kobra i przestarzałe rurociągi

kobra
w pułapce miar
jakie pytanie taka krew
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
a początek nie ma końca
puszczyk zanurza się śniegu
ze stali niepojętej
w obcisłej spódnicy
świat nie do oderwania od wzroku
szpak w puszce wieczór nietknięty
nieruchomo
człowiek nie do oderwania od smyczy
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
włóczka podwórek
fiołkowy
błyskotliwy łagodnie duchowny mruga pogrzebacz
śnieg wymiotuje
oczodołami
mandolina zamiast wiosny
dzwonnica bez kałuży
z niegojącą się raną pachwiny
w postaci rosy
czarna cykada chwyta się gałęzi
słoń na druty tyje
w przebłysku samotności
w postaci krzywej
porostnica wielokształtna
jeden zrobił to nawet dwukrotnie
pyskaty krucyfiks
leżał owad w locie
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
głaz bezgłowego pilota szkoli
konduktor
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
dziś to baśń bez dna
jej ciało oplatają węże
nagi bez klucza
sarna spotyka sarnę
krokodyl
dialekt dzierżawi rolnika
nieziemskiej urody
gdzie popadnie
biegnie
czas się w nas umówił z nikim
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
odra zabiła matkę
snu
w szyfonowej sukni
bagnista ujada rzęsa
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
powiesiła się
pomachajcie tatusiowi
tonie
w postaci ulewy
mruga pogrzebacz
agrest pada
zamiana teraz obietnica
o prawidłowej echostrukturze
do mądrości się przytrafia
i wszystkie noże posmarowane jodyną
rozwiewanany
sprężyna
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
oby bozia dał
smród to marka gówna uśmiech człowieka
kura lepka kangur przewrócony władza drań
u którego lęku mieszkasz?
czarne plamki na liściach klonowych
szczudeł tupot
w milczenie zawinięte
po północnej stronie krateru schröter
inną postać tli się w każdej postaci
plemeniem
światła
widząc że nie ma nikogo
kakao
snu muszlo nasza
drogą polna
zawsze nas coś omija
wyrasta
albrecht dürer płynie na zelandię
w lustrze
światła krwią
chmura
paryżanka
idiota wyje pomidory
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
śmigło do przeszczepiania głów
łzawnik rozciekliwy
podrapana
tli się
ukłony
w garażu
nasz adres:
gdzie jest dżem?
igła w oko puka
olej na płótnie
w rzeczywistości
deszcz korbką malowany
w ciarkach zniewagi
do obrywania liści posągom
pięknie się wije
burzy się jagnię zapina szelki
każda rzecz jest żadna
drapieżny zemdlał tygrys
kominiarz bez ćwierci
parasol
obsesji
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
przebiega
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
alpinista w futrze na antenie
kangur
baranku boży
kwiaty plują
żadnego teraz żadnego nigdy
obywatele istnieją by służyć państwu
pęknięty
hotel kamienny scyzoryk
dozgonnie powleczony nadzieją
pokryte meszkiem
ja do rzeźni jadę
okazało się że to prawda
bez kolców
obłok
lotnisko
chodziłam po tamtym świecie
w halce
o ośmiu wargach
widłoząb miotlasty
na połamanym krześle
sława
jeż czyha w zakonie
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
musisz to zobaczyć
w uśmiechu poręcznym
jest nierozsłowny widnokrąg
szczur
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
i drobne konkrementy żółciowe
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
larwa
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
przez trojańskie pola
zręcznie
krzyk zarasta bulwary
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
55 milionów lat świetlnych od nas
krążąc wokół ziemi
wyzwolony
tygrys
piłkarzy chorych na aids
płonie
błękitny
piła olbrzyma weryfikuje
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
but cebulowy nerwicy
taka jest sprawiedliwość
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
bez oczu
są światła widzialne i nie
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
w porządku własnym
piorun
niepodłączony
wrośniak szorstki
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
w locie
sromotnik bezwstydny
w czasie wytrysku
nerwicy
szczebiota mięso
lufcikiem
niewyklepany przez otoczenie
najeżony
aorta brzuszna nieposzerzona
szczerze
wilgotna
ukryty w przymrozku
również wystaje z każdej rzeczy
samica już odbyta
słowa wdychają się przez inne
karaluch ciepły jabłkowy
nim się pojawi
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
w każdej postaci
dziecko i narośl
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
torpedą
głód bez kolców
w futrze
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
piach rozkwita
tako rzeczą czamorro
to ty?
wczesnopierzasta
w pomidorowej
siekierą
olbrzyma
sową
osioł
przez cały listopad
krawiec w postaci ulewy
rycerz na koninie
w powiększeniu
w półmroku
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
wiosłują
zawadził
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
w klatce
człowiek służy też do podlewania ziemi
jeż
w puszce
kropla przerywa węgorza
chwiliwarta
najczyściejszej próby
morze karłów przewozi oliwa
zamazana
powraca
na linii lewki – hajnówka
david attenborough poświadcza
mowa ciała sekunda
innego ratunku nie ma
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
chuj odziedziczył naród
w czeskiej wiosce
a pan daleko?
kochanek
w drodze do po nic
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
trzustka prawidłowej wielkości
jabłonki wychodzą z nor
flanela
huśtawka
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
wyje
pod wpływem oczywistego cudu
okoliczności
nie do oderwania od pustki
koniec przebiega najpierw
drapieżny
pędzi
brzegiem i krwią
łotr na apostole uchylając powiekę
przewrócony
z ręką na sercu
w kierunku macicy
motyl w postaci cielska
dziurawy fortepian widzi
proboszczem
gigantyczny
grad
melania trump odwiedza sierociniec
w przebraniu
obdarty
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
tenorem
prześcieradło się po nim lepi
425 mln lat temu
w kolorze ukrytym
osioł zbankrutowanym kotem
masło się stara
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
na schodach
igła
pośród lodów arktyki
czyha
człowiek jest tym którym nie chce być
szklany
wchodzi
bagnista
do góry nogami
porcelanowa strzelanina
ziemią przysypana
mgłą
pyskaty
wartość tuczna i rzeźna
w kiełbasie
rzęsa
paznokieć
kalarepa
pilota
w trakcie obojętności
patelnia wyglądająca jak żywa
szpileczka czerniejąca
pionowne
i inne niepodobne
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
z turkusowym kamieniem
małpa śpiewająca na drzewie
teofan grek maluje koronkowe majtki
życie to nic z tych rzeczy
krowa
nietknięty
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
statek
byk
tajny piorun ostrzy mocarstwa
kosmos ma miejsce w lupie
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
larwa plemeniem podrapana
koza spoglądajaca na drzewo
i szczypiące trawę jelenie
w miniówie
szympanse przeglądają się w oknach
dostojny popłochem
srebrnokulawy
ręka sunie po udzie
na tylnych łapach
mielony
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
temu winien
w domu schadzek
w studni
wygląda ze smoczej jamy
żmija
w kropli
stąd że nie ma żadnego stąd
kotem
jakie to piękne!
blizna
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
bez parasola
rybą
daleko mu do spiewu płetwali
na antenie
przemieszcza się kura olbrzyma
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
praca czyni kopią
rekin
jaskrawiec zwodniczy
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
wypełniony treścią ropną
do zatopienia
biegnie przez grząski jesienny las
obraduje
jest taki pociąg dlaczego
rozszczepka pospolita
mucha
strzępek błyszczący
cytat nakręca mydło
w trakcie przedrzeźniania mew
harfa
jamnik tenorem urzędu
wandale podlewają kwiatki
z paniką
ciemniejący w światło
jabłonki
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
gmatwica chropowata
po dwóch sekundach
tramwajem zarosłe
papieża
a ty do której masarni należysz?
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
księżyc zgasło
żyrafy
plemniki dojrzewają w najądrzach
nurek składany nikomu
kto zdechnie wcześniej?
blizna dokonuje osoby
jedno jest pewne
muskularny zad
bóg nie do oderwania od wszy
gnojanka żółtawa
na odludnej wyspie
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
rozsypane
pokrzywie dłoń wyrasta
twarzą ostemplowany
w czerwonej pieczarze
fryzura bez kierowcy
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
bananów
nie do oderwania od mroku
szpak
proszę zamknąć oczy gitarze
mydło
wyprostowany bez odpowiedzi
borówką
karaluch
w podmiejskiej kolejce
cytat nakręca mydło
tako rzeczą czamorro
na schodach
tonie
kakao
aorta brzuszna nieposzerzona
mgłą
w szyfonowej sukni
bez parasola
kalarepa
pyskaty
larwa plemeniem podrapana
w porządku własnym
w trakcie obojętności
podrapana
i szczypiące trawę jelenie
hotel kamienny scyzoryk
oby bozia dał
pęknięty
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
w futrze
plemeniem
jakie pytanie taka krew
krążąc wokół ziemi
włóczka podwórek
w powiększeniu
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
na linii lewki – hajnówka
mandolina zamiast wiosny
idiota wyje pomidory
rycerz na koninie
kosmos ma miejsce w lupie
głód bez kolców
dzwonnica bez kałuży
w postaci rosy
nie do oderwania od pustki
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
piorun
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
nietknięty
i drobne konkrementy żółciowe
425 mln lat temu
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
niewyklepany przez otoczenie
piłkarzy chorych na aids
osioł
pilota
szczerze
w pułapce miar
wartość tuczna i rzeźna
przemieszcza się kura olbrzyma
ukłony
światła
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
u którego lęku mieszkasz?
kochanek
olbrzyma
człowiek nie do oderwania od smyczy
szczudeł tupot
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
zręcznie
koniec przebiega najpierw
jabłonki
wyrasta
porcelanowa strzelanina
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
niepodłączony
tenorem
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
igła
chodziłam po tamtym świecie
słowa wdychają się przez inne
motyl w postaci cielska
piła olbrzyma weryfikuje
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
strzępek błyszczący
sową
proboszczem
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
w kierunku macicy
gdzie jest dżem?
fryzura bez kierowcy
w domu schadzek
blizna dokonuje osoby
nim się pojawi
w trakcie przedrzeźniania mew
sława
pomachajcie tatusiowi
wilgotna
krowa
ciemniejący w światło
jest nierozsłowny widnokrąg
lotnisko
słoń na druty tyje
jej ciało oplatają węże
o prawidłowej echostrukturze
byk
w postaci ulewy
jedno jest pewne
w ciarkach zniewagi
po dwóch sekundach
kominiarz bez ćwierci
ze stali niepojętej
bagnista ujada rzęsa
harfa
przez cały listopad
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
w kiełbasie
w podmiejskiej kolejce
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
tajny piorun ostrzy mocarstwa
borówką
w przebraniu
dozgonnie powleczony nadzieją
w miniówie
karaluch ciepły jabłkowy
są światła widzialne i nie
nie do oderwania od mroku
w milczenie zawinięte
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
życie to nic z tych rzeczy
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
w lustrze
w locie
rozwiewanany
masło się stara
bez kolców
gdzie popadnie
widząc że nie ma nikogo
zawsze nas coś omija
w studni
agrest pada
żyrafy
musisz to zobaczyć
a ty do której masarni należysz?
w czeskiej wiosce
rozszczepka pospolita
puszczyk zanurza się śniegu
obdarty
jakie to piękne!
tli się
mydło
przebiega
jeż
w kolorze ukrytym
rekin
na tylnych łapach
srebrnokulawy
ziemią przysypana
parasol
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
jeden zrobił to nawet dwukrotnie
nerwicy
prześcieradło się po nim lepi
ręka sunie po udzie
obywatele istnieją by służyć państwu
tygrys
w klatce
pyskaty krucyfiks
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
na połamanym krześle
z turkusowym kamieniem
powiesiła się
krokodyl
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
dziecko i narośl
osioł zbankrutowanym kotem
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
szczebiota mięso
pędzi
siekierą
w drodze do po nic
chmura
snu
innego ratunku nie ma
płonie
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
mowa ciała sekunda
sromotnik bezwstydny
bananów
wrośniak szorstki
dziś to baśń bez dna
temu winien
drapieżny zemdlał tygrys
przez trojańskie pola
nagi bez klucza
wyje
praca czyni kopią
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
wchodzi
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
czas się w nas umówił z nikim
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
błyskotliwy łagodnie duchowny mruga pogrzebacz
stąd że nie ma żadnego stąd
w uśmiechu poręcznym
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
odra zabiła matkę
z ręką na sercu
na antenie
łzawnik rozciekliwy
czarne plamki na liściach klonowych
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
paryżanka
inną postać tli się w każdej postaci
karaluch
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
larwa
najeżony
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
obłok
i inne niepodobne
twarzą ostemplowany
zamiana teraz obietnica
sarna spotyka sarnę
pokrzywie dłoń wyrasta
grad
zawadził
czyha
szpileczka czerniejąca
chwiliwarta
żmija
proszę zamknąć oczy gitarze
jeż czyha w zakonie
szpak w puszce wieczór nietknięty
igła w oko puka
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
wandale podlewają kwiatki
bez oczu
wiosłują
kropla przerywa węgorza
w postaci krzywej
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
baranku boży
o ośmiu wargach
błękitny
szpak
biegnie przez grząski jesienny las
z niegojącą się raną pachwiny
olej na płótnie
szklany
małpa śpiewająca na drzewie
do obrywania liści posągom
pięknie się wije
kwiaty plują
tramwajem zarosłe
po północnej stronie krateru schröter
david attenborough poświadcza
kto zdechnie wcześniej?
gigantyczny
sprężyna
łotr na apostole uchylając powiekę
gnojanka żółtawa
powraca
plemniki dojrzewają w najądrzach
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
albrecht dürer płynie na zelandię
dialekt dzierżawi rolnika
nieruchomo
księżyc zgasło
światła krwią
leżał owad w locie
bóg nie do oderwania od wszy
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
55 milionów lat świetlnych od nas
teofan grek maluje koronkowe majtki
pośród lodów arktyki
na odludnej wyspie
w obcisłej spódnicy
to ty?
brzegiem i krwią
do mądrości się przytrafia
smród to marka gówna uśmiech człowieka
oczodołami
w półmroku
każda rzecz jest żadna
w czerwonej pieczarze
kotem
do zatopienia
krawiec w postaci ulewy
w puszce
obraduje
paznokieć
chuj odziedziczył naród
śnieg wymiotuje
konduktor
mruga pogrzebacz
gmatwica chropowata
nurek składany nikomu
śmigło do przeszczepiania głów
blizna
dziurawy fortepian widzi
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
daleko mu do spiewu płetwali
ja do rzeźni jadę
z paniką
melania trump odwiedza sierociniec
drapieżny
porostnica wielokształtna
kobra
torpedą
jabłonki wychodzą z nor
w przebłysku samotności
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
wyprostowany bez odpowiedzi
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
pionowne
huśtawka
wypełniony treścią ropną
w czasie wytrysku
samica już odbyta
taka jest sprawiedliwość
koza spoglądajaca na drzewo
jest taki pociąg dlaczego
a początek nie ma końca
w halce
dostojny popłochem
but cebulowy nerwicy
w garażu
statek
lufcikiem
mielony
krzyk zarasta bulwary
pokryte meszkiem
biegnie
i wszystkie noże posmarowane jodyną
widłoząb miotlasty
do góry nogami
deszcz korbką malowany
również wystaje z każdej rzeczy
morze karłów przewozi oliwa
czarna cykada chwyta się gałęzi
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
w rzeczywistości
snu muszlo nasza
trzustka prawidłowej wielkości
kura lepka kangur przewrócony władza drań
zamazana
nieziemskiej urody
papieża
okazało się że to prawda
pod wpływem oczywistego cudu
najczyściejszej próby
żadnego teraz żadnego nigdy
ukryty w przymrozku
w każdej postaci
jaskrawiec zwodniczy
nasz adres:
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
wyzwolony
rozsypane
alpinista w futrze na antenie
człowiek jest tym którym nie chce być
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
wygląda ze smoczej jamy
szympanse przeglądają się w oknach
obsesji
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
szczur
człowiek służy też do podlewania ziemi
fiołkowy
rzęsa
jamnik tenorem urzędu
w kropli
piach rozkwita
a pan daleko?
przewrócony
rybą
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
w pomidorowej
okoliczności
świat nie do oderwania od wzroku
flanela
muskularny zad
głaz bezgłowego pilota szkoli
wczesnopierzasta
burzy się jagnię zapina szelki
drogą polna
kangur
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
mucha
bagnista
patelnia wyglądająca jak żywa
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi