brzegiem sekunda

brzegiem i krwią
w każdej postaci
mgłą
pyskaty krucyfiks
bez parasola
oczodołami
mielony
przewrócony
również wystaje z każdej rzeczy
sową
świat nie do oderwania od wzroku
ukłony
alpinista w futrze na antenie
żyrafy
baranku boży
kochanek
nie do oderwania od pustki
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
dialekt dzierżawi rolnika
jej ciało oplatają węże
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
kakao
pędzi
nie do oderwania od mroku
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
kosmos ma miejsce w lupie
w szyfonowej sukni
w uśmiechu poręcznym
osioł zbankrutowanym kotem
rycerz na koninie
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
w obcisłej spódnicy
nieziemskiej urody
bóg nie do oderwania od wszy
papieża
człowiek nie do oderwania od smyczy
proszę zamknąć oczy gitarze
w postaci rosy
szczerze
wrośniak szorstki
szklany
krzyk zarasta bulwary
gdzie popadnie
borówką
szczur
wygląda ze smoczej jamy
nieruchomo
jeż czyha w zakonie
w milczenie zawinięte
drogą polna
pęknięty
najeżony
tako rzeczą czamorro
jakie to piękne!
w miniówie
szpak w puszce wieczór nietknięty
i szczypiące trawę jelenie
nurek składany nikomu
koniec przebiega najpierw
olej na płótnie
larwa
w czasie wytrysku
krążąc wokół ziemi
piła olbrzyma weryfikuje
do mądrości się przytrafia
temu winien
byk
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
jabłonki
czas się w nas umówił z nikim
zawadził
muskularny zad
teofan grek maluje koronkowe majtki
tramwajem zarosłe
kobra
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
smród to marka gówna uśmiech człowieka
głód bez kolców
blizna
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
podrapana
szczudeł tupot
dozgonnie powleczony nadzieją
sprężyna
teraz obietnica
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
fiołkowy
szpileczka czerniejąca
czyha
na antenie
jest nierozsłowny widnokrąg
w czeskiej wiosce
jest taki pociąg dlaczego
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
tygrys
wiosłują
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
grad
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
pokrzywie dłoń wyrasta
na połamanym krześle
w kropli
porcelanowa strzelanina
w garażu
tli się
w trakcie zabliźniania się skrzydeł na moście
każdy się rodzi we własnej przepaści
obsesji
wyrasta
puszczyk zanurza się śniegu
obłok
księżyc zgasło
krowa
światła krwią
w locie
szympanse przeglądają się w oknach
kangur
widłoząb miotlasty
w domu schadzek
chwiliwarta
ja do rzeźni jadę
do obrywania liści posągom
kura lepka kangur przewrócony władza drań
w studni
w porządku własnym
dzwonnica bez kałuży
kropla przerywa węgorza
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
paznokieć
na linii lewki – hajnówka
paryżanka
twarzą ostemplowany
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
przez trojańskie pola
425 mln lat temu
w przebłysku samotności
w futrze
inną postać tli się w każdej postaci
z turkusowym kamieniem
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
ręka sunie po udzie
nim się pojawi
oby bozia dał
ze stali niepojętej
w kierunku macicy
czarna cykada chwyta się gałęzi
torpedą
piłkarzy chorych na aids
w trakcie przedrzeźniania mew
niewyklepany przez otoczenie
jakie pytanie taka krew
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
na schodach
na tylnych łapach
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
oraz rozszczepka pospolita
burzy się jagnię zapina szelki
cytat nakręca mydło
chodziłam po tamtym świecie
nerwicy
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
gnojanka żółtawa
kominiarz bez ćwierci
każda rzecz jest żadna
flanela
hotel kamienny scyzoryk
zawsze nas coś omija
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
karaluch
igła
w drodze do po nic
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
deszcz korbką malowany
pod wpływem oczywistego cudu
przemieszcza się kura olbrzyma
i wszystkie noże posmarowane jodyną
niepodłączony
rybą
w puszce
żadnego teraz żadnego nigdy
głaz bezgłowego pilota szkoli
daleko mu do spiewu płetwali
biegnie
i drobne konkrementy żółciowe
wartość tuczna i rzeźna
w trakcie zaciągania się do spowiedzi
ostatnia stroma królewna
jabłonki wychodzą z nor
okoliczności
rzęsa
pokaż zęby i popatrz na mnie
polip polip polip I
szpak
dziurawy fortepian widzi
nagi bez klucza
jeż
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
człowiek służy też do podlewania ziemi
koza spoglądajaca na drzewo
wilgotna
małpa śpiewająca na drzewie
zdyszany szpieg w istocie olejek
drapieżny zemdlał tygrys
o prawidłowej echostrukturze
do zatopienia
tonie
mydło
osioł
igła w oko puka
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
kto zdechnie wcześniej?
aorta brzuszna nieposzerzona
w trakcie obojętności
musisz to zobaczyć
odra zabiła matkę
biegnie przez grząski jesienny las
plemniki dojrzewają w najądrzach
patelnia wyglądająca jak żywa
w półmroku
motyl w postaci cielska
masło się stara
zręcznie
srebrnokulawy
w lustrze
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
mandolina zamiast wiosny
zamazana
albrecht dürer płynie na zelandię
z niegojącą się raną pachwiny
praca czyni kopią
fryzura bez kierowcy
kotem
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
w halce
bez kolców
słowa wdychają się przez inne
a pan daleko?
innego ratunku nie ma
pośród lodów arktyki
nietknięty
a ty do której masarni należysz?
życie to nic z tych rzeczy
i inne niepodobne
w podmiejskiej kolejce
widząc że nie ma nikogo
dziś to baśń bez dna
ukryty w przymrozku
jaskrawiec zwodniczy
chuj odziedziczył naród
siekierą
żmija
do góry nogami
mruga pogrzebacz
bagnista ujada rzęsa
czarne plamki na liściach klonowych
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
55 milionów lat świetlnych od nas
powraca
snu muszlo nasza
żal do czyszczenia zdrętwiałych wyobraźni
pięknie się wije
rekin
w klatce
porostnica wielokształtna
harfa
drapieżny
łotr na apostole uchylając powiekę
z paniką
powiesiła się
nasz adres:
trzustka prawidłowej wielkości
piach rozkwita
wypełniony treścią ropną
krokodyl
słoń na druty tyje
w przebraniu
na odludnej wyspie
dziecko i narośl
melania trump odwiedza sierociniec
konduktor
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
piorun
david attenborough poświadcza
tenorem
leżał owad w locie
wyje
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
but cebulowy nerwicy
wyprostowany bez odpowiedzi
najczyściejszej próby
prześcieradło się po nim lepi
w pomidorowej
kwiaty plują
jedno jest pewne
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
ciemniejący w światło
snu
w trakcie podchodzania do lądowania w krwistym kisielu sławy
przez cały listopad
gigantyczny
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
mowa ciała sekunda
strzępek błyszczący
pilota
olbrzyma
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
śnieg wymiotuje
z ręką na sercu
światła
gdzie jest dżem?
wchodzi
idiota wyje pomidory
sarna spotyka sarnę
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
są światła widzialne i nie
proboszczem
w kolorze ukrytym
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
taka jest sprawiedliwość
lotnisko
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
mucha
wyzwolony
sromotnik bezwstydny
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
czeluść ma na imię oklaski
karaluch ciepły jabłkowy
płonie
krawiec w postaci ulewy
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
lufcikiem
o ośmiu wargach
bez oczu
po północnej stronie krateru schröter
pomachajcie tatusiowi
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
a początek nie ma końca
stąd że nie ma żadnego stąd
błękitny
obywatele istnieją by służyć państwu
w czerwonej pieczarze
włóczka podwórek
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
wandale podlewają kwiatki
jamnik tenorem urzędu
tajny piorun ostrzy mocarstwa
morze karłów przewozi oliwa
u którego lęku mieszkasz?
w powiększeniu
kalarepa
statek
w kiełbasie
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
huśtawka
blizna dokonuje osoby
po dwóch sekundach
pyskaty
w rzeczywistości
pokryte meszkiem
obraduje
zdolne do niewysuwania wniosków
tramwajem zarosłe
pomachajcie tatusiowi
obdarty
najeżony
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
pięknie się wije
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
pięknieje
byk
aorta brzuszna nieposzerzona
albo postać porzucona
to kruchość jest złotem
kotem
błyskotliwy łagodnie duchowny mruga pogrzebacz
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
pędzi
głaz bezgłowego pilota szkoli
huśtawka
mgłą
okazało się że to prawda
osioł zbankrutowanym kotem
zaśnieżonych
tym co wyrzucisz tym będziesz lżejszy
dziś to baśń bez dna
grad
są światła widzialne i nie
dziurawy
w futrze
czarna cykada chwyta się gałęzi
fiołkowy
zawsze nas coś omija
nieziemskiej urody
inną postać tli się w każdej postaci
niepodłączony
płonie
snu muszlo nasza
kosmos ma miejsce w lupie
osioł
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
ukłony
z człowieka wyczyszczony
w locie
wczesnopierzasta
jabłonki wychodzą z nor
wyzwolony
piłkarzy chorych na aids
łotr na apostole uchylając powiekę
w kolorze ukrytym
olej na płótnie
siekierą
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
chuj odziedziczył naród
w halce
w trakcie przedrzeźniania mew
w studni
i brak obojczyka
heroicznie niezdecydowana
dialekt dzierżawi rolnika
pokryte meszkiem
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
proboszczem
albo postać nieprzewidziana
przemieszcza się kura olbrzyma
człowiek nie do oderwania od smyczy
a początek nie ma końca
mruga pogrzebacz
na linii lewki – hajnówka
wiosłują
drapieżny
blizna dokonuje osoby
srebrnokulawy
kochanek
słoń na druty tyje
psychiatra na słupie w smoczku zbyt krótkim
igła w oko puka
tako rzeczą czamorro
melania trump odwiedza sierociniec
drogą polna
wyrasta
w kropli
plemeniem
praca czyni kopią
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
jeden zrobił to nawet dwukrotnie
lawina puszcza się z linią horyzontu
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
szpak w puszce wieczór nietknięty
obsesji
w kolejce do ścięcia
dziurawy fortepian widzi
wagonów widelec w pobliżu błądzi
muskularny zad
niechcąco powabna
snu
najczyściejszej próby
pilota
szczerze
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
chwiliwarta
biegnie przez grząski jesienny las
wchodzi
okɔliczności
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
blizna
jakie pytanie taka krew
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
mucha
zagląda matce pod majtki
w czeskiej wiosce
do mądrości się przytrafia
w półmroku
tajny
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
lufcikiem
jest taki pociąg dlaczego
tli się
albo postać na niebie
na schodach
w drodze do po nic
jego wysokość
but cebulowy nerwicy
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
nietknięty
o wieczność się napotyka
obraduje
piorun
drapieżny zemdlał tygrys
w miniówie
masło się stara
głód
z klęską na barkach
piracki balkon żąda pilota
rzęsa
w postaci krzywej
co to jest jak po przejściach
żyrafy
lotnisko
o ośmiu wargach
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
przez cały listopad
w domu schadzek
powiesiła się
bez kolców
bóg nie do oderwania od wszy
gigantyczny
w przebraniu
fryzura bez kierowcy
nerwicy
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
proszę zamknąć oczy gitarze
motyl w postaci cielska
jest nierozsłowny widnokrąg
błyskotliwy
czas się w nas umówił z nikim
karaluch ciepły jabłkowy
jakie to piękne!
w podmiejskiej kolejce
david attenborough poświadcza
w czerwonej pieczarze
albo postać połamana
wypełniony treścią ropną
mielony
wagonów
deszcz korbką malowany
jamnik tenorem urzędu
błękitny
obywatele istnieją by służyć państwu
jeż czyha w zakonie
w postaci ulewy
włóczka podwórek
daleko mu do spiewu płetwali
statek
albo postać nieważna
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
sedno bez izolacji
zawadził
krzyk zarasta bulwary
larwa
z paniką
brzegiem i krwią
hotel kamienny scyzoryk
w czasie wytrysku
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
papieża
i inne niepodobne
człowiek służy też do podlewania ziemi
ciemniejący w światło
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
jabłonki
piach rozkwita
nie do oderwania od mroku
puszczyk zanurza się śniegu
koniec przebiega najpierw
patelnia wyglądająca jak żywa
do zatopienia
powraca
kalarepa
bez oczu
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
w milczenie zawinięte
prześcieradło się po nim lepi
karaluch
albo postać już niepotrzebna
bananów
armata
szpak
w porządku własnym
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
czyha
czarne plamki na liściach klonowych
pośród lodów arktyki
leżał owad w locie
szczebiota mięso
pyskaty krucyfiks
i drobne konkrementy żółciowe
agrest pada
nieruchomo
taka jest sprawiedliwość
wartość tuczna i rzeźna
do obrywania liści posągom
szczudeł tupot
rekin
również wystaje z każdej rzeczy
pod wpływem oczywistego cudu
księżyc zgasło
idiota wyje pomidory
domysłem świat świeci
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
piła olbrzyma weryfikuje
a pan daleko?
surowy
ptak się kończy
rycerz na koninie
tenorem
nagi bez klucza
burzy się jagnię zapina szelki
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
bagnista
torpedą
w rzeczywistości
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
albo postać do góry nogami
w postaci rosy
wandale podlewają kwiatki
jak wyglądało prawdziwe życie
ciemny
oby bozia dał
sława
przebiega
oczodołami
wyje
po dwóch sekundach
życie to nic z tych rzeczy
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
wygrywa ten kto głębiej zapomina
rybą
kobra nacina przyjęcie
plemniki dojrzewają w najądrzach
w lustrze
flanela
głęboka
tajny piorun ostrzy mocarstwa
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
w kiełbasie
paznokieć
temu winien
cytat nakręca mydło
dziecko i narośl
gdzie popadnie
mandolina zamiast wiosny
brzmi
nie do oderwania od pustki
parasol
bez parasola
alpinista w futrze na antenie
małpa śpiewająca na drzewie
jej ciało oplatają węże
dzwonnica bez kałuży
obłok
wyprostowany bez odpowiedzi
śmigło do przeszczepiania głów
larwa plemeniem podrapana
sprężyna
szympanse przeglądają się w oknach
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
wygląda ze smoczej jamy
ręka sunie po udzie
w trakcie obojętności
śnieg wymiotuje
krowa
na odludnej wyspie
w garażu
koza spoglądajaca na drzewo
nasz adres:
sarna spotyka sarnę
kwiaty plują
u którego lęku mieszkasz?
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
ukryty w przymrozku
nim się pojawi
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
smród to marka gówna uśmiech człowieka
ze stali niepojętej
nie do zaokrąglenia
zręcznie
kobra
szklany
kominiarz bez ćwierci
stąd że nie ma żadnego stąd
w pomidorowej
łagodnie duchowny
innego ratunku nie ma
słowa wdychają się przez inne
biegnie
w każdej postaci
paryżanka
z ręką na sercu
mać i fontanna dopaminy
gdzie jest dżem?
pokrzywie dłoń wyrasta
kura lepka kangur przewrócony władza drań
bagnista ujada rzęsa
w klatce
w niepewnej bliskości
z niedworskim zapachem
igła
widząc że nie ma nikogo
pęknięty
musisz to zobaczyć
krew jest potrzebna do barwienia asfaltu
głód bez kolców
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
borówką
świat nie do oderwania od wzroku
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
szczur
nurek składany nikomu
chmura
człowiek jest tym którym nie chce być
w uśmiechu poręcznym
wilgotna
krawiec w postaci ulewy
potem dziecko jest już tylko na części
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
kangur
chodziłam po tamtym świecie
tygrys
twarzą ostemplowany
przewrócony
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
to najlepsza ochrona przed zarazą
z turkusowym kamieniem
żadnego teraz żadnego nigdy
rozsypane
kto zdechnie wcześniej?
rzesza wyjątek
trzustka prawidłowej wielkości
ziemią przysypana
w nikąd dorosły
sową
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
na antenie
teofan grek maluje koronkowe majtki
na połamanym krześle
każda rzecz jest żadna
żmija
krokodyl
niewyklepany przez otoczenie
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
zamazana
albo postać rozlana
mydło
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
pyskaty
albo postać odwrócona
ja do rzeźni jadę
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
z niegojącą się raną pachwiny
o prawidłowej echostrukturze
po północnej stronie krateru schröter
korniszon
dyby gdyby
przez trojańskie pola
do góry nogami
chce być pierwszym
jedno jest pewne
na tylnych łapach
dozgonnie powleczony nadzieją
i szczypiące trawę jelenie
naprawdę istnieją tylko mniemania
w obcisłej spódnicy
o niej chmarzy ziemia
odra zabiła matkę
porcelanowa strzelanina
morze karłów przewozi oliwa
425 mln lat temu
konduktor
albrecht dürer płynie na zelandię
z nigdy poczęty
tonie
olbrzyma
wnikliwa
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
i wszystkie noże posmarowane jodyną
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
w naczyniu
kakao
w zakonie
a ty do której masarni należysz?
samica już odbyta
czym zbierać czas?
w powiększeniu
kropla przerywa węgorza
światła krwią
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
krążąc wokół ziemi
kura
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
55 milionów lat świetlnych od nas
jeż
w szyfonowej sukni
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
w kierunku macicy
światła
podrapana
harfa
w puszce
mowa ciała sekunda