koleją przepaści

koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
w pomidorowej
drobinkami nigdy
w przebłysku samotności
idiota wyje pomidory
w kierunku macicy
dozgonnie
w czerwonej pieczarze
w trakcie przedrzeźniania mew
nie do oderwania od mroku
przez cały listopad
w trakcie włamywaniu zębów
podrapana
dziecko i narośl
z paniką
łotr na apostole uchylając powiekę
małpa śpiewająca na drzewie
david attenborough poświadcza
przez trojańskie pola
drapieżny zemdlał tygrys
borówką
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
grad
tramwajem zarosłe
biegnie przez grząski jesienny las
osioł
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
pokrzywie dłoń wyrasta
olej na płótnie
w rzeczywistości
zawsze nas coś omija
słowa wdychają się przez inne
szklany
musisz to zobaczyć
wiosłują
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
w półmroku
dziś to baśń bez dna
tli się
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
chodziłam po tamtym świecie
salony meblowe szczekają w zwolnionym tempie
za pomocą gdyby
pośród lodów arktyki
puszczyk zanurza się śniegu
na linii lewki – hajnówka
księżyc zgasło
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
larwa
oczodołami
w postaci rosy
o ośmiu wargach
w porządku własnym
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
wypełniony treścią ropną
z ręką na sercu
temu winien
szpileczka czerniejąca
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
wilgotna
kakao
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
gigantyczny
głód bez kolców
w puszce
bez oczu
mruga pogrzebacz
i inne niepodobne
dziurawy fortepian widzi
sową
mucha
w okrutnej litanii
obraduje
kangur
burzy się jagnię zapina szelki
tako rzeczą czamorro
karaluch
nurek składany nikomu
osioł zbankrutowanym kotem
obywatele istnieją by służyć państwu
stąd że nie ma żadnego stąd
płonie
igła w oko puka
przemieszcza się kura olbrzyma
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
praca czyni kopią
leżał owad w locie
jabłonki wychodzą z nor
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
do obrywania liści posągom
nietknięty
po dwóch sekundach
obsesji
człowiek nie do oderwania od smyczy
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
inną postać tli się w każdej postaci
jaskrawiec zwodniczy
kto zdechnie wcześniej?
a pan daleko?
mgłą
kalarepa
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
krzyk zarasta bulwary
wchodzi
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
krowa
wandale podlewają kwiatki
paznokieć
mielony
i szczypiące trawę jelenie
po północnej stronie krateru schröter
motyl w postaci cielska
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
piłkarzy chorych na aids
zdyszany szpieg w istocie olejek
muskularny zad
aorta brzuszna nieposzerzona
przewrócony
bóg nie do oderwania od wszy
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
patelnia wyglądająca jak żywa
w garażu
rybą
w locie
statek
również wystaje z każdej rzeczy
na schodach
kominiarz bez ćwierci
słoń na druty tyje
wyprostowany bez odpowiedzi
jakie to piękne!
koniec przebiega najpierw
plemniki dojrzewają w najądrzach
porostnica wielokształtna
wartość tuczna i rzeźna
los się do nikogo uśmiecha
pęknięty
fryzura bez kierowcy
alpinista w futrze na antenie
każda rzecz jest żadna
kochanek
biegnie
piach rozkwita
jeż czyha w zakonie
najważniejsze to zwłoki nieistotnego
najeżony
piorun
piła olbrzyma weryfikuje
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
krokodyl
u którego lęku mieszkasz?
błękitny
siekierą
w uśmiechu poręcznym
kurz śpi na talerzu i pogrzebie
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
pokaż zęby i popatrz na mnie
najczyściejszej próby
gnojanka żółtawa
czarna cykada chwyta się gałęzi
w trakcie zabliźniania się skrzydeł na moście
porcelanowa strzelanina
szympanse przeglądają się w oknach
huśtawka
brzegiem i krwią
kto jest ojcem dżdżu?
zamazana
potwór przysięga
harfa
czarne plamki na liściach klonowych
dźwig do suszenia sutann
pyskaty krucyfiks
zawadził
jedno jest pewne
mowa ciała sekunda
mydło
w miniówie
flanela
but cebulowy nerwicy
kropla przerywa węgorza
ostatnia stroma królewna
55 milionów lat świetlnych od nas
dialekt dzierżawi rolnika
morze karłów przewozi oliwa
nim się pojawi
rekin
olbrzyma
kura lepka kangur przewrócony władza drań
nieziemskiej urody
ciemniejący w światło
w szyfonowej sukni
sarna spotyka sarnę
w halce
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
człowiek służy też do podlewania ziemi
świat nie do oderwania od wzroku
srebrnokulawy
odra zabiła matkę
ze stali niepojętej
sromotnik bezwstydny
w kolorze ukrytym
tonie
bez parasola
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
tenorem
karaluch ciepły jabłkowy
w trakcie podchodzania do lądowania w krwistym kisielu sławy
w domu schadzek
ukłony
oby bozia dał
daleko mu do spiewu płetwali
melania trump odwiedza sierociniec
widząc że nie ma nikogo
czyha
myśl mieszka drobinkami nigdy
teofan grek maluje koronkowe majtki
pędzi
zręcznie
wielkości wiatru zdeptanego z szyby
szyja inwazji krocze
w klatce
nerwicy
ukryty w przymrozku
dozgonnie powleczony nadzieją
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
drobinkami
w podmiejskiej kolejce
żadnego teraz żadnego nigdy
i wszystkie noże posmarowane jodyną
innego ratunku nie ma
dzwonnica bez kałuży
kotem
włóczka podwórek
w każdej postaci
kosmos ma miejsce w lupie
mandolina zamiast wiosny
i drobne konkrementy żółciowe
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
w trakcie zaciągania się do spowiedzi
bagnista ujada rzęsa
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
pięknie się wije
gdzie jest dżem?
a początek nie ma końca
niepodłączony
krążąc wokół ziemi
w futrze
pyskaty
powraca
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
konduktor
światła
obelga całkowicie naprężony w wodzie
są światła widzialne i nie
cierń oka szelest
skoro
strzępek błyszczący
w milczenie zawinięte
jabłonki
wyje
na antenie
czas się w nas umówił z nikim
śmierć – długo się na nią czeka ale warto
w studni
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
baranku boży
snu muszlo nasza
425 mln lat temu
w kropli
gniazda ech czarnych
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
rycerz na koninie
człowiek jest w sobie tylko z lotu ptaka
rzęsa
widłoząb miotlasty
w kompletnej ciemności pod wodą
dążąc do doskonałości
czeluść ma na imię oklaski
szpak
żyrafy
cytat nakręca mydło
żal do czyszczenia zdrętwiałych wyobraźni
pod wpływem oczywistego cudu
albrecht dürer płynie na zelandię
wielkości niezapisanej myśli
szczur
szczerze
szczudeł tupot
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
twarzą ostemplowany
głaz bezgłowego pilota szkoli
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
w czasie wytrysku
powiesiła się
na odludnej wyspie
jeż
obłok
nie do oderwania od pustki
niewidzialne łączy świat na części
hotel kamienny scyzoryk
lotnisko
pomachajcie tatusiowi
byk
do mądrości się przytrafia
o prawidłowej echostrukturze
smród to marka gówna uśmiech człowieka
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
niewyklepany przez otoczenie
wyrasta
ja do rzeźni jadę
blizna dokonuje osoby
krawiec w postaci ulewy
w lustrze
gdzie popadnie
z niegojącą się raną pachwiny
jest nierozsłowny widnokrąg
w zwolnionym tempie
masło się stara
jamnik tenorem urzędu
bez kolców
kwiaty plują
pilota
życie to nic z tych rzeczy
koza spoglądajaca na drzewo
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
snu
tajny piorun ostrzy mocarstwa
tygrys
proszę zamknąć oczy gitarze
wrośniak szorstki
blizna
taka jest sprawiedliwość
deszcz korbką malowany
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
wygląda ze smoczej jamy
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
prześcieradło się po nim lepi
jest taki pociąg dlaczego
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
wyzwolony
sprężyna
proboszczem
w powiększeniu
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
paryżanka
w trakcie obojętności
do góry nogami
żmija
chwiliwarta
nasz adres:
ręka sunie po udzie
torpedą
to maska rozpaczy
w czeskiej wiosce
kobra
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
na tylnych łapach
śpiewa zabita pluskiewką
nieruchomo
jej ciało oplatają węże
okoliczności
szpak w puszce wieczór nietknięty
śnieg wymiotuje
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
w drodze do po nic
chuj odziedziczył naród
drogą polna
papieża
światła krwią
przenajświętsza jest msza mijania się na ulicy
lufcikiem
wielkości za późno
w przebraniu
z turkusowym kamieniem
drapieżny
w obcisłej spódnicy
nagi bez klucza
na połamanym krześle
jakie pytanie taka krew
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
w kiełbasie
fiołkowy
każdy się rodzi we własnej przepaści