drobinkami wytrysku

drobinkami
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
pędzi
jeż
sens przebywa zdala od gramatyki
bez oczu
chuj odziedziczył naród
żmija
plemniki dojrzewają w najądrzach
brzegiem i krwią
teofan grek maluje koronkowe majtki
w uśmiechu poręcznym
pośród lodów arktyki
nieziemskiej urody
wyzwolony
hotel kamienny scyzoryk
w podmiejskiej kolejce
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
odra zabiła matkę
w lustrze
o prawidłowej echostrukturze
krawiec w postaci ulewy
w kropli
sarna spotyka sarnę
dziurawy fortepian widzi
w postaci rosy
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
wygląda ze smoczej jamy
gnojanka żółtawa
snu
w okrutnej litanii
pomachajcie tatusiowi
mruga pogrzebacz
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
nie do oderwania od pustki
przez cały listopad
kangur
pieśń bez rękawa
nagi bez klucza
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
krzyk zarasta bulwary
nim się pojawi
stąd że nie ma żadnego stąd
wypełniony treścią ropną
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
karaluch ciepły jabłkowy
w futrze
światła krwią
jej ciało oplatają węże
burzy się jagnię zapina szelki
w zwolnionym tempie
zdane na łaskę samotchnienia
dzwonnica bez kałuży
tajny piorun ostrzy mocarstwa
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
gdzie jest dżem?
tonie
siekierą
daleko mu do spiewu płetwali
ukryty w przymrozku
jest nierozsłowny widnokrąg
nietknięty
żyrafy
fryzura bez kierowcy
podrapana
w studni
i drobne konkrementy żółciowe
powraca
425 mln lat temu
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
huśtawka
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
dialekt dzierżawi rolnika
gniazda ech czarnych
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
jabłonki
koniec przebiega najpierw
słoń na druty tyje
krokodyl
alpinista w futrze na antenie
po północnej stronie krateru schröter
kura lepka kangur przewrócony władza drań
przez trojańskie pola
cierń oka szelest
wyprostowany bez odpowiedzi
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
w trakcie zabliźniania się skrzydeł na moście
świnie samotne bez parasola
tli się
srebrnokulawy
ze stali niepojętej
z niegojącą się raną pachwiny
tramwajem zarosłe
w puszce
szczur
krowa
w trakcie podchodzania do lądowania w krwistym kisielu sławy
również wystaje z każdej rzeczy
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
bez kolców
płonie
światła
piłkarzy chorych na aids
ciemniejący w światło
wiosłują
śpiewa zabita pluskiewką
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
ja do rzeźni jadę
tenorem
słoneczników zgraja
w milczenie zawinięte
głód bez kolców
plastelina w swej skromności niewielki
gdzie popadnie
każda rzecz jest żadna
nasz adres:
głaz bezgłowego pilota szkoli
w trakcie włamywaniu zębów
kosmos ma miejsce w lupie
do góry nogami
za pomocą gdyby
zdyszany szpieg w istocie olejek
w powiększeniu
pęknięty
zawadził
włóczka podwórek
drobinkami nigdy
rekin
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
w porządku własnym
przewrócony
byk
nurek składany nikomu
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
paryżanka
szczudeł tupot
kropla przerywa węgorza
porostnica wielokształtna
to maska rozpaczy
melania trump odwiedza sierociniec
nieruchomo
mgłą
po dwóch sekundach
w garażu
fikołkiem właśnie
piorun
pilota
dozgonnie powleczony nadzieją
prześcieradło się po nim lepi
zawsze nas coś omija
piła olbrzyma weryfikuje
kakao
masz imię – jesteś fikcją
człowiek służy też do podlewania ziemi
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
sromotnik bezwstydny
do mądrości się przytrafia
pyskaty
w obcisłej spódnicy
obłok
kobra
mandolina zamiast wiosny
w domu schadzek
do obrywania liści posągom
mielony
powiesiła się
w nikąd dorosły
mydło
masło się stara
w pomidorowej
w półmroku
larwa
z ręką na sercu
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
wilgotna
morze karłów przewozi oliwa
czarna cykada chwyta się gałęzi
szpak w puszce wieczór nietknięty
leżał owad w locie
obsesji
w halce
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
na odludnej wyspie
torpedą
wyrasta
najeżony
snu muszlo nasza
praca czyni kopią
salony meblowe szczekają w zwolnionym tempie
motyl w postaci cielska
i wszystkie noże posmarowane jodyną
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
kto zdechnie wcześniej?
bagnista ujada rzęsa
niechcący
szympanse przeglądają się w oknach
jest taki pociąg dlaczego
widłoząb miotlasty
pięknie się wije
zręcznie
blizna dokonuje osoby
jamnik tenorem urzędu
pod wpływem oczywistego cudu
i szczypiące trawę jelenie
śmierć – długo się na nią czeka ale warto
albrecht dürer płynie na zelandię
jedno jest pewne
w szyfonowej sukni
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
drzewo bez kapelusza
niepodłączony
dziecko i narośl
obraduje
baranku boży
wielkości za późno
łotr na apostole uchylając powiekę
wandale podlewają kwiatki
david attenborough poświadcza
papieża
osioł
gigantyczny
ukłony
statek
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
wielkości niezapisanej myśli
pyskaty krucyfiks
kalarepa
i inne niepodobne
przemieszcza się kura olbrzyma
śnieg wymiotuje
czas się w nas umówił z nikim
puszczyk zanurza się śniegu
ręka sunie po udzie
każdy się rodzi we własnej przepaści
na schodach
porcelanowa strzelanina
wrośniak szorstki
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
w drodze do po nic
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
szyja inwazji krocze
lufcikiem
świat nie do oderwania od wzroku
myśl mieszka drobinkami nigdy
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
jakie to piękne!
niewyklepany przez otoczenie
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
borówką
w miniówie
fiołkowy
twarzą ostemplowany
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
czyha
rycerz na koninie
nie do oderwania od mroku
wielkości wiatru zdeptanego z szyby
olej na płótnie
mowa ciała sekunda
kurz śpi na talerzu i pogrzebie
w klatce
obywatele istnieją by służyć państwu
w przebłysku samotności
koza spoglądajaca na drzewo
kominiarz bez ćwierci
słowa wdychają się przez inne
na tylnych łapach
dziś to baśń bez dna
jechałem na wróbelku jechałem sam
kotem
jakie pytanie taka krew
głowa bez tacy
księżyc zgasło
szczerze
są światła widzialne i nie
jest są
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
szpileczka czerniejąca
na linii lewki – hajnówka
jaskrawiec zwodniczy
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
konduktor
bóg nie do oderwania od wszy
w trakcie obojętności
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
z turkusowym kamieniem
oczodołami
mucha
zamazana
błękitny
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
drapieżny
obelga całkowicie naprężony w wodzie
przenajświętsza jest msza mijania się na ulicy
o ośmiu wargach
życie to nic z tych rzeczy
innego ratunku nie ma
na połamanym krześle
karaluch
drogą polna
w trakcie zaciągania się do spowiedzi
na antenie
sprężyna
muskularny zad
człowiek jest w sobie tylko z lotu ptaka
biegnie
niewidzialne łączy świat na części
jabłonki wychodzą z nor
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
tako rzeczą czamorro
pokrzywie dłoń wyrasta
larwa plemeniem podrapana
w czeskiej wiosce
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
proszę zamknąć oczy gitarze
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
człowiek nie do oderwania od smyczy
inną postać tli się w każdej postaci
harfa
krążąc wokół ziemi
biegnie przez grząski jesienny las
rybą
kwiaty plują
chodziłam po tamtym świecie
oby bozia dał
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
chwiliwarta
żadnego teraz żadnego nigdy
małpa śpiewająca na drzewie
larwa plemeniem
dążąc do doskonałości
w kierunku macicy
czeluść ma na imię oklaski
taka jest sprawiedliwość
strzępek błyszczący
but cebulowy nerwicy
nerwicy
idiota wyje pomidory
grad
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
olbrzyma
z paniką
pokaż zęby i popatrz na mnie
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
w każdej postaci
dźwig do suszenia sutann
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
blizna
w locie
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
smród to marka gówna uśmiech człowieka
w czerwonej pieczarze
drapieżny zemdlał tygrys
jeż czyha w zakonie
proboszczem
a pan daleko?
musisz to zobaczyć
przez o otwarte
aorta brzuszna nieposzerzona
paznokieć
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
a początek nie ma końca
piach rozkwita
najważniejsze to zwłoki nieistotnego
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
55 milionów lat świetlnych od nas
u którego lęku mieszkasz?
ostatnia stroma królewna
wartość tuczna i rzeźna
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
tygrys
osioł zbankrutowanym kotem
melanoma malignum
żal do czyszczenia zdrętwiałych wyobraźni
szklany
w trakcie przedrzeźniania mew
sową
patelnia wyglądająca jak żywa
szpak
w kiełbasie
okoliczności
rzęsa
deszcz korbką malowany
widząc że nie ma nikogo
w kompletnej ciemności pod wodą
igła w oko puka
w czasie wytrysku