czas narośl

czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
w futrze
mowa ciała sekunda
jabłonki
przebiega
gdzie popadnie
tramwajem zarosłe
w szyfonowej sukni
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
oczodołami
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
kangur
pod wpływem oczywistego cudu
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
w pułapce miar
w trakcie przedrzeźniania mew
do obrywania liści posągom
w przebłysku samotności
tenorem
zdolne do niewysuwania wniosków
sarna spotyka sarnę
kto zdechnie wcześniej?
snu
światła krwią
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
wygląda ze smoczej jamy
harfa
mydło
w powiększeniu
inną postać tli się w każdej postaci
na połamanym krześle
krawiec w postaci ulewy
dziecko i narośl
gdzie jest dżem?
w postaci ulewy
w trakcie obojętności
w półmroku
w klatce
w czeskiej wiosce
krążąc wokół ziemi
czarne plamki na liściach klonowych
dialekt dzierżawi rolnika
najczyściejszej próby
w uśmiechu poręcznym
szpak w puszce wieczór nietknięty
w każdej postaci
agrest pada
ręka sunie po udzie
osioł
gnojanka żółtawa
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
jamnik tenorem urzędu
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
igła w oko puka
światła
bóg nie do oderwania od wszy
szczebiota mięso
przez cały listopad
nurek składany nikomu
w domu schadzek
kwiaty plują
teofan grek maluje koronkowe majtki
w lustrze
każda rzecz jest żadna
temu winien
nagi bez klucza
sprężyna
przemieszcza się kura olbrzyma
pokryte meszkiem
błyskotliwy łagodnie duchowny mruga pogrzebacz
w drodze do po nic
a ty do której masarni należysz?
rozwiewanany
psychiatra na słupie w smoczku zbyt krótkim
najeżony
baranku boży
mucha
naprawdę istnieją tylko mniemania
i inne niepodobne
i wszystkie noże posmarowane jodyną
obsesji
fryzura bez kierowcy
na linii lewki – hajnówka
w kolorze ukrytym
pośród lodów arktyki
praca czyni kopią
tako rzeczą czamorro
albo postać porzucona
z doskonałym sterem
chodziłam po tamtym świecie
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
pilota
niechcąco powabna
flanela
albo postać połamana
rzęsa
pokrzywie dłoń wyrasta
rozsypane
konduktor
albo postać odwrócona
zawsze nas coś omija
karaluch
55 milionów lat świetlnych od nas
lotnisko
krokodyl
na tylnych łapach
czas się w nas umówił z nikim
lufcikiem
czyha
gigantyczny
nieruchomo
człowiek służy też do podlewania ziemi
w przebraniu
osioł zbankrutowanym kotem
żadnego teraz żadnego nigdy
na schodach
twarzą ostemplowany
niewyklepany przez otoczenie
siekierą
chuj odziedziczył naród
tli się
jeż
sława
widłoząb miotlasty
nieziemskiej urody
dziś to baśń bez dna
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
wyprostowany bez odpowiedzi
aorta brzuszna nieposzerzona
porcelanowa strzelanina
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
stąd że nie ma żadnego stąd
ziemią przysypana
nim się pojawi
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
zamazana
płonie
paznokieć
jeden zrobił to nawet dwukrotnie
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
w halce
wyrasta
czarna cykada chwyta się gałęzi
nerwicy
sową
ptak się kończy
kotem
z paniką
w studni
śnieg wymiotuje
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
borówką
but cebulowy nerwicy
zamiana teraz ɔbietnica
morze karłów przewozi oliwa
powraca
szpak
albo postać nieprzewidziana
daleko mu do spiewu płetwali
gmatwica chropowata
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
są światła widzialne i nie
wilgotna
bez oczu
w miniówie
nie do oderwania od pustki
wczesnopierzasta
dozgonnie powleczony nadzieją
w porządku własnym
pokryta grubą warstwą bezkształtnego
powiesiła się
melania trump odwiedza sierociniec
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
tonie
torpedą
z ręką na sercu
jeż czyha w zakonie
słowa wdychają się przez inne
w milczenie zawinięte
blizna
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
mruga pogrzebacz
piach rozkwita
mielony
musisz to zobaczyć
tajny piorun ostrzy mocarstwa
ja do rzeźni jadę
i szczypiące trawę jelenie
bez parasola
głaz bezgłowego pilota szkoli
albo postać na niebie
patelnia wyglądająca jak żywa
rybą
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
człowiek nie do oderwania od smyczy
i drobne konkrementy żółciowe
srebrnokulawy
żyrafy
mgłą
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
wandale podlewają kwiatki
wiosłują
pyskaty krucyfiks
jakie to piękne!
dzwonnica bez kałuży
puszczyk zanurza się śniegu
alpinista w futrze na antenie
szczur
koniec przebiega najpierw
o ośmiu wargach
podrapana
biegnie
po północnej stronie krateru schröter
hotel kamienny scyzoryk
olej na płótnie
szczerze
obłok
surowy
w obcisłej spódnicy
papieża
snu muszlo nasza
wagonów widelec w pobliżu błądzi
pomachajcie tatusiowi
mandolina zamiast wiosny
życie to nic z tych rzeczy
o prawidłowej echostrukturze
albrecht dürer płynie na zelandię
nietknięty
w nikąd dorosły
z niegojącą się raną pachwiny
plemeniem
kura
kobra
w czerwonej pieczarze
kakao
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
wypełniony treścią ropną
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
bananów
w kiełbasie
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
bagnista ujada rzęsa
smród to marka gówna uśmiech człowieka
okazało się że to prawda
szpileczka czerniejąca
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
w locie
w kropli
księżyc zgasło
bez kolców
to najlepsza ochrona przed zarazą
proszę zamknąć oczy gitarze
masło się stara
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
na antenie
albo postać nieważna
z turkusowym kamieniem
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
a początek nie ma końca
wyje
blizna dokonuje osoby
włóczka podwórek
błękitny
prześcieradło się po nim lepi
również wystaje z każdej rzeczy
małpa śpiewająca na drzewie
piła olbrzyma weryfikuje
motyl w postaci cielska
łzawnik rozciekliwy
w rzeczywistości
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
wrośniak szorstki
w kierunku macicy
szympanse przeglądają się w oknach
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
pyskaty
piorun
oby bozia dał
tygrys
głód bez kolców
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
przewrócony
karaluch ciepły jabłkowy
ukryty w przymrozku
ze stali niepojętej
drapieżny zemdlał tygrys
samica już odbyta
w pomidorowej
ukłony
jest taki pociąg dlaczego
po dwóch sekundach
albo postać rozlana
krowa
kura lepka kangur przewrócony władza drań
chmura
obdarty
żmija
proboszczem
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
brzegiem i krwią
pędzi
ciemniejący w światło
jest nierozsłowny widnokrąg
do góry nogami
kalarepa
do zatopienia
kosmos ma miejsce w lupie
huśtawka
porostnica wielokształtna
fiołkowy
jej ciało oplatają węże
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
paryżanka
deszcz korbką malowany
albo postać do góry nogami
larwa
drogą polna
muskularny zad
olbrzyma
jaskrawiec zwodniczy
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
obraduje
śmigło do przeszczepiania głów
taka jest sprawiedliwość
okɔliczności
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
statek
cytat nakręca mydło
w ciarkach zniewagi
pięknie się wije
łagodnie duchowny
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
larwa plemeniem podrapana
obywatele istnieją by służyć państwu
jedno jest pewne
odra zabiła matkę
igła
wartość tuczna i rzeźna
wchodzi
wyzwolony
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
w puszce
niepodłączony
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
chwiliwarta
parasol
plemniki dojrzewają w najądrzach
innego ratunku nie ma
nasz adres:
grad
bagnista
kropla przerywa węgorza
david attenborough poświadcza
w garażu
rycerz na koninie
w czasie wytrysku
świat nie do oderwania od wzroku
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
krzyk zarasta bulwary
rekin
łotr na apostole uchylając powiekę
głód
przez trojańskie pola
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
dziurawy fortepian widzi
kochanek
słoń na druty tyje
nie do oderwania od mroku
szklany
jakie pytanie taka krew
425 mln lat temu
do mądrości się przytrafia
byk
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
zawadził
jabłonki wychodzą z nor
z zadziwiającą łatwością
idiota wyje pomidory
piłkarzy chorych na aids
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
rozszczepka pospolita
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
pęknięty
strzępek błyszczący
u którego lęku mieszkasz?
a pan daleko?
biegnie przez grząski jesienny las
albo postać już niepotrzebna
burzy się jagnię zapina szelki
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
człowiek jest tym którym nie chce być
kominiarz bez ćwierci
w podmiejskiej kolejce
zręcznie
leżał owad w locie
koza spoglądajaca na drzewo
sromotnik bezwstydny
w postaci rosy
drapieżny
szczudeł tupot
trzustka prawidłowej wielkości
na odludnej wyspie
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
zagląda matce pod majtki
w postaci krzywej
widząc że nie ma nikogo
gnojanka żółtawa
grad
proszę zamknąć oczy gitarze
inną postać tli się w każdej postaci
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
na antenie
zawadził
bagnista ujada rzęsa
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
piła olbrzyma weryfikuje
larwa plemeniem podrapana
pyskaty krucyfiks
morze karłów przewozi oliwa
w podmiejskiej kolejce
kropla przerywa węgorza
425 mln lat temu
tli się
czarna cykada chwyta się gałęzi
nim się pojawi
szczur
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
przez trojańskie pola
kalarepa
smród to marka gówna uśmiech człowieka
pod wpływem oczywistego cudu
wiosłują
papieża
jeż czyha w zakonie
bananów
drapieżny
bez parasola
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
a początek nie ma końca
szczudeł tupot
obsesji
w czasie wytrysku
aorta brzuszna nieposzerzona
dostojny popłochem
rozsypane
kwiaty plują
nietknięty
lotnisko
również wystaje z każdej rzeczy
tramwajem zarosłe
w współczesność zdziczała
jest nierozsłowny widnokrąg
krawiec w postaci ulewy
piłkarzy chorych na aids
w kierunku macicy
snu muszlo nasza
czas się w nas umówił z nikim
włóczka podwórek
w każdej postaci
nieruchomo
sową
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
flanela
oczodołami
jeż
pokryte meszkiem
igła w oko puka
sromotnik bezwstydny
statek
krążąc wokół ziemi
albrecht dürer płynie na zelandię
głaz bezgłowego pilota szkoli
szpileczka czerniejąca
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
płonie
plemniki dojrzewają w najądrzach
w trakcie obojętności
oby bozia dał
w milczenie zawinięte
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
o prawidłowej echostrukturze
w przebraniu
w kiełbasie
niepodłączony
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
w puszce
i wszystkie noże posmarowane jodyną
pęknięty
igła
przez cały listopad
w uśmiechu poręcznym
mucha
tenorem
wygląda ze smoczej jamy
i szczypiące trawę jelenie
w klatce
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
taka jest sprawiedliwość
brzegiem i krwią
szklany
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
niewyklepany przez otoczenie
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
najczyściejszej próby
spadzista marianna garść pulchnych wniebowstąpień przynosi
wilgotna
drogą polna
snu
przemieszcza się kura olbrzyma
pilota
praca czyni kopią
i drobne konkrementy żółciowe
ze stali niepojętej
trzustka prawidłowej wielkości
mandolina zamiast wiosny
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
huśtawka
muskularny zad
karaluch ciepły jabłkowy
jaskrawiec zwodniczy
melania trump odwiedza sierociniec
na tylnych łapach
w czerwonej pieczarze
gdzie jest dżem?
człowiek nie do oderwania od smyczy
jabłonki
nurek składany nikomu
paznokieć
strzępek błyszczący
nie do oderwania od pustki
jakie pytanie taka krew
w drodze do po nic
fiołkowy
z paniką
porostnica wielokształtna
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
pokrzywie dłoń wyrasta
proboszczem
żadnego teraz żadnego nigdy
u którego lęku mieszkasz?
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
lufcikiem
widłoząb miotlasty
kangur
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
rycerz na koninie
rekin
pięknie się wije
blizna dokonuje osoby
zamiana teraz obietnica
harfa
david attenborough poświadcza
kakao
wchodzi
w halce
but cebulowy nerwicy
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
do obrywania liści posągom
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
w ciarkach zniewagi
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
w locie
przebiega
w postaci ulewy
ukłony
burzy się jagnię zapina szelki
bez oczu
jeden zrobił to nawet dwukrotnie
plemeniem
szympanse przeglądają się w oknach
okoliczności
krzyk zarasta bulwary
każdy się rodzi we własnej przepaści
szczerze
innego ratunku nie ma
z ręką na sercu
w przebłysku samotności
w miniówie
wyrasta
nieziemskiej urody
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
kosmos ma miejsce w lupie
w studni
czarne plamki na liściach klonowych
szpak
tonie
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
człowiek jest tym którym nie chce być
w kolorze ukrytym
w kropli
olej na płótnie
torpedą
kotem
księżyc zgasło
fryzura bez kierowcy
po dwóch sekundach
obraduje
kura lepka kangur przewrócony władza drań
czeluść ma na imię oklaski
jamnik tenorem urzędu
czyha
do mądrości się przytrafia
w futrze
stąd że nie ma żadnego stąd
karaluch
w półmroku
gmatwica chropowata
sarna spotyka sarnę
biegnie przez grząski jesienny las
puszczyk zanurza się śniegu
larwa
głód bez kolców
kochanek
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
koniec przebiega najpierw
okazało się że to prawda
wypełniony treścią ropną
srebrnokulawy
błyskotliwy łagodnie duchowny mruga pogrzebacz
cytat nakręca mydło
łotr na apostole uchylając powiekę
wyje
wartość tuczna i rzeźna
porcelanowa strzelanina
mgłą
w postaci rosy
pośród lodów arktyki
nie do oderwania od mroku
masło się stara
piach rozkwita
światła
pędzi
tako rzeczą czamorro
mydło
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
samica już odbyta
drapieżny zemdlał tygrys
światła krwią
hotel kamienny scyzoryk
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
łzawnik rozciekliwy
rozszczepka pospolita
olbrzyma
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
żal do czyszczenia zdrętwiałych wyobraźni
pyskaty
mielony
wandale podlewają kwiatki
usterka samca
przewrócony
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
osioł zbankrutowanym kotem
kominiarz bez ćwierci
na odludnej wyspie
życie to nic z tych rzeczy
wrośniak szorstki
w obcisłej spódnicy
chodziłam po tamtym świecie
dzwonnica bez kałuży
ja do rzeźni jadę
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
mowa ciała sekunda
jabłonki wychodzą z nor
prześcieradło się po nim lepi
dialekt dzierżawi rolnika
paryżanka
powraca
rybą
agrest pada
śmigło do przeszczepiania głów
teofan grek maluje koronkowe majtki
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
nagi bez klucza
pomachajcie tatusiowi
ciemniejący w światło
gdzie popadnie
obłok
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
zawsze nas coś omija
piorun
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
ręka sunie po udzie
rzęsa
wczesnopierzasta
dziś to baśń bez dna
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
kobra
borówką
po północnej stronie krateru schröter
o ośmiu wargach
w porządku własnym
chwiliwarta
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
idiota wyje pomidory
krowa
jest taki pociąg dlaczego
nerwicy
chmura
55 milionów lat świetlnych od nas
jej ciało oplatają węże
bagnista
słoń na druty tyje
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
żmija
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
najeżony
a pan daleko?
odra zabiła matkę
bez kolców
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
zdyszany szpieg w istocie olejek
byk
deszcz korbką malowany
małpa śpiewająca na drzewie
bóg nie do oderwania od wszy
i inne niepodobne
wyprostowany bez odpowiedzi
w postaci krzywej
motyl w postaci cielska
są światła widzialne i nie
ziemią przysypana
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
w pułapce miar
daleko mu do spiewu płetwali
w trakcie przedrzeźniania mew
śnieg wymiotuje
szczebiota mięso
z niegojącą się raną pachwiny
podrapana
słowa wdychają się przez inne
siekierą
kto zdechnie wcześniej?
w czeskiej wiosce
do góry nogami
powiesiła się
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
człowiek służy też do podlewania ziemi
w garażu
tajny piorun ostrzy mocarstwa
tygrys
ukryty w przymrozku
żyrafy
ostrze obawy zlęknionym ołówkiem spotyka
dozgonnie powleczony nadzieją
na połamanym krześle
jakie to piękne!
sprężyna
błękitny
koza spoglądajaca na drzewo
biegnie
w szyfonowej sukni
chuj odziedziczył naród
wyzwolony
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
dziurawy fortepian widzi
leżał owad w locie
do zatopienia
baranku boży
temu winien
konduktor
świat nie do oderwania od wzroku
z turkusowym kamieniem
krokodyl
jedno jest pewne
sława
zręcznie
każda rzecz jest żadna
na schodach
patelnia wyglądająca jak żywa
na linii lewki – hajnówka
musisz to zobaczyć
w lustrze
twarzą ostemplowany
w domu schadzek
szpak w puszce wieczór nietknięty
alpinista w futrze na antenie
obywatele istnieją by służyć państwu
blizna
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
w powiększeniu
obdarty
osioł
nasz adres:
a ty do której masarni należysz?
w rzeczywistości
zamazana
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
gigantyczny
widząc że nie ma nikogo
w pomidorowej
mruga pogrzebacz
dziecko i narośl