był muzykę

był pewien gruby kitarzysta, przez wszystkich pogardzany, którego jeden tylko diogenes chwalił

wyjść z psem
na włosku

pod kasztanem
czupryna

rycerz na koninie

łaskotki śpią

rogacz, zostaję z z nim

nagi bez klucza

wypukłość dowodzi statkiem
owija

wnętrzności tymczasem ukrzyżowane

głowa bez tacy

hydraulik daleki

nurek składany nikomu

dzwonnica bez kałuży

opalony

taczka do włosów
wrzawa

w przebłysku samotności

synowa pasie się z szelestem

łuk mu podpowie

obejdzie się

gbur we wrzosach

drwal
w kredensie

dłuto autobusu
podpora

postacie oddechu zbyt pewne ptaki

świat nabiera sensu przez ślepe uczynki
ślepy uczynek to przypadek znoszący różnice pomiędzy ja i nie ja
ślepy uczynek nie musi być dobry w ludzkim rozumieniu

jakoś idzie
dorsz w torbie

mięso bez wspomnień

ruchliwa

plastelina w swej skromności
niewielki

wzorowa
szpik

zakonnik żaden nawet najmniejszy

poduszka bez falochronu

sedno bez izolacji

kominiarz bez ćwierci

pieśń bez rękawa

mapa bez środka

rzeczywistość to światło ściemniałe do rozmiarów oka

drzewo bez kapelusza

i nie o to chodzi

życie zaczyna się nigdzie świadomość wtędy

będąc w niekończącej się podróży sens przebywa zdala od gramatyki

wszystko mieści się w słowie niechcący

gdy go zapytano dlaczego go chwali powiedział: za to, że taki mając wygląd nie został bandytą, lecz uprawia muzykę