cierń dlaczego

cierń oka szelest
ukryty w przymrozku
księżyc zgasło
na schodach
dozgonnie powleczony nadzieją
w półmroku
a początek nie ma końca
obywatele istnieją by służyć państwu
to maska rozpaczy
kosmos ma miejsce w lupie
również wystaje z każdej rzeczy
statek
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
krążąc wokół ziemi
rycerz na koninie
pyskaty
w trakcie przedrzeźniania mew
gnojanka żółtawa
pyskaty krucyfiks
światła
czeluść ma na imię oklaski
kangur
najczyściejszej próby
tramwajem zarosłe
drapieżny zemdlał tygrys
morze karłów przewozi oliwa
piłkarzy chorych na aids
motyl w postaci cielska
mielony
gdzie popadnie
burzy się jagnię zapina szelki
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
rzęsa
melania trump odwiedza sierociniec
bez oczu
albrecht dürer płynie na zelandię
na szczycie wysokiego źdźbła trawy
gdzie jest dżem?
jabłonki wychodzą z nor
przez cały listopad
dzwonnica bez kałuży
szczerze
w kropli
na linii lewki – hajnówka
paryżanka
prześcieradło się po nim lepi
nerwicy
bóg nie do oderwania od wszy
po dwóch sekundach
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
szklany
lufcikiem
biegnie
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
wypełniony treścią ropną
sromotnik bezwstydny
w kolorze ukrytym
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
brzegiem i krwią
mucha
ciemniejący w światło
pilota
twarzą ostemplowany
po północnej stronie krateru schröter
425 mln lat temu
kurz śpi na talerzu i pogrzebie
david attenborough poświadcza
szympanse przeglądają się w oknach
krowa
w porządku własnym
pięknie się wije
pędzi
małpa śpiewająca na drzewie
drobinkami
patelnia wyglądająca jak żywa
smród to marka gówna uśmiech człowieka
proboszczem
piła olbrzyma weryfikuje
nurek składany nikomu
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
ostatnia stroma królewna
w kompletnej ciemności pod wodą
zręcznie
porcelanowa strzelanina
szczur
w locie
nie do oderwania od pustki
papieża
do góry nogami
w przebraniu
jakie pytanie taka krew
wielkości za późno
osioł zbankrutowanym kotem
żyrafy
i drobne konkrementy żółciowe
jej ciało oplatają węże
w puszce
wyje
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
biegnie przez grząski jesienny las
larwa
zawsze nas coś omija
w studni
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
zawadził
człowiek nie do oderwania od smyczy
śpiewa zabita pluskiewką
tli się
w halce
srebrnokulawy
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
w domu schadzek
fryzura bez kierowcy
wielkości niezapisanej myśli
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
obłok
jaskrawiec zwodniczy
nieruchomo
jeż czyha w zakonie
żmija
w rzeczywistości
dążąc do doskonałości
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
obelga całkowicie naprężony w wodzie
w garażu
wilgotna
głaz bezgłowego pilota szkoli
i wszystkie noże posmarowane jodyną
porostnica wielokształtna
głód bez kolców
temu winien
wartość tuczna i rzeźna
włóczka podwórek
ukłony
wandale podlewają kwiatki
gigantyczny
blizna dokonuje osoby
pokaż zęby i popatrz na mnie
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
siekierą
najważniejsze to zwłoki nieistotnego
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
szpak w puszce wieczór nietknięty
sową
z niegojącą się raną pachwiny
w milczenie zawinięte
dziecko i narośl
w trakcie obojętności
praca czyni kopią
wchodzi
w uśmiechu poręcznym
przenajświętsza jest msza mijania się na ulicy
teofan grek maluje koronkowe majtki
w powiększeniu
każdy się rodzi we własnej przepaści
krawiec w postaci ulewy
kto zdechnie wcześniej?
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
człowiek jest w sobie tylko z lotu ptaka
gniazda ech czarnych
w klatce
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
mruga pogrzebacz
oby bozia dał
idiota wyje pomidory
kakao
na tylnych łapach
w kiełbasie
pośród lodów arktyki
but cebulowy nerwicy
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
w trakcie włamywaniu zębów
pod wpływem oczywistego cudu
jabłonki
rybą
w szyfonowej sukni
w trakcie zaciągania się do spowiedzi
dialekt dzierżawi rolnika
czarne plamki na liściach klonowych
ja do rzeźni jadę
wyzwolony
los się do nikogo uśmiecha
kominiarz bez ćwierci
grad
światła krwią
puszczyk zanurza się śniegu
baranku boży
snu muszlo nasza
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
wyrasta
niepodłączony
na odludnej wyspie
chwiliwarta
paznokieć
potwór przysięga
strzępek błyszczący
huśtawka
w kierunku macicy
ze stali niepojętej
chodziłam po tamtym świecie
powiesiła się
kalarepa
muskularny zad
tonie
nieziemskiej urody
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
w miniówie
krokodyl
jedno jest pewne
czyha
deszcz korbką malowany
cytat nakręca mydło
pokrzywie dłoń wyrasta
drobinkami nigdy
o prawidłowej echostrukturze
kwiaty plują
stąd że nie ma żadnego stąd
jeż
do mądrości się przytrafia
widząc że nie ma nikogo
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
szyja inwazji krocze
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
osioł
w pomidorowej
w podmiejskiej kolejce
aorta brzuszna nieposzerzona
okoliczności
leżał owad w locie
śmierć – długo się na nią czeka ale warto
wyprostowany bez odpowiedzi
blizna
żal do czyszczenia zdrętwiałych wyobraźni
przez trojańskie pola
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
taka jest sprawiedliwość
flanela
dźwig do suszenia sutann
błękitny
bez parasola
kto jest ojcem dżdżu?
w każdej postaci
innego ratunku nie ma
byk
sarna spotyka sarnę
dozgonnie
szpak
wielkości wiatru zdeptanego z szyby
piach rozkwita
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
nim się pojawi
za pomocą gdyby
słowa wdychają się przez inne
koza spoglądajaca na drzewo
nasz adres:
harfa
wrośniak szorstki
pęknięty
odra zabiła matkę
dziurawy fortepian widzi
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
żadnego teraz żadnego nigdy
w trakcie podchodzania do lądowania w krwistym kisielu sławy
torpedą
w trakcie zabliźniania się skrzydeł na moście
plemniki dojrzewają w najądrzach
alpinista w futrze na antenie
w przebłysku samotności
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
bagnista ujada rzęsa
z ręką na sercu
z turkusowym kamieniem
u którego lęku mieszkasz?
mgłą
drapieżny
kochanek
mydło
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
drogą polna
i szczypiące trawę jelenie
mandolina zamiast wiosny
życie to nic z tych rzeczy
wygląda ze smoczej jamy
na połamanym krześle
koniec przebiega najpierw
snu
obsesji
widłoząb miotlasty
wiosłują
najeżony
piorun
niewyklepany przez otoczenie
konduktor
a pan daleko?
krzyk zarasta bulwary
fiołkowy
borówką
podrapana
w futrze
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
olej na płótnie
mowa ciała sekunda
nagi bez klucza
daleko mu do spiewu płetwali
hotel kamienny scyzoryk
kobra
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
w obcisłej spódnicy
i inne niepodobne
zamazana
w czasie wytrysku
ręka sunie po udzie
jakie to piękne!
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
masło się stara
salony meblowe szczekają w zwolnionym tempie
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
z paniką
w czeskiej wiosce
kotem
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
łotr na apostole uchylając powiekę
kura lepka kangur przewrócony władza drań
w zwolnionym tempie
na antenie
o ośmiu wargach
przewrócony
każda rzecz jest żadna
rekin
proszę zamknąć oczy gitarze
inną postać tli się w każdej postaci
olbrzyma
śnieg wymiotuje
lotnisko
szpileczka czerniejąca
myśl mieszka drobinkami nigdy
tako rzeczą czamorro
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
w okrutnej litanii
55 milionów lat świetlnych od nas
nietknięty
świat nie do oderwania od wzroku
dziś to baśń bez dna
w lustrze
sprężyna
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
karaluch
oczodołami
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
jest nierozsłowny widnokrąg
w drodze do po nic
nie do oderwania od mroku
pomachajcie tatusiowi
powraca
zdyszany szpieg w istocie olejek
igła w oko puka
człowiek służy też do podlewania ziemi
przemieszcza się kura olbrzyma
szczudeł tupot
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
są światła widzialne i nie
w czerwonej pieczarze
czas się w nas umówił z nikim
musisz to zobaczyć
obraduje
skoro
słoń na druty tyje
tenorem
w postaci rosy
jamnik tenorem urzędu
niewidzialne łączy świat na części
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
tajny piorun ostrzy mocarstwa
kropla przerywa węgorza
chuj odziedziczył naród
bez kolców
płonie
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
do obrywania liści posągom
karaluch ciepły jabłkowy
tygrys
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
czarna cykada chwyta się gałęzi
jest taki pociąg dlaczego