wciąż anegdot

wciąż
nie ma
końca ani co
z tego
pośród
pełnych krokodyli
potoków w świecie
pełnym wieloznaczności
sumerowie
grają na

lirze

mrugając
ok 15-20
razy na minutę
kompletny i
jeszcze
nieistniejący autor
idzie ulicą smoczą

na
każde celne
pytanie tego świata
jest tylko
jedna
odpowiedź bóg
to przypadek nieskończenie
bezimienny potem
dyskretnie
wypluć lub

przełknąć

tylko
wiatr nas
spina przez co
najmniej milion
lat
zostawił klucz

w drzwiach

jedność
nigdy się
nie zapina świetnie
jęczy twoja
partnerka
z przedhomerowską
mytów głębią gwieździe
wypadł ząb
na

wizji

nie
jest najgłębszym
słowem w ludzkim
nie wiedzie
nigdzie
kłamstwo zaczyna
się od podobnego

zabiłem
swojego ojca
jadłem ludzkie mięso
i z
czystym
sumieniem – powąchaj
mnie to świetne
imię dla
psa

jest
też kula
kapusty żaden bóg
nie ma
dość
sił by
ją unieść skulony
w dziurce
od
klucza człowiek
widzi tylko to
co potrafi
nazywać

czas
to jest
nic do wszystkiego
zakrzywione zęby
pomagają
mu złapać
ofiarę tylko po
to aby
po
ułamku sekundy
zniknąć mucha spaceruje
po blacie
stołu

powinniśmy
zbudować świat
na piasku by
podtrzymać łączność
z
własnymi ja
koleją 8 tygodni
samolotem 12
lat

świat
zaczyna się
zawsze więc zjawia
za późno
znaleźli
noworodka przy
hurtowni indyków lub
zdzielony toporem
z
zasadzki mekong
przepływa między innymi

człowiek
jest w
sobie tylko z
lotu ptaka
oraz
czarny szlak
z koniny przez
kopę na
kudłoń

jeszcze wiece
do zdrapywania łez
pomagają plemnikom
przedostać
się
do jajowodów 

sztuka
polega na
niezasłanianiu niewidzialnego krowa
stół i
oklaski
to najfajniejsze
zwierzęta i przez
osiem dni
każesz
im chodzić
po obozach śmierci

wyobraźnia
jest lepsza
od boga język
chroni również
stopy
przed wilgocią

kłaki
na marynarce
dowodzą istnienia innych
nieujarzmionych światów
ale
zgniotło te
drzwi i ojca
w

drzwiach

każdy
szczyt jest
wypchany śmiesznością czerpie
moc z
tysiącleci

każdy
rodzi się
i umiera na
własnym zboczu
wielkości
grudki anegdot