóczka podwórek
i inne niepodobne
statek
jamnik tenorem urzędu
pilota
płonie
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
gdzie popadnie
lufcikiem
przez trojańskie pola
najważniejsze to zwłoki nieistotnego
i drobne konkrementy żółciowe
obywatele istnieją by służyć państwu
w powiększeniu
na połamanym krześle
jechałem na wróbelku jechałem sam
kominiarz bez ćwierci
to maska rozpaczy
bez oczu
i topi się amédée
brzegiem i krwią
drobinkami
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
każdy się rodzi we własnej przepaści
papieża
słoń na druty tyje
dialekt dzierżawi rolnika
temu winien
masło się stara
innego ratunku nie ma
do obrywania liści posągom
strzępek błyszczący
w pomidorowej
obraduje
w półmroku
zdyszany szpieg w istocie olejek
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
na schodach
w halce
szpak w puszce wieczór nietknięty
blizna
pod wpływem oczywistego cudu
w garażu
człowiek nie do oderwania od smyczy
srebrnokulawy
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
david attenborough poświadcza
425 mln lat temu
widząc że nie ma nikogo
paznokieć
jest są
mandolina zamiast wiosny
nie do oderwania od mroku
przewrócony
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
but cebulowy nerwicy
zręcznie
niepodłączony
w kropli
po północnej stronie krateru schröter
konduktor
również wystaje z każdej rzeczy
w uśmiechu poręcznym
teofan grek maluje koronkowe majtki
w trakcie obojętności
nieziemskiej urody
tajny piorun ostrzy mocarstwa
kropla przerywa węgorza
gdzie jest dżem?
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
lotnisko
pokaż zęby i popatrz na mnie
obłok
tenorem
w kompletnej ciemności pod wodą
ostatnia stroma królewna
w kiełbasie
drogą polna
bagnista ujada rzęsa
nim się pojawi
światła
przenajświętsza jest msza mijania się na ulicy
krążąc wokół ziemi
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
światła krwią
mielony
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
wielkości za późno
na tylnych łapach
każda rzecz jest żadna
jakie pytanie taka krew
na linii lewki – hajnówka
śpiewa zabita pluskiewką
snu muszlo nasza
koniec przebiega najpierw
w rzeczywistości
z ręką na sercu
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
księżyc zgasło
pomachajcie tatusiowi
piorun
szpileczka czerniejąca
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
szczerze
wyprostowany bez odpowiedzi
wypełniony treścią ropną
potwór przysięga
żadnego teraz żadnego nigdy
szympanse przeglądają się w oknach
jakie to piękne!
z turkusowym kamieniem
w podmiejskiej kolejce
szczur
porostnica wielokształtna
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
słowa wdychają się przez inne
szpak
albrecht dürer płynie na zelandię
pędzi
drapieżny zemdlał tygrys
leżał owad w locie
blizna dokonuje osoby
tli się
powraca
proszę zamknąć oczy gitarze
ręka sunie po udzie
melania trump odwiedza sierociniec
chodziłam po tamtym świecie
wrośniak szorstki
borówką
śnieg wymiotuje
dźwig do suszenia sutann
okoliczności
wygląda ze smoczej jamy
kura lepka kangur przewrócony władza drań
widłoząb miotlasty
wchodzi
jabłonki
w okrutnej litanii
kwiaty plują
stąd że nie ma żadnego stąd
w obcisłej spódnicy
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
w puszce
jedno jest pewne
śmierć – długo się na nią czeka ale warto
patelnia wyglądająca jak żywa
a pan daleko?
świnie samotne bez parasola
powiesiła się
mgłą
w postaci rosy
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
świat nie do oderwania od wzroku
w każdej postaci
kosmos ma miejsce w lupie
harfa
55 milionów lat świetlnych od nas
zawsze nas coś omija
jaskrawiec zwodniczy
nasz adres:
musisz to zobaczyć
człowiek jest w sobie tylko z lotu ptaka
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
piła olbrzyma weryfikuje
nagi bez klucza
najeżony
przez cały listopad
twarzą ostemplowany
bez kolców
w klatce
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
rzęsa
ukłony
głaz bezgłowego pilota szkoli
niewidzialne łączy świat na części
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
żmija
po dwóch sekundach
puszczyk zanurza się śniegu
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
w kierunku macicy
pyskaty
kto zdechnie wcześniej?
w trakcie zaciągania się do spowiedzi
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
chuj odziedziczył naród
gigantyczny
u którego lęku mieszkasz?
wiosłują
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
w czasie wytrysku
byk
w miniówie
wyzwolony
w trakcie zabliźniania się skrzydeł na moście
są światła widzialne i nie
motyl w postaci cielska
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
najczyściejszej próby
pęknięty
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
ukryty w przymrozku
larwa
wielkości wiatru zdeptanego z szyby
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
flanela
nurek składany nikomu
gniazda ech czarnych
sową
drobinkami nigdy
dozgonnie
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
czyha
życie to nic z tych rzeczy
pośród lodów arktyki
szczudeł tupot
kurz śpi na talerzu i pogrzebie
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
mruga pogrzebacz
w czeskiej wiosce
czarna cykada chwyta się gałęzi
w zwolnionym tempie
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
porcelanowa strzelanina
dziecko i narośl
daleko mu do spiewu płetwali
zawadził
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
kangur
szklany
żal do czyszczenia zdrętwiałych wyobraźni
oczodołami
dzwonnica bez kałuży
deszcz korbką malowany
w czerwonej pieczarze
dziś to baśń bez dna
do mądrości się przytrafia
drzewo bez kapelusza
mydło
aorta brzuszna nieposzerzona
myśl mieszka drobinkami nigdy
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
człowiek służy też do podlewania ziemi
oby bozia dał
zamazana
w przebraniu
przemieszcza się kura olbrzyma
tramwajem zarosłe
czas się w nas umówił z nikim
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
cytat nakręca mydło
huśtawka
nie do oderwania od pustki
pokrzywie dłoń wyrasta
rycerz na koninie
pyskaty krucyfiks
ja do rzeźni jadę
wyrasta
w milczenie zawinięte
małpa śpiewająca na drzewie
jeż
krawiec w postaci ulewy
wilgotna
idiota wyje pomidory
tonie
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
w domu schadzek
kochanek
tygrys
jeż czyha w zakonie
tako rzeczą czamorro
kalarepa
gnojanka żółtawa
na antenie
wyje
w futrze
cierń oka szelest
alpinista w futrze na antenie
w lustrze
w drodze do po nic
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
nerwicy
niewyklepany przez otoczenie
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
siekierą
w szyfonowej sukni
żyrafy
a początek nie ma końca
snu
wartość tuczna i rzeźna
piłkarzy chorych na aids
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
biegnie przez grząski jesienny las
osioł zbankrutowanym kotem
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
pięknie się wije
karaluch ciepły jabłkowy
fryzura bez kierowcy
olej na płótnie
w locie
obelga całkowicie naprężony w wodzie