czas żyrafy

czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
okoliczności
w kompletnej ciemności pod wodą
żal do czyszczenia zdrętwiałych wyobraźni
wiosłują
w obcisłej spódnicy
za pomocą gdyby
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
jest nierozsłowny widnokrąg
mowa ciała sekunda
kalarepa
każda rzecz jest żadna
najważniejsze to zwłoki nieistotnego
chuj odziedziczył naród
w porządku własnym
tenorem
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
i drobne konkrementy żółciowe
w podmiejskiej kolejce
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
hotel kamienny scyzoryk
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
z paniką
w każdej postaci
szczerze
po północnej stronie krateru schröter
drapieżny
marek grechuta jest zastrzeżonym znakiem towarowym
twarzą ostemplowany
przez cały listopad
bagnista ujada rzęsa
pyskaty
425 mln lat temu
myśl mieszka drobinkami nigdy
błękitny
baranku boży
kochanek
torpedą
chwiliwarta
na schodach
dążąc do doskonałości
zawadził
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
szklany
oczodołami
gigantyczny
daleko mu do spiewu płetwali
fale uderzają o latarnię
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
plemniki dojrzewają w najądrzach
olbrzyma
brzegiem i krwią
jej ciało oplatają węże
porcelanowa strzelanina
pośród lodów arktyki
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
o ośmiu wargach
dźwig do suszenia sutann
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
siekierą
i wszystkie noże posmarowane jodyną
nieruchomo
proszę zamknąć oczy gitarze
śnieg wymiotuje
pięknie się wije
wielkości wiatru zdeptanego z szyby
sprężyna
krzyk zarasta bulwary
dzwonnica bez kałuży
tramwajem zarosłe
ukryty w przymrozku
w szyfonowej sukni
w czasie wytrysku
powraca
aorta brzuszna nieposzerzona
pomachajcie tatusiowi
tajny piorun ostrzy mocarstwa
rybą
powiesiła się
w masarni za sławę można kupić siebie
praca czyni kopią
lufcikiem
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
krawiec w postaci ulewy
burzy się jagnię zapina szelki
rzęsa
biegnie przez grząski jesienny las
głód bez kolców
najczyściejszej próby
są światła widzialne i nie
kto jest ojcem dżdżu?
paznokieć
obsesji
obraduje
w trakcie zaciągania się do spowiedzi
niewyklepany przez otoczenie
ja do rzeźni jadę
to maska rozpaczy
pędzi
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
wilgotna
byk
alpinista w futrze na antenie
nasz adres:
do obrywania liści posągom
w czeskiej wiosce
obelga całkowicie naprężony w wodzie
szpak w puszce wieczór nietknięty
mydło
jakie to piękne!
salony meblowe szczekają w zwolnionym tempie
każdy się rodzi we własnej przepaści
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
w rzeczywistości
jeż czyha w zakonie
bez oczu
but cebulowy nerwicy
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
w postaci rosy
i inne niepodobne
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
kura lepka kangur przewrócony władza drań
widząc że nie ma nikogo
tako rzeczą czamorro
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
żmija
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
temu winien
fiołkowy
kurz śpi na talerzu i pogrzebie
w trakcie zabliźniania się skrzydeł na moście
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
bóg nie do oderwania od wszy
konduktor
śmierć – długo się na nią czeka ale warto
patelnia wyglądająca jak żywa
karaluch
żadnego teraz żadnego nigdy
smród to marka gówna uśmiech człowieka
chodziłam po tamtym świecie
ukłony
w studni
nurek składany nikomu
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
księżyc zgasło
mielony
innego ratunku nie ma
wielkości za późno
proboszczem
w czerwonej pieczarze
z niegojącą się raną pachwiny
dialekt dzierżawi rolnika
o prawidłowej echostrukturze
piorun
stąd że nie ma żadnego stąd
również wystaje z każdej rzeczy
jabłonki wychodzą z nor
płonie
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
dziurawy fortepian widzi
rekin
pyskaty krucyfiks
grad
snu
obywatele istnieją by służyć państwu
nagi bez klucza
statek
w drodze do po nic
w trakcie przedrzeźniania mew
ze stali niepojętej
w trakcie podchodzania do lądowania w krwistym kisielu sławy
szczudeł tupot
z ręką na sercu
gnojanka żółtawa
szpileczka czerniejąca
czarne plamki na liściach klonowych
zręcznie
czas się w nas umówił z nikim
srebrnokulawy
słowa wdychają się przez inne
w półmroku
do góry nogami
leżał owad w locie
w okrutnej litanii
nie do oderwania od pustki
słoń na druty tyje
szympanse przeglądają się w oknach
po dwóch sekundach
olej na płótnie
sarna spotyka sarnę
los się do nikogo uśmiecha
wyje
jamnik tenorem urzędu
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
dziś to baśń bez dna
puszczyk zanurza się śniegu
gdzie jest dżem?
inną postać tli się w każdej postaci
na antenie
koza spoglądajaca na drzewo
nietknięty
łotr na apostole uchylając powiekę
w kropli
piła olbrzyma weryfikuje
przez trojańskie pola
kropla przerywa węgorza
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
flanela
na linii lewki – hajnówka
drogą polna
tygrys
wypełniony treścią ropną
kakao
teofan grek maluje koronkowe majtki
w kolorze ukrytym
a pan daleko?
karaluch ciepły jabłkowy
deszcz korbką malowany
tonie
kobra
blizna dokonuje osoby
światła krwią
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
człowiek służy też do podlewania ziemi
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
wchodzi
sową
a początek nie ma końca
jeż
piach rozkwita
szpak
wielkości niezapisanej myśli
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
wygląda ze smoczej jamy
w milczenie zawinięte
jedno jest pewne
wyrasta
najeżony
cytat nakręca mydło
wartość tuczna i rzeźna
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
na tylnych łapach
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
życie to nic z tych rzeczy
piłkarzy chorych na aids
albrecht dürer płynie na zelandię
snu muszlo nasza
gdzie popadnie
muskularny zad
w kiełbasie
drobinkami nigdy
mgłą
w przebłysku samotności
w klatce
porostnica wielokształtna
wyprostowany bez odpowiedzi
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
huśtawka
larwa
szczur
obłok
podrapana
bez parasola
krowa
borówką
strzępek błyszczący
jabłonki
prześcieradło się po nim lepi
w futrze
igła w oko puka
bez kolców
włóczka podwórek
w halce
koniec przebiega najpierw
tli się
kangur
przenajświętsza jest msza mijania się na ulicy
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
w garażu
i szczypiące trawę jelenie
mandolina zamiast wiosny
pęknięty
w zwolnionym tempie
fryzura bez kierowcy
w powiększeniu
do mądrości się przytrafia
pod wpływem oczywistego cudu
drobinkami
nie do oderwania od mroku
w miniówie
zdyszany szpieg w istocie olejek
dozgonnie powleczony nadzieją
w pomidorowej
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
skoro
przewrócony
morze karłów przewozi oliwa
krążąc wokół ziemi
sromotnik bezwstydny
jest taki pociąg dlaczego
w kierunku macicy
małpa śpiewająca na drzewie
pokrzywie dłoń wyrasta
na połamanym krześle
z turkusowym kamieniem
w lustrze
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
odra zabiła matkę
osioł
na odludnej wyspie
kwiaty plują
jaskrawiec zwodniczy
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
lotnisko
wyzwolony
nieziemskiej urody
ostatnia stroma królewna
głaz bezgłowego pilota szkoli
w uśmiechu poręcznym
u którego lęku mieszkasz?
jakie pytanie taka krew
taka jest sprawiedliwość
osioł zbankrutowanym kotem
ręka sunie po udzie
rycerz na koninie
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
harfa
świat nie do oderwania od wzroku
w trakcie włamywaniu zębów
nim się pojawi
niepodłączony
w przebraniu
człowiek nie do oderwania od smyczy
mruga pogrzebacz
masło się stara
papieża
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
musisz to zobaczyć
drapieżny zemdlał tygrys
widłoząb miotlasty
pilota
w locie
blizna
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
w puszce
zamazana
człowiek jest w sobie tylko z lotu ptaka
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
55 milionów lat świetlnych od nas
oby bozia dał
wandale podlewają kwiatki
czeluść ma na imię oklaski
krokodyl
mucha
niewidzialne łączy świat na części
teraz obietnica
czarna cykada chwyta się gałęzi
kosmos ma miejsce w lupie
ciemniejący w światło
dziecko i narośl
nerwicy
a pewnego dnia masturbując się na placu targowym oświadczył
czyha
przemieszcza się kura olbrzyma
motyl w postaci cielska
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
zawsze nas coś omija
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
david attenborough poświadcza
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
pokaż zęby i popatrz na mnie
idiota wyje pomidory
wrośniak szorstki
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
w trakcie obojętności
kominiarz bez ćwierci
biegnie
światła
paryżanka
w domu schadzek
melania trump odwiedza sierociniec
kotem
kto zdechnie wcześniej?
żyrafy