harfa od wszy

harfa
zręcznie
wyje
ręka sunie po udzie
czarna cykada chwyta się gałęzi
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
bez oczu
wartość tuczna i rzeźna
innego ratunku nie ma
kochanek
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
wyzwolony
dziś to baśń bez dna
na odludnej wyspie
pęknięty
oby bozia dał
mielony
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
paryżanka
szpak
trzustka prawidłowej wielkości
gnojanka żółtawa
ukryty w przymrozku
koza spoglądajaca na drzewo
w miniówie
konduktor
z paniką
głaz bezgłowego pilota szkoli
taka jest sprawiedliwość
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
chodziłam po tamtym świecie
szympanse przeglądają się w oknach
bez parasola
porcelanowa strzelanina
słoń na druty tyje
w klatce
w uśmiechu poręcznym
nasz adres:
jakie pytanie taka krew
krzyk zarasta bulwary
nie do oderwania od pustki
praca czyni kopią
okoliczności
gdzie popadnie
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
snu
morze karłów przewozi oliwa
każdy się rodzi we własnej przepaści
puszczyk zanurza się śniegu
w trakcie przedrzeźniania mew
a ty do której masarni należysz?
dialekt dzierżawi rolnika
lufcikiem
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
w puszce
jamnik tenorem urzędu
bez kolców
pasmem i odtąd
w przebraniu
obraduje
pięknie się wije
musisz to zobaczyć
obsesji
do mądrości się przytrafia
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
osioł zbankrutowanym kotem
tako rzeczą czamorro
strzępek błyszczący
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
do góry nogami
kobra
w podmiejskiej kolejce
plemniki dojrzewają w najądrzach
nagi bez klucza
światła krwią
papieża
żmija
jedno jest pewne
w każdej postaci
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
dzwonnica bez kałuży
wyprostowany bez odpowiedzi
statek
melania trump odwiedza sierociniec
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
w kierunku macicy
twarzą ostemplowany
i wszystkie noże posmarowane jodyną
szpak w puszce wieczór nietknięty
krążąc wokół ziemi
odra zabiła matkę
bóg nie do oderwania od wszy
na linii lewki – hajnówka
nieruchomo
pośród lodów arktyki
kotem
gdzie jest dżem?
jeż czyha w zakonie
przemieszcza się kura olbrzyma
pyskaty
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
na schodach
w studni
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
jeż
w pomidorowej
żyrafy
flanela
czas się w nas umówił z nikim
i inne niepodobne
w obcisłej spódnicy
huśtawka
hotel kamienny scyzoryk
małpa śpiewająca na drzewie
mydło
na połamanym krześle
zawsze nas coś omija
jest taki pociąg dlaczego
muskularny zad
w trakcie zaciągania się do spowiedzi
albrecht dürer płynie na zelandię
jakie to piękne!
o prawidłowej echostrukturze
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
biegnie przez grząski jesienny las
oraz rozszczepka pospolita
w kropli
rekin
alpinista w futrze na antenie
jest nierozsłowny widnokrąg
tonie
w czeskiej wiosce
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
tenorem
jej ciało oplatają węże
drapieżny zemdlał tygrys
podrapana
piach rozkwita
w kiełbasie
mgłą
leżał owad w locie
szklany
patelnia wyglądająca jak żywa
są światła widzialne i nie
szczudeł tupot
425 mln lat temu
w postaci rosy
ze stali niepojętej
smród to marka gówna uśmiech człowieka
blizna dokonuje osoby
z niegojącą się raną pachwiny
biegnie
jabłonki wychodzą z nor
pokryte meszkiem
również wystaje z każdej rzeczy
grad
obywatele istnieją by służyć państwu
siekierą
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
na antenie
człowiek nie do oderwania od smyczy
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
zdyszany szpieg w istocie olejek
gigantyczny
olbrzyma
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
olej na płótnie
torpedą
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
słowa wdychają się przez inne
temu winien
w powiększeniu
fiołkowy
w garażu
włóczka podwórek
z turkusowym kamieniem
jak wrośniak szorstki
drapieżny
w półmroku
ja do rzeźni jadę
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
lotnisko
proboszczem
niepodłączony
do obrywania liści posągom
w rzeczywistości
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
po północnej stronie krateru schröter
dziurawy fortepian widzi
i łzawnik rozciekliwy
deszcz korbką malowany
krawiec w postaci ulewy
pilota
burzy się jagnię zapina szelki
dozgonnie powleczony nadzieją
karaluch ciepły jabłkowy
mowa ciała sekunda
baranku boży
łotr na apostole uchylając powiekę
but cebulowy nerwicy
mruga pogrzebacz
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
przez cały listopad
idiota wyje pomidory
do zatopienia
kakao
wiosłują
cytat nakręca mydło
w halce
w trakcie podchodzania do lądowania w krwistym kisielu sławy
kalarepa
w porządku własnym
sarna spotyka sarnę
kropla przerywa węgorza
w kolorze ukrytym
rybą
płonie
kangur
ostatnia stroma królewna
żal do czyszczenia zdrętwiałych wyobraźni
kosmos ma miejsce w lupie
w przebłysku samotności
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
byk
przez trojańskie pola
rycerz na koninie
wilgotna
snu muszlo nasza
i drobne konkrementy żółciowe
księżyc zgasło
w drodze do po nic
w czasie wytrysku
człowiek służy też do podlewania ziemi
piła olbrzyma weryfikuje
rzęsa
czarne plamki na liściach klonowych
sową
oczodołami
nim się pojawi
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
mucha
brzegiem i krwią
w locie
powiesiła się
jaskrawiec zwodniczy
pokaż zęby i popatrz na mnie
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
fryzura bez kierowcy
widząc że nie ma nikogo
zawadził
mandolina zamiast wiosny
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
w trakcie obojętności
ukłony
w szyfonowej sukni
w milczenie zawinięte
a początek nie ma końca
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
tramwajem zarosłe
krowa
karaluch
światła
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
dziecko i narośl
aorta brzuszna nieposzerzona
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
niewyklepany przez otoczenie
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
najczyściejszej próby
kominiarz bez ćwierci
sprężyna
piorun
chuj odziedziczył naród
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
drogą polna
sromotnik bezwstydny
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
igła
życie to nic z tych rzeczy
jabłonki
nieziemskiej urody
widłoząb miotlasty
proszę zamknąć oczy gitarze
w lustrze
wypełniony treścią ropną
w trakcie zabliźniania się skrzydeł na moście
śnieg wymiotuje
przewrócony
prześcieradło się po nim lepi
stąd że nie ma żadnego stąd
blizna
po dwóch sekundach
czyha
obłok
teofan grek maluje koronkowe majtki
srebrnokulawy
w futrze
nie do oderwania od mroku
nietknięty
chwiliwarta
błękitny
igła w oko puka
szpileczka czerniejąca
ciemniejący w światło
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
motyl w postaci cielska
daleko mu do spiewu płetwali
wandale podlewają kwiatki
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
kwiaty plują
nerwicy
pomachajcie tatusiowi
paznokieć
david attenborough poświadcza
szczur
inną postać tli się w każdej postaci
kto zdechnie wcześniej?
wygląda ze smoczej jamy
pędzi
bagnista ujada rzęsa
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
masło się stara
i szczypiące trawę jelenie
na tylnych łapach
55 milionów lat świetlnych od nas
żadnego teraz żadnego nigdy
czeluść ma na imię oklaski
borówką
tygrys
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
pod wpływem oczywistego cudu
wyrasta
z ręką na sercu
w domu schadzek
pyskaty krucyfiks
tli się
szczerze
pokrzywie dłoń wyrasta
larwa
każda rzecz jest żadna
kura lepka kangur przewrócony władza drań
krokodyl
wchodzi
świat nie do oderwania od wzroku
koniec przebiega najpierw
powraca
u którego lęku mieszkasz?
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
zamazana
osioł
a pan daleko?
porostnica wielokształtna
nurek składany nikomu
tajny piorun ostrzy mocarstwa
głód bez kolców
teraz obietnica
piłkarzy chorych na aids
w czerwonej pieczarze
o ośmiu wargach
najeżony
krzyk zarasta bulwary
prześcieradło się po nim lepi
w obcisłej spódnicy
piach rozkwita
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
z ręką na sercu
gigantyczny
kobra
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
chuj odziedziczył naród
bez parasola
motyl w postaci cielska
obraduje
smród to marka gówna uśmiech człowieka
jaskrawiec zwodniczy
idiota wyje pomidory
piła olbrzyma weryfikuje
kakao
gdzie jest dżem?
cytat nakręca mydło
spadzista marianna garść pulchnych wniebowstąpień przynosi
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
w powiększeniu
a początek nie ma końca
sową
bagnista
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
u którego lęku mieszkasz?
mgłą
na schodach
w ciarkach zniewagi
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
w kolorze ukrytym
wyje
rozszczepka pospolita
rekin
o prawidłowej echostrukturze
brzegiem i krwią
piorun
statek
lufcikiem
jakie pytanie taka krew
sarna spotyka sarnę
po północnej stronie krateru schröter
bez kolców
nim się pojawi
gdzie popadnie
niewyklepany przez otoczenie
w futrze
daleko mu do spiewu płetwali
w trakcie przedrzeźniania mew
nurek składany nikomu
ze stali niepojętej
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
w przebłysku samotności
dziurawy fortepian widzi
stąd że nie ma żadnego stąd
igła w oko puka
błękitny
grad
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
kominiarz bez ćwierci
nietknięty
paznokieć
jej ciało oplatają węże
piłkarzy chorych na aids
szpak
agrest pada
głód bez kolców
niepodłączony
dziś to baśń bez dna
muskularny zad
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
pęknięty
huśtawka
a pan daleko?
wandale podlewają kwiatki
blizna dokonuje osoby
do góry nogami
w locie
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
najeżony
w porządku własnym
mruga pogrzebacz
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
rzęsa
drogą polna
chodziłam po tamtym świecie
konduktor
nieziemskiej urody
bez oczu
wchodzi
w czasie wytrysku
wyprostowany bez odpowiedzi
kalarepa
oby bozia dał
kropla przerywa węgorza
pędzi
kosmos ma miejsce w lupie
w pułapce miar
plemeniem
jamnik tenorem urzędu
zdyszany szpieg w istocie olejek
jest nierozsłowny widnokrąg
łotr na apostole uchylając powiekę
tygrys
szpileczka czerniejąca
czarne plamki na liściach klonowych
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
w szyfonowej sukni
przez cały listopad
szczur
żadnego teraz żadnego nigdy
albrecht dürer płynie na zelandię
borówką
dziecko i narośl
wyrasta
w postaci ulewy
i drobne konkrementy żółciowe
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
twarzą ostemplowany
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
musisz to zobaczyć
tenorem
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
w domu schadzek
deszcz korbką malowany
tramwajem zarosłe
igła
wartość tuczna i rzeźna
ostrze obawy zlęknionym ołówkiem spotyka
gmatwica chropowata
okoliczności
czeluść ma na imię oklaski
w trakcie obojętności
osioł zbankrutowanym kotem
w kierunku macicy
tajny piorun ostrzy mocarstwa
o ośmiu wargach
w uśmiechu poręcznym
burzy się jagnię zapina szelki
osioł
ręka sunie po udzie
w pomidorowej
olej na płótnie
tonie
wilgotna
widłoząb miotlasty
małpa śpiewająca na drzewie
do obrywania liści posągom
zawadził
po dwóch sekundach
pyskaty
kto zdechnie wcześniej?
taka jest sprawiedliwość
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
jest taki pociąg dlaczego
samica już odbyta
w puszce
teofan grek maluje koronkowe majtki
hotel kamienny scyzoryk
w rzeczywistości
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
obywatele istnieją by służyć państwu
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
pod wpływem oczywistego cudu
szczerze
podrapana
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
olbrzyma
i wszystkie noże posmarowane jodyną
snu muszlo nasza
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
drapieżny
torpedą
w halce
srebrnokulawy
zręcznie
harfa
koza spoglądajaca na drzewo
krążąc wokół ziemi
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
temu winien
ukłony
człowiek nie do oderwania od smyczy
jeż
na tylnych łapach
rozsypane
światła
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
na odludnej wyspie
jedno jest pewne
pięknie się wije
widząc że nie ma nikogo
w drodze do po nic
nie do oderwania od mroku
ciemniejący w światło
pokryte meszkiem
krawiec w postaci ulewy
fryzura bez kierowcy
pyskaty krucyfiks
larwa plemeniem podrapana
wczesnopierzasta
w kropli
w milczenie zawinięte
kochanek
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
szympanse przeglądają się w oknach
i szczypiące trawę jelenie
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
w czeskiej wiosce
lotnisko
wypełniony treścią ropną
szpak w puszce wieczór nietknięty
mandolina zamiast wiosny
david attenborough poświadcza
płonie
okazało się że to prawda
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
w miniówie
snu
mydło
trzustka prawidłowej wielkości
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
w garażu
człowiek służy też do podlewania ziemi
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
chmura
w każdej postaci
siekierą
pilota
jabłonki wychodzą z nor
larwa
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
człowiek jest tym którym nie chce być
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
przez trojańskie pola
wiosłują
jakie to piękne!
wygląda ze smoczej jamy
zamazana
puszczyk zanurza się śniegu
flanela
włóczka podwórek
sromotnik bezwstydny
nieruchomo
w postaci krzywej
a ty do której masarni należysz?
oczodołami
ziemią przysypana
świat nie do oderwania od wzroku
nagi bez klucza
papieża
sprężyna
nie do oderwania od pustki
paryżanka
w studni
łzawnik rozciekliwy
inną postać tli się w każdej postaci
mowa ciała sekunda
czarna cykada chwyta się gałęzi
każda rzecz jest żadna
strzępek błyszczący
przebiega
fiołkowy
obłok
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
wrośniak szorstki
patelnia wyglądająca jak żywa
każdy się rodzi we własnej przepaści
na antenie
drapieżny zemdlał tygrys
but cebulowy nerwicy
obdarty
w przebraniu
dzwonnica bez kałuży
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
w kiełbasie
melania trump odwiedza sierociniec
powiesiła się
morze karłów przewozi oliwa
w klatce
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
na połamanym krześle
w podmiejskiej kolejce
tako rzeczą czamorro
nasz adres:
baranku boży
są światła widzialne i nie
dostojny popłochem
bagnista ujada rzęsa
tli się
porcelanowa strzelanina
krokodyl
jeden zrobił to nawet dwukrotnie
z paniką
ja do rzeźni jadę
żal do czyszczenia zdrętwiałych wyobraźni
wyzwolony
gnojanka żółtawa
pośród lodów arktyki
kangur
obsesji
bananów
szczebiota mięso
odra zabiła matkę
do zatopienia
sława
na linii lewki – hajnówka
błyskotliwy łagodnie duchowny mruga pogrzebacz
nerwicy
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
przewrócony
i inne niepodobne
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
usterka samca
proszę zamknąć oczy gitarze
szczudeł tupot
szklany
biegnie
żyrafy
w postaci rosy
do mądrości się przytrafia
innego ratunku nie ma
śnieg wymiotuje
praca czyni kopią
jeż czyha w zakonie
jabłonki
pokrzywie dłoń wyrasta
dozgonnie powleczony nadzieją
w czerwonej pieczarze
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
również wystaje z każdej rzeczy
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
blizna
zamiana teraz obietnica
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
kwiaty plują
byk
mucha
ukryty w przymrozku
pomachajcie tatusiowi
rybą
przemieszcza się kura olbrzyma
biegnie przez grząski jesienny las
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
księżyc zgasło
leżał owad w locie
żmija
plemniki dojrzewają w najądrzach
karaluch
z turkusowym kamieniem
w współczesność zdziczała
masło się stara
życie to nic z tych rzeczy
koniec przebiega najpierw
kura lepka kangur przewrócony władza drań
krowa
głaz bezgłowego pilota szkoli
najczyściejszej próby
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
czas się w nas umówił z nikim
w lustrze
czyha
zawsze nas coś omija
światła krwią
chwiliwarta
kotem
proboszczem
mielony
słoń na druty tyje
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
śmigło do przeszczepiania głów
z niegojącą się raną pachwiny
alpinista w futrze na antenie
aorta brzuszna nieposzerzona
425 mln lat temu
słowa wdychają się przez inne
55 milionów lat świetlnych od nas
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
porostnica wielokształtna
w półmroku
powraca
dialekt dzierżawi rolnika
karaluch ciepły jabłkowy
rycerz na koninie
bóg nie do oderwania od wszy